Podsumowanie | Sierpień 2019

dziewczyna na Kościelcu

Naprawdę to już wrzesień? Przyznam szczerze, że sama w to jeszcze do końca nie wierzę, ale nie da się ukryć, czuć już jesień w powietrzu. Tymczasem jeszcze szybko powrócę do ostatniego miesiąca, bo był naprawdę fajny!


W sierpniu udało się zrealizować sporo treningów, nie tylko tych biegowych. Trochę jazdy na rowerze, kolejne dni w górach, początki na siłowni, a także dużo, dużo rozciągania, rolowania i jogi. Razem około 56 godzin poświęconych w całości na aktywność fizyczną.

Jeśli chodzi o bieganie, bardziej skupiłam się na jakości, niż na ilości. Znacznie więcej szybkości, sprawności zamiast powolnego nabijania kilometrów. Nogi trochę się rozkręciły, a płuca zaczęły przyzwyczajać się do odpowiednich prędkości. W sumie? 202 kilometry, czyli prawie 19 godzin samego biegania.

Mały Kozi Wierch, Orla perć

W sierpniu w górach spędziliśmy 2 dni, tym razem wybierając wyższe Tatry, a w tych najzwyczajniej w świecie po prostu się zakochałam. To właśnie TAM czułam, że żyję. Podczas wędrówek (które właściwie trwały od samego rana do nocy) nie mogłam nacieszyć się widokami, a każdego dnia, gdy zbliżała się pora powrotu, aż smutno mi było, że to już koniec.

Co więcej? 
Zaczęłam ćwiczyć na siłowni, wprowadziłam więcej sprawności, a stawiając sobie nowe wyzwania wróciłam do regularnego rozciągania.

4f piątka praska
Miesiąc zakończyłam startem na 5 km w Warszawie sprawdzając tym samym swoją formę na Praskiej Piątce. Wynik na mecie, choć gorszy o niecałą minutę od życiówki pokazał mi w którym miejscu jestem i że jest coraz lepiej. Już dawno z takim uśmiechem, luzem i fajnym podejściem nie zameldowałam się na mecie. To był dobry bieg, zresztą... przecież cały sierpień taki był!

Udostępnij ten post

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz! To dla mnie dodatkowa motywacja ;)