Marszobieg blokadą biegowych postępów

Ostatnio myślałam trochę w swoich początkach, o tym ile już osiągnęłam i jak dużo jeszcze mogę. Jednym z moich większych sukcesów biegowych, było pozbycie się nawyku przechodzenia do marszu w trakcie biegu. Wydaje się banalne, ale przebyłam dosyć długą i krętą drogę zanim z tego zrezygnowałam.



Z początku, gdy jakoś szczególnie nie zależało mi na osiągnięciu danego wyniku, tylko pokonaniu określonego dystansu i czerpaniu z tego wyłącznie przyjemności, było okej. Przerywałam każdy bieg marszem i wracałam zadowolona do domu. Nie istotne było czy tempo wynosiło 6:30, 6:00 czy 5:30/km. Po kilometrze, maksymalnie dwóch musiałam się zatrzymać i przejść do marszu. Przerwa następowała nie ze zmęczenia, nie z bólu, tylko tak o, po prostu. Po jakimś czasie jednak, gdy taka aktywność nie dostarczała mi już satysfakcji, a na pierwszy plan często wysuwał się wynik, miałam problem.

Większość planów treningowych dla początkujących biegaczy zawiera marszobiegi. Minuta biegu, minuta marszu i tak w kółko razy X. Sama z nich korzystałam i uważałam za najlepsze rozwiązanie, jednak z perspektywy czasu myślę, że to duży błąd. Schemat marszobiegów utkwił mi w głowie do tego stopnia, że nie potrafiłam się ich pozbyć. Ich zadaniem było przygotowanie organizmu do wysiłku jakim jest bieg ciągły, a u mnie skutek był taki, że może i wysiłek trwał dłużej to z przerw zrezygnować nie potrafiłam.

Tyle się mówi o psychice podczas biegu. Tylko dlaczego nie uwzględniają tego plany treningowe dla początkujących? Zaczynając od marszobiegów zaprogramowałam swój mózg na to, że potrzebuję przerwy w biegu, bo inaczej nie ruszę dalej. Mój plan treningowy do pierwszych 10 km był na tyle długi, że weszło mi to w nawyk, a jak wiadomo nawyków bardzo ciężko się pozbyć.

Z pomocą przyszła mi kontuzja. Brzmi absurdalnie? Nie do końca. Przerwa pozwoliła mi przemyśleć wiele spraw, wyciągnąć wnioski i zacząć od nowa. Każdy kolejny trening po powrocie był biegiem ciągłym. Dałam sobie szansę, a za punkt honoru postawiłam przebiegnięcie całego PółmaratonuMarzanny. Zrobiłam to i uwierzyłam, że mogę. Ten bieg bardzo pozytywnie wpłynął na moją psychikę. Przezwyciężyłam wciąż powracające myśli o przechodzeniu do marszu i ostatecznie się ich pozbyłam.


Od tamtego czasu, moje wyniki się poprawiają. Podczas biegu nie myślę o już przerwach, o tym, że może chwilkę odpocznę, odzyskam siły i ruszę dalej. Dzięki temu nie tracę cennych sekund, a radość czerpię jeszcze większą. Ciężko mi opisać jak się czułam, gdy po raz pierwszy przebiegłam cały parkrun, 10 km, czy półmaraton. To było coś więcej niż szczęście i satysfakcja. To była wygrana z własnymi słabościami.  

Po ponad dwóch latach biegania, mogę stwierdzić, że biegać zaczęłabym trochę inaczej. W swoje treningi nie wplatałabym już marszu, nie przyzwyczajałabym organizmu do odpoczynku po minucie czy dwóch, tylko cały czas dążyłabym do wydłużenia samego biegu. Mam wrażenie, że moje prawdziwe, właściwe bieganie dopiero się zaczęło - w momencie, gdy każdy bieg, stał się biegiem.

Udostępnij ten post

26 komentarzy :

  1. a moim zdaniem marszobiegi są najlepszą i najskuteczniejszą metodą dla początkujących. jasne, później trzeba się przestawić. zawsze trzeba się przestawić. np. na szybsze tempo. cały czas się trzeba przestawiać i coś zmieniać, żeby było coraz lepiej, a nie tak samo. uważam, że lepiej jest zrobić 30 minut treningu czego połowa to chodzenie, a połowa bieganie niż 15 samego biegania. przynajmniej na początku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na każdego co innego działa, każdy inaczej reaguje. Fakt, ciężko zacząć od razu biec nie wiadomo ile, ale organizm też się przystosowuje, zapamiętuje wcześniejszy wysiłek, przyzwyczaja się i.. gdy sobie pomyślę ile musiałam walczyć z psychiką by się pozbyć marszu, to jestem zdania, że lepiej biec 15 minut, a z czasem ten czas wydłużyć :)

      Usuń
  2. "Większość planów treningowych dla początkujących biegaczy zawiera marszobiegi. Minuta biegu, minuta marszu i tak w kółko razy X. Sama z nich korzystałam i uważałam za najlepsze rozwiązanie, jednak z perspektywy czasu myślę, że to duży błąd." - o ile problem z przyzwyczajeniem głowy do takiego schematu treningu potrafię zrozumieć i nie zazdroszczę późniejszych walk z własną psychiką, tak apeluję o chwilę analizy zamierzeń autorów tego typu planów treningowych. Początkujący biegacz to nie zawsze aktywny człowiek, który tylko zmienia dyscyplinę lub zabiera się na poważnie za coś, co dotychczas robił chaotycznie. Początkujący biegacz oprócz przekonania samego siebie, by ruszyć tyłek z kanapy ma także do "rozruszania" (wytrenowania) cały swój organizm - serce, płuca, mięśnie, stawy. O ile układ krążeniowo-oddechowy jest w stanie znieść i szybko reagować na duże naciski z naszej strony, tak przekonanie kości, stawów i więzadeł, że ciągły bieg, nawet tylko 15 min na początek, to wspaniały pomysł, rzadko spotyka się z aprobatą z ich strony. Być może w Twoim przypadku obyłoby się bez kontuzji, być może jakaś część początkujących też rzuciła się od razu na głęboką wodę i nic im nie było. Jednak będąc na miejscu osób układających plany dla początkujących zajmowałabym równie zachowawcze stanowisko i wrzucała marszobiegi przez kilka pierwszych tygodni, ot, dla ich bezpieczeństwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście rozumiem, że nie każdy jest w stanie wstać i biec 15 minut, ale wydaje mi się, że można truchtać tak wolno, by nie było potrzeby zatrzymania się. Tak głośno niedawno było o slow joggingu, czy jest tam wspomniane coś o marszu? Nie, bo to jest trucht wolniejszy od marszu i według mniej lepiej oddziaływałby na psychikę.

      Usuń
    2. W kwestii slow joggingu się nie wypowiem, bo moja wiedza na ten temat zamyka się na informacji, że należy lądować na śródstopiu :) Zakładając, że nasz początkujący ogarnie slow jogging, wydłuży czas treningu/przebiegnięte kilometry itd., jeśli ma to być trucht wolniejszy od marszu, to nie obawiasz się blokady ze zwiększaniem szybkości?

      Usuń
    3. Ciężko mi powiedzieć. Może byłby z tym problem, a może nie. Tego już raczej nie sprawdzę, choć wydaje mi się, że organizm byłby przygotowany do joggingu, a przyzwyczajanie organizmu do prędkości odbywałoby się na zasadzie interwałów (tak jak robię to teraz) :)

      Usuń
  3. Marszobiegi jak najbardziej mają na względzie psychikę początkującego biegacza. Często są to osoby dla których 100 metrowa pogoń za autobusem kończy się prawie zawałem, osoby które nie są wstanie sobie nawet wyobrazić, że wykonują jakąś aktywność fizyczną np przez 30 minut czy dłużej. Marszobieg pozwala im pokonywać kolejne bariery, uwierzyć w samych siebie, a przede wszystkim nie zraża ich do biegania, a nawet pozwala czerpać z niego przyjemność. Ilu jest takich co nienawidzi biegać, bo trafili na kogoś, kto ich na starcie dojechał.
    Bieg ciągły jest potrzebny, przynosi określone korzyści w treningu, ale jest tylko jedną z wielu metod.
    Czasem trzeba popracować na określonych prędkościach i wtedy przychodzi czas na trening tempowy czy interwałowy. A to oznacza znowu przerwy, w truchcie, w marszu, czy do pełnego wypoczynku. Więc powrót do początku, znowu możemy mówić o marszobiegu, choć na innym poziomie i stosowanym w innym celu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że marszobiegi bardziej przygotowują człowieka do dłuższego wysiłku w trakcie którego w każdej chwili może odpocząć. U mnie ten sposób przygotowań zbudował barierę w psychice, której przez długi okres nie potrafiłam przeskoczyć.
      Wiem, że są różne metody treningów zawierające marszobiegi, ale miałam na myśli głównie biegi/starty, gdy bieg ciągły ma znaczenie, a w moim przypadku był niewykonalny.

      Usuń
  4. hmm.. co w takim razie proponujesz dla osób początkujących? Niedawno rzuciłem palenie, teraz już tylko e-papierosy no i postanowiłem zrobić coś dla siebie - wybrałem bieganie. Problem w tym, że tak jak piszesz na początku jestem w stanie przebiec max 1km później muszę przejść w marsz bo po prostu nie mam sił.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można biec wolniej, tak aby czas biegu był dłuższy, a zmęczenie mniejsze :)

      Usuń
  5. Mogę się zgodzić tylko w kwestii, że to ty miałaś problem nie zaś w kwestii tego, że marszobiegi nie są dobre. Ja mogę powiedzieć, że zaczynałem biegać trzy razy. Pierwszy raz kiedy byłem dzieckiem i jak każdy dzieciak nieświadomie robiłem marszobiegi chociażby grając w piłkę. Drugi raz, jesienią, kiedy miałem 33 lata i około 7 lat przerwy w regularnej aktywności fizycznej. Drugi raz był nieudany bo nie stosowałem marszobiegów (nie, nie zrezygnowałem tylko dopadła mnie kontuzja). I trzeci raz - na wiosnę - po wyleczeniu kontuzji. Trzeci raz zgodnie z planem to były marszobiegi. Oczywiście nie wiem jak wyglądał twój plan, ale to co ja robiłem prowadziło do wydłużenia biegu i stopniowo zmniejszany był marsz. Nawet przez myśl mi nie przeszło po takim wprowadzeniu, że miałbym maszerować! Po prostu nie musiałem, wręcz przeciwnie mogłem więcej. I to nie jest prawda, że jak biegniesz wolniej to możesz dłużej biec - przynajmniej nie u tych co zaczynają po raz trzeci ;) Moje tempo truchtu to było średnio 7:30min/km. Kiedy miałem tak "biec" minutę to po 40 sekundach patrzyłem na zegarek kiedy się to skończy. Serio i powiem ci, że byłem lepiej "wysportowany" niż przeciętny 33-latek. Także dla początkującego, nawet takiego co trochę biega lepsze są marszobiegi. A jak głowa nie może to jest jeszcze silna wola i wszystko można :) tylko radzę z umiarem (czyt. marszobiegiem). Szczególnie dla początkujących!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Korzystałam z planów ułożonych przez Gallowaya. Jeden z nich miał mnie przygotować do biegu na 10 km. Nie przeczę, że nie przygotował, bo przygotował, ale marszów się nie pozbyłam. Później korzystałam już z innych planów, ale one nie uwzględniały marszu. Z realizacją było bardzo różnie, bo właściwie biegałam dla przyjemności, ale biegu ciągłego było niewiele.
      Możliwe, że głównym problemem u mnie było właśnie to, że nie znałam umiaru w marszo-bieganiu, dlatego głowa się przyzwyczaiła. W chwili, gdy robiło się trudniej, a zmęczenie większe... przechodziłam do marszu i już tak zostało.
      Od stycznia tego roku jest inaczej. Nie narzekam na kontuzje, trenuję i jest dobrze, dlatego myślę, że to właśnie m.in. marszobiegi były moją przeszkodą w uzyskaniu lepszych wyników :)

      Usuń
    2. Ale dobrze, że zwróciłaś na to uwagę. Przecież każdy jest inny i to co może mnie wydaje się nieprawdopodobne, dla ciebie i innych jest codziennością. Ważne, żeby dzielić się doświadczeniem i pomagać sobie nawzajem. Pozdrawiam i do zobaczenia na trasie!

      Usuń
    3. Taki właśnie miałam zamiar :)

      Usuń
  6. Ja bez marszobiegu nie byłabym w stanie biegać w ogóle... po prostu mój organizm nie pozwala mi na ciągły bieg, bo bardzo szybko się męczę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może masz taką samą blokadę jaką miałam ja? :)

      Usuń
  7. Świetnie umiesz ubierać słowa w zdania. Powinnaś zostać dziennikarką. Lubię czytać Twoje posty.

    OdpowiedzUsuń
  8. Zaczęłam od marszobiegu i było całkiem fajnie. Później już chciałam tylko więcej i nie było mowy o marszobiegach. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. prawdopodobnie to kwestia bardzo indywidualna :)

      Usuń
  9. Marsz niekiedy jest na początku niezbędny. Ważne, żeby nie korzystać z niego zbyt dużo.

    OdpowiedzUsuń
  10. Piszesz, że schemat marszobiegu stanowił blokadę. A co mają zrobić osoby, które przechodzą do marszu, ponieważ ich kondycja nie pozwala im biec dalej? Czy treningi biegowe powinny ograniczyć do biegu tak długiego, na ile pozwoli im kondycja, a gdy poczują, że potrzebują odpoczynku, to powinny zakończyć trening?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby miała okazję zaczynać od nowa to tak właśnie bym zrobiła :)

      Usuń
  11. Ja sama przeważnie jak biegnę i nie mam już sił to przechodzę do marszu, ale przeważnie dążę do ciągłego biegu :).

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz! To dla mnie dodatkowa motywacja ;)