Sezon jesienny zakończony! - podsumowanie

Od 10 dni odpoczywam, regeneruję się, a przede mną jeszcze ponad 2 tygodnie bez biegania. Powoli doceniam ten czas i zdaję sobie sprawę z tego jak ważny to etap. Okres regeneracji, nie tylko fizycznej, ale i psychicznej, a także ładowanie baterii na kolejne treningi.

ruiny zamku

Po kontuzji stopy, którą udało mi się szczęśliwie wyleczyć po kilku miesiącach nic nie wnoszących wizyt u przeróżnych lekarzy, trafiłam wreszcie na odpowiedniego fizjoterapeutę - osteopatę, dzięki któremu mogłam w pełni wrócić do normalnych treningów. Niestety choć wiosnę miałam już straconą i długo wyczekiwany maraton odwołany to bardzo cenię sobie ten okres. Pozwolił mi mocno zmienić podejście do biegania i nieco inaczej spojrzeć na wiele aspektów. Odsunęłam trochę w czasie marzenia o fajnym wyniku w maratonie (który jest wciąż moim ulubionym dystansem), tym razem bardziej skupiając się na biegach krótkich. I tak też mniej więcej od maja tego roku z pomocą trenera zaczęłam krok po kroku realizować plany treningowe pod 5 km.

Na początku biegowo było różnie. Okres powrotu do formy nie był wcale łatwy, a odbudowanie wiary w to, że znów może być dobrze nie należało wcale do najprostszych. Wakacyjne temperatury też niekoniecznie pozytywnie wpływały na efekty, ale z czasem coś powoli zaczęło się dziać.

Zalew Zakrzówek
fot. Radosław Piasecki
Podium Bieg w Bełchatowie
  • Sierpniowy Bieg Fabrykanta w Łodzi na 10 km był świetnym sprawdzianem formy po kilku miesiącach treningów. Rozpoczęłam sezon z naprawdę fajnym wynikiem 46:30.
Medal Bieganie
  • Kamieńszczańską Dychę również bardzo dobrze wspominam. Dużo podbiegów, pozytywna energia i przede wszystkim odpowiednie podejście dało mi czas 47:20 i mały upominek na koniec.
meta biegu w Kamieńsku
  • T-Mobile Bieg na 5 km w Warszawie przy okazji Maratonu Warszawskiego był dniem, gdy zagrało dosłownie wszystko. Wreszcie po dwóch latach poprawiłam swój wynik na 5 km przekraczając metę z czasem 21:34. To był TEN jeden z piękniejszych dni, gdy nogi niosły same od startu do mety, a zatrzymując się nie mogłam uwierzyć w to co się właśnie stało.
Garmin Forerunner 220, rekord życiowy
  • Test na 1000 m w Wieliczce podczas Run Salt Cup był nietypowym i troszkę szalonym pomysłem. Bez stresu, przeliczania, wolniejszy początek i ogień do mety. Wszystko totalnie na luzie z zaskakującym efektem: 3:39 na kilometr, a do tego niespodzianka - 2 miejsce wśród kobiet!
podium biegu w Wieliczce
Zachód słońca, puchar
  • Sezon zakończyłam kolejną piątką (5 dla Niepodległej) tym razem przy okazji Cracovia Półmaratonu. I choć trasa nie należała do najłatwiejszych, a długi podbieg w połowie trasy dał mi mocno w kość to bardzo cieszyłam się, że znów pobiegłam 5 km poniżej 22 minut. Wtedy też uświadomiłam sobie, że udało się zbudować naprawdę fajną, stabilną formę i jest o co walczyć na wiosnę.
Tauron Arena, Cracovia Półmaraton

Na ten moment jeszcze nie planuję nowego sezonu, choć gdzieś tam w głowie mam już malutkie cele, plany i marzenia. W tej chwili cieszę się obecnym czasem, regeneruję, ładuję baterie i powoooooli nie mogę doczekać kolejnego okresu treningowego i przyszłych sportowych przygód.

blondynka, jesień

Czytaj dalej

Koniec przerwy, wracam na bloga!

15 miesięcy to całkiem sporo jak na nieobecność na blogu, ale to również wystarczająco, by uświadomić sobie, jak szybko mija czas, jak wiele można osiągnąć i co chcę robić w życiu. Teraz wiem, jak bardzo brakuje mi tego miejsca, tych wspomnień, przemyśleń, opisów wydarzeń (do których wciąż wracam) i zdjęć, dużej ilości zdjęć. Potrzebowałam tej przerwy, ale teraz wracam TU do Was z nową energią i oby na długo!

blond girl drink coffee
Czytaj dalej

PZU Cracovia Maraton 2017

Cracovia Maraton, czyli 42 kilometry i 195 metrów. Tamtego dnia właściwie wszystko szło po mojej myśli. Nawet nie odliczałam kilometrów do mety, po prostu biegłam i coraz bardziej nie mogłam uwierzyć w to co się dzieje.


running girl

Dzień wcześniej, kładąc się spać wiedziałam, że zrobiłam już wszystko co mogłam zrobić i że teraz pozostało mi "tylko" pobiec. Nie czułam stresu (nawet, gdy dostałam informację od trenera odnośnie maratonu) wiedziałam co robić i jeszcze nigdy nie czułam się tak przygotowana. Miałam przeczucie, że niedziela to będzie właśnie TEN dzień. 

W dniu maratonu pogoda postanowiła spłatać figla. O ile gdy wychodziłam z domu delikatnie kropiło, to po dotarciu na Rynek właściwie już lało. Na szczęście to tylko deszcz, a czasem biegałam przecież w gorszych warunkach.

Celowałam w wynik poniżej 3:50, ale to nie była ta sama presja co na wiosnę, czy jesień rok temu, gdy największym priorytetem było ukończenie maratonu poniżej 4 godzin. Strategia samego biegu też była przystępna, wiec nie pozostało mi właściwie nic innego jak działać.

Bulwary Kraków Maraton

Pierwsze 10 kilometrów biegłam ze sporą rezerwą starając się trzymać tempo w okolicach 5:30 min/km. Zdarzało się, że nawet w ostatnich tygodniach przygotowań takie tempo wymagało ode mnie trochę wysiłku, to tamtego dnia nie zrobiło na mnie najmniejszego wrażenia. Przyznam się nawet, że czekałam na kolejną dziesiątkę, by móc choć troszkę przyśpieszyć.

Kolejna dyszka minęła podobnie jak poprzednia. Biegłam już nieco szybciej, a dodatkowo w drodze do Tauron Areny i z powrotem mijałam po swojej prawej stronie biegaczy, co bardzo umilało czas. Lubię agrafki, bo skutecznie zajmują myśli. Co jakiś czas ktoś coś do mnie krzyknął, czasem ja pomachałam, rozglądałam się za znajomymi twarzami i tak nawet nie wiem kiedy dotarłam pod Wawel, a zaraz później połowę maratonu miałam za sobą.

25 km maraton błonia

Czułam się świetnie. Biegłam cały czas podobnym tempem, starając się nie przekraczać 5:20 min/km. Wybiegając z Błoń czułam już lekkie zmęczenie, ale wciąż nogi mnie niosły i nie mogłam się doczekać 30 kilometra. Nie ze względu na słynną maratońską ścianę, ale dlatego, że znów mogłam przyśpieszyć i już tak ciągnąć do samej mety.

Ponownie przemierzałam mój ulubiony odcinek trasy do Tauron Areny i z powrotem, który minął nawet nie wiem kiedy. Znajomi się trochę przetasowali, więc nie wszystkich udało mi się dostrzec w tłumie. Na 36 kilometrze spotkałam chłopaka, który prowadził relację na żywo i mówił do swoich widzów, że dopadła go ściana. Przypomniało mi się o niej, ale zaśmiałam się w duchu i nie dopuściłam nawet takiej myśli do swojej głowy. Co prawda poczułam się troszkę gorzej, ale to pewnie ze względu na podbieg, który bardzo chciał pokrzyżować moje plany. Na szczęście nie dałam się.

maraton wawel

Wszystko szło zgodnie z planem do 40 kilometra. Później zaczynało mi już trochę brakować sił. Organizm był zmęczony wysiłkiem, a ja miałam coraz większy problem z utrzymaniem odpowiedniego tempa. Nie chciałam się poddać i nawet o tym nie pomyślałam. Mimo, że kilometry ciągnęły się w nieskończoność, biegłam przed siebie. Wiedziałam, że zostało już niewiele, a wynik jaki otrzymam na mecie będzie spełnieniem marzeń. Kibice niesamowicie dodawali sił i meta z każdym krokiem była coraz bliżej, aż wreszcie ją przekroczyłam nie mogąc uwierzyć w to co zrobiłam!

Jeszcze na jesień marzyłam o maratonie poniżej 4 godzin, a tym razem znów się udało i to prawie 12 minut szybciej! Zegar zatrzymał się na pięknym wyniku 3:48:31!

międzyczasy maraton

To były długie miesiące przygotowań, niezliczone ilości wybieganych kilometrów i mnóstwo czasu poświęconego na treningi. Cracovia Maraton był dla mnie wyjątkowym biegiem. Jeszcze nigdy nie przebiegłam maratonu na takim luzie, z taką radością i wiarą w swoje możliwości. Ogromna w tym zasługa mojego trenera Radka i wszystkich znajomych, którzy wierzyli, że to zrobię. Dziękuję Wam pięknie raz jeszcze! Ten dzień zapamiętam na długo! 

medal maraton

A tak właściwie... to przebiegłabym ten maraton jeszcze raz :)


Czytaj dalej

Najlepsza dycha w życiu - Bieg Oshee 10km

Od samego początku nie wiedziałam jak mam traktować Bieg Oshee na 10 km. W głowie cały czas miałam to, że najważniejszy start wiosenny jest tydzień później. Jednak szybka trasa i dobra dyspozycja była bardzo kusząca. Dzień przed, po konsultacjach z trenerem dostałam zielone światełko na szybkie bieganie, więc mogłam trochę powalczyć.


Medal Orlen Warsaw Marathon


Do wszystkiego podeszłam na wielkim luzie. Nie odczuwałam najmniejszego stresu. Nie miałam też szczególnego parcia na wynik, ale że dostałam pozwolenie na szybszy bieg to chciałam to wykorzystać jeśli tylko nogi poniosą i samopoczucie dopisze.

Naładowana pozytywną energia po całym weekendzie spędzonym z moja wspaniałą drużyną ASICS FrontRunner Polska w świetnym nastroju i uśmiechem na twarzy stanęłam na starcie Biegu Oshee.

drużyna ASCIS
fot. Radosław Piasecki
Bez problemu dotarłam do swojej strefy startowej, ustawiłam się w połowie pomiędzy balonikami na 45 i 50 minut, specjalnie po to, by nie musieć nikogo wyprzedzać i skupić się jedynie na trzymaniu odpowiedniego tempa, ale po przekroczeniu linii startowej przeżyłam szok.

Średnie tempo biegu na ten wynik wynosi 4:30-5:00, ja planowałam zacząć po 4:45-4:50, a tłum biegł sobie spokojnie 5:20. Wyobraźcie sobie moje moje zdenerwowanie, krzyki innych biegaczy i ciągłe wyprzedzanie, przepychanie się i wołanie "lewa wolna" przez pierwsze co najmniej 500 m. Kompletnie nie potrafię zrozumieć czym kierują się osoby ustawiające się w nie swoich strefach startowych. Przeliczenie sił na zamiary nie kosztuje wiele, znalezienie SWOJEJ strefy również, a to zdecydowanie ułatwi życie innym biegaczom.

Na szczęście po kilometrze zrobiło się już w miarę luźno. Nie musiałam się przepychać i rwać tempa, tylko realizować swoje założenia, które były bardzo proste: w miarę spokojna pierwsza połowa, a druga mocniejsza.


bieg oshee 5km

Gdy połowę biegu miałam za sobą, z każdym kilometrem starałam się urywać parę sekund. Cały czas czułam spory luz. Rozpędzałam się, mijałam biegaczy i ciężko mi było uwierzyć w to co się dzieje. 

Miałam dużo siły, nie bolały mnie nogi, a oddech był naprawdę znośny. Po prostu leciałam, zwiększając tempo, aż do samej mety. Czułam się świetnie i gdyby nie odcisk na podeszwie dający mocno o sobie znać od 8 kilometra nie odczułabym najmniejszego dyskomfortu. 

Oshee 10km
Na ostatnim kilometrze mocno przyspieszyłam. Zegarek pokazał 4:11, a ja się uśmiechnęłam. To było niesamowite. Metę przekroczyłam z czasem 45:44 poprawiając zeszłoroczny wynik z Biegu w Zelowie o blisko 40 sekund na TAKIM luzie!

Meta 10km Orlen Warsaw Maraton

To był mój zdecydowanie najlepiej rozegrany bieg na 10 km w życiu. Nie było zwątpień, kryzysów, tylko moc, aż do samego końca. Co prawda mimo nowego rekordu życiowego czuję, że to nie był bieg na 100%, ale przyjdzie na to jeszcze pora przecież mój najważniejszy wiosenny start już w tę niedziele!

10km Bieg Oshee

Czytaj dalej

I Bełchatowski Bieg Nocny - kolejny krok do przodu

Biegi organizowane w Bełchatowie zawsze biorę pod uwagę i gdy tylko jest możliwość to biegnę. Podobnie było z I Bełchatowskim Biegiem Nocnym. W chwili, gdy zobaczyłam informację o biegu już wiedziałam, że tam będę.


running trophy Bełchatów

Bieg w Bełchatowie miał nietypowy, bo 6 km dystans. Trzy okrążenia po asfalcie i fragment po chodniku. Trasa była szybka, z delikatnym podbiegiem i zbiegiem na każdym kółku.

Bardzo lubię biegać w Bełchatowie między innymi za to, że nie muszę czekać w biurze zawodów godzinę czy dwie przed startem (choć wiem, że niektórzy to lubią), stresować się i zerkać co 5 minut na zegarek. Pojawiam się zwykle 30 minut wcześniej, już w stroju startowym rozgrzewam się, a ciepłą bluzę tuż przed biegiem oddaję rodzicom.

Tym razem było identycznie. Przetruchtałam sobie spokojnie 2 kilometry po trasie, zrobiłam rozgrzewkę, kilka przebieżek, zawołałam rodziców i poszliśmy na start.

Według założeń pierwsze 3 kilometry miałam pobiec po 4:40, a gdy będzie okej przyśpieszyć do 4:30. Nie miałam pojęcia na ile mnie stać. Dawno nie biegałam szybko po asfalcie, ale czułam, że to dobry dzień.


Start był punktualnie o 21.00. Ruszyłam spokojnie, tłum pognał do przodu, a ja starałam się trzymać tempo i nie dać się ponieść.

Pierwszy kilometr w 4:36. Trochę za szybko, ale początki zwykle takie są. Drugi z górki i delikatnie pod wiatr - 4:32. Powtarzałam sobie w myślach, że muszę zwolnić, bo jeszcze sporo przede mną. Trzeci kilometr znów delikatnie pod górkę i 4:37 - idealnie.

Czułam się bardzo dobrze. Przede mną był zbieg, ujrzałam dziewczynę i przyśpieszyłam. Zaczęłam ją gonić, minęłam, a gdy kończyłam drugie okrążenie zegarek pokazał mi 4:21! Bałam się, że to błąd, dlatego delikatnie zwolniłam. Zostały mi 2 kilometry do mety.

Biegło się świetnie. Nogi lekkie, oddech znośny, więc gdy minęłam 5 kilometr nie kontrolowałam już tempa, biegłam przed siebie i... okazało się, że przekroczyłam metę jako 6 - ta kobieta!

6 kobieta - Bełchatów bieg nocny

Szybko złapałam oddech, odebrałam medal, wzięłam kubeczek wody, patrzyłam jak wbiegają inne osoby i żałowałam, że to już koniec - naprawdę! Nogi same niosły od startu do mety, a z każdym okrążeniem tylko się rozpędzałam. Rodzice na trasie, znajomi, kibice... Było pięknie!

podium kobiety -bieg nocny bełchatów

Kocham bełchatowskie biegi. Kocham moje trasy, moje lasy, moje pola, ulice i ścieżki. W domu jest zawsze najlepiej i co do tego nie mam najmniejszych wątpliwości.

Bełchatowski Bieg Nocny

fot. MCK Bełchatów

Czytaj dalej