PZU Cracovia Maraton 2017

Cracovia Maraton, czyli 42 kilometry i 195 metrów. Tamtego dnia właściwie wszystko szło po mojej myśli. Nawet nie odliczałam kilometrów do mety, po prostu biegłam i coraz bardziej nie mogłam uwierzyć w to co się dzieje.


running girl

Dzień wcześniej, kładąc się spać wiedziałam, że zrobiłam już wszystko co mogłam zrobić i że teraz pozostało mi "tylko" pobiec. Nie czułam stresu (nawet, gdy dostałam informację od trenera odnośnie maratonu) wiedziałam co robić i jeszcze nigdy nie czułam się tak przygotowana. Miałam przeczucie, że niedziela to będzie właśnie TEN dzień. 

W dniu maratonu pogoda postanowiła spłatać figla. O ile gdy wychodziłam z domu delikatnie kropiło, to po dotarciu na Rynek właściwie już lało. Na szczęście to tylko deszcz, a czasem biegałam przecież w gorszych warunkach.

Celowałam w wynik poniżej 3:50, ale to nie była ta sama presja co na wiosnę, czy jesień rok temu, gdy największym priorytetem było ukończenie maratonu poniżej 4 godzin. Strategia samego biegu też była przystępna, wiec nie pozostało mi właściwie nic innego jak działać.

Bulwary Kraków Maraton

Pierwsze 10 kilometrów biegłam ze sporą rezerwą starając się trzymać tempo w okolicach 5:30 min/km. Zdarzało się, że nawet w ostatnich tygodniach przygotowań takie tempo wymagało ode mnie trochę wysiłku, to tamtego dnia nie zrobiło na mnie najmniejszego wrażenia. Przyznam się nawet, że czekałam na kolejną dziesiątkę, by móc choć troszkę przyśpieszyć.

Kolejna dyszka minęła podobnie jak poprzednia. Biegłam już nieco szybciej, a dodatkowo w drodze do Tauron Areny i z powrotem mijałam po swojej prawej stronie biegaczy, co bardzo umilało czas. Lubię agrafki, bo skutecznie zajmują myśli. Co jakiś czas ktoś coś do mnie krzyknął, czasem ja pomachałam, rozglądałam się za znajomymi twarzami i tak nawet nie wiem kiedy dotarłam pod Wawel, a zaraz później połowę maratonu miałam za sobą.

25 km maraton błonia

Czułam się świetnie. Biegłam cały czas podobnym tempem, starając się nie przekraczać 5:20 min/km. Wybiegając z Błoń czułam już lekkie zmęczenie, ale wciąż nogi mnie niosły i nie mogłam się doczekać 30 kilometra. Nie ze względu na słynną maratońską ścianę, ale dlatego, że znów mogłam przyśpieszyć i już tak ciągnąć do samej mety.

Ponownie przemierzałam mój ulubiony odcinek trasy do Tauron Areny i z powrotem, który minął nawet nie wiem kiedy. Znajomi się trochę przetasowali, więc nie wszystkich udało mi się dostrzec w tłumie. Na 36 kilometrze spotkałam chłopaka, który prowadził relację na żywo i mówił do swoich widzów, że dopadła go ściana. Przypomniało mi się o niej, ale zaśmiałam się w duchu i nie dopuściłam nawet takiej myśli do swojej głowy. Co prawda poczułam się troszkę gorzej, ale to pewnie ze względu na podbieg, który bardzo chciał pokrzyżować moje plany. Na szczęście nie dałam się.

maraton wawel

Wszystko szło zgodnie z planem do 40 kilometra. Później zaczynało mi już trochę brakować sił. Organizm był zmęczony wysiłkiem, a ja miałam coraz większy problem z utrzymaniem odpowiedniego tempa. Nie chciałam się poddać i nawet o tym nie pomyślałam. Mimo, że kilometry ciągnęły się w nieskończoność, biegłam przed siebie. Wiedziałam, że zostało już niewiele, a wynik jaki otrzymam na mecie będzie spełnieniem marzeń. Kibice niesamowicie dodawali sił i meta z każdym krokiem była coraz bliżej, aż wreszcie ją przekroczyłam nie mogąc uwierzyć w to co zrobiłam!

Jeszcze na jesień marzyłam o maratonie poniżej 4 godzin, a tym razem znów się udało i to prawie 12 minut szybciej! Zegar zatrzymał się na pięknym wyniku 3:48:31!

międzyczasy maraton

To były długie miesiące przygotowań, niezliczone ilości wybieganych kilometrów i mnóstwo czasu poświęconego na treningi. Cracovia Maraton był dla mnie wyjątkowym biegiem. Jeszcze nigdy nie przebiegłam maratonu na takim luzie, z taką radością i wiarą w swoje możliwości. Ogromna w tym zasługa mojego trenera Radka i wszystkich znajomych, którzy wierzyli, że to zrobię. Dziękuję Wam pięknie raz jeszcze! Ten dzień zapamiętam na długo! 

medal maraton

A tak właściwie... to przebiegłabym ten maraton jeszcze raz :)


Czytaj dalej

Najlepsza dycha w życiu - Bieg Oshee 10km

Od samego początku nie wiedziałam jak mam traktować Bieg Oshee na 10 km. W głowie cały czas miałam to, że najważniejszy start wiosenny jest tydzień później. Jednak szybka trasa i dobra dyspozycja była bardzo kusząca. Dzień przed, po konsultacjach z trenerem dostałam zielone światełko na szybkie bieganie, więc mogłam trochę powalczyć.


Medal Orlen Warsaw Marathon


Do wszystkiego podeszłam na wielkim luzie. Nie odczuwałam najmniejszego stresu. Nie miałam też szczególnego parcia na wynik, ale że dostałam pozwolenie na szybszy bieg to chciałam to wykorzystać jeśli tylko nogi poniosą i samopoczucie dopisze.

Naładowana pozytywną energia po całym weekendzie spędzonym z moja wspaniałą drużyną ASICS FrontRunner Polska w świetnym nastroju i uśmiechem na twarzy stanęłam na starcie Biegu Oshee.

drużyna ASCIS
fot. Radosław Piasecki
Bez problemu dotarłam do swojej strefy startowej, ustawiłam się w połowie pomiędzy balonikami na 45 i 50 minut, specjalnie po to, by nie musieć nikogo wyprzedzać i skupić się jedynie na trzymaniu odpowiedniego tempa, ale po przekroczeniu linii startowej przeżyłam szok.

Średnie tempo biegu na ten wynik wynosi 4:30-5:00, ja planowałam zacząć po 4:45-4:50, a tłum biegł sobie spokojnie 5:20. Wyobraźcie sobie moje moje zdenerwowanie, krzyki innych biegaczy i ciągłe wyprzedzanie, przepychanie się i wołanie "lewa wolna" przez pierwsze co najmniej 500 m. Kompletnie nie potrafię zrozumieć czym kierują się osoby ustawiające się w nie swoich strefach startowych. Przeliczenie sił na zamiary nie kosztuje wiele, znalezienie SWOJEJ strefy również, a to zdecydowanie ułatwi życie innym biegaczom.

Na szczęście po kilometrze zrobiło się już w miarę luźno. Nie musiałam się przepychać i rwać tempa, tylko realizować swoje założenia, które były bardzo proste: w miarę spokojna pierwsza połowa, a druga mocniejsza.


bieg oshee 5km

Gdy połowę biegu miałam za sobą, z każdym kilometrem starałam się urywać parę sekund. Cały czas czułam spory luz. Rozpędzałam się, mijałam biegaczy i ciężko mi było uwierzyć w to co się dzieje. 

Miałam dużo siły, nie bolały mnie nogi, a oddech był naprawdę znośny. Po prostu leciałam, zwiększając tempo, aż do samej mety. Czułam się świetnie i gdyby nie odcisk na podeszwie dający mocno o sobie znać od 8 kilometra nie odczułabym najmniejszego dyskomfortu. 

Oshee 10km
Na ostatnim kilometrze mocno przyspieszyłam. Zegarek pokazał 4:11, a ja się uśmiechnęłam. To było niesamowite. Metę przekroczyłam z czasem 45:44 poprawiając zeszłoroczny wynik z Biegu w Zelowie o blisko 40 sekund na TAKIM luzie!

Meta 10km Orlen Warsaw Maraton

To był mój zdecydowanie najlepiej rozegrany bieg na 10 km w życiu. Nie było zwątpień, kryzysów, tylko moc, aż do samego końca. Co prawda mimo nowego rekordu życiowego czuję, że to nie był bieg na 100%, ale przyjdzie na to jeszcze pora przecież mój najważniejszy wiosenny start już w tę niedziele!

10km Bieg Oshee

Czytaj dalej

I Bełchatowski Bieg Nocny - kolejny krok do przodu

Biegi organizowane w Bełchatowie zawsze biorę pod uwagę i gdy tylko jest możliwość to biegnę. Podobnie było z I Bełchatowskim Biegiem Nocnym. W chwili, gdy zobaczyłam informację o biegu już wiedziałam, że tam będę.


running trophy Bełchatów

Bieg w Bełchatowie miał nietypowy, bo 6 km dystans. Trzy okrążenia po asfalcie i fragment po chodniku. Trasa była szybka, z delikatnym podbiegiem i zbiegiem na każdym kółku.

Bardzo lubię biegać w Bełchatowie między innymi za to, że nie muszę czekać w biurze zawodów godzinę czy dwie przed startem (choć wiem, że niektórzy to lubią), stresować się i zerkać co 5 minut na zegarek. Pojawiam się zwykle 30 minut wcześniej, już w stroju startowym rozgrzewam się, a ciepłą bluzę tuż przed biegiem oddaję rodzicom.

Tym razem było identycznie. Przetruchtałam sobie spokojnie 2 kilometry po trasie, zrobiłam rozgrzewkę, kilka przebieżek, zawołałam rodziców i poszliśmy na start.

Według założeń pierwsze 3 kilometry miałam pobiec po 4:40, a gdy będzie okej przyśpieszyć do 4:30. Nie miałam pojęcia na ile mnie stać. Dawno nie biegałam szybko po asfalcie, ale czułam, że to dobry dzień.


Start był punktualnie o 21.00. Ruszyłam spokojnie, tłum pognał do przodu, a ja starałam się trzymać tempo i nie dać się ponieść.

Pierwszy kilometr w 4:36. Trochę za szybko, ale początki zwykle takie są. Drugi z górki i delikatnie pod wiatr - 4:32. Powtarzałam sobie w myślach, że muszę zwolnić, bo jeszcze sporo przede mną. Trzeci kilometr znów delikatnie pod górkę i 4:37 - idealnie.

Czułam się bardzo dobrze. Przede mną był zbieg, ujrzałam dziewczynę i przyśpieszyłam. Zaczęłam ją gonić, minęłam, a gdy kończyłam drugie okrążenie zegarek pokazał mi 4:21! Bałam się, że to błąd, dlatego delikatnie zwolniłam. Zostały mi 2 kilometry do mety.

Biegło się świetnie. Nogi lekkie, oddech znośny, więc gdy minęłam 5 kilometr nie kontrolowałam już tempa, biegłam przed siebie i... okazało się, że przekroczyłam metę jako 6 - ta kobieta!

6 kobieta - Bełchatów bieg nocny

Szybko złapałam oddech, odebrałam medal, wzięłam kubeczek wody, patrzyłam jak wbiegają inne osoby i żałowałam, że to już koniec - naprawdę! Nogi same niosły od startu do mety, a z każdym okrążeniem tylko się rozpędzałam. Rodzice na trasie, znajomi, kibice... Było pięknie!

podium kobiety -bieg nocny bełchatów

Kocham bełchatowskie biegi. Kocham moje trasy, moje lasy, moje pola, ulice i ścieżki. W domu jest zawsze najlepiej i co do tego nie mam najmniejszych wątpliwości.

Bełchatowski Bieg Nocny

fot. MCK Bełchatów

Czytaj dalej

Tropem Wilczym w Kamieńsku

Ogólnopolskie wydarzenie, bieg na 5 km w 80% po lasach i polnych ścieżkach. Bieg Tropem Wilczym to był mój pierwszy start w tym roku, a do tego zakończony bardzo fajnym akcentem.


running girl meta with medal
Minęły już prawie 2 miesiące od mojego ostatniego startu. Obecnie skupiłam się w 100% na treningach i dopiero teraz powoli planuję jakieś pojedyncze starty przed Cracovia Maraton. Z tygodnia na tydzień biega mi się coraz lepiej, więc jestem dobrej  myśli.

W Biegu Tropem Wilczym biegłam w 2015 roku w Piotrkowie Trybunalskim na symbolicznym dystansie 1963 m upamiętniającym rok śmierci ostatniego żołnierza wyklętego. Tym razem zdecydowałam się na dłuższy, 5-cio kilometrowy crossowy bieg w Kamieńsku, niewielkiej miejscowości, gdzie często bywałam w dzieciństwie.  W związku z niewielką odległością, bieg ten połączyliśmy z odwiedzinami babci, której nie widziałam już parę miesięcy. Zebraliśmy się całą rodziną, bo to już rzut beretem od miejsca startu, a taka wizyta na pewno wszystkich ucieszy.

Bieg Żołnierzy Wyklętych 2017

Stojąc na starcie nie wiedziałam czego się spodziewać. Trasę mniej więcej znałam, ale nie miałam pojęcia jakie warunki będą w lesie i na ścieżkach polnych. Nie miałam konkretnych założeń, po prostu biegłam swoje. Ustawiłam się na początku, tym bardziej, że nie było pomiaru czasu i chciałam spróbować znaleźć się w pierwszej trójce kobiet.

Bieg Żołnierzy wyklętych start

Po wystrzale standardowo tłum ruszył do przodu, a ja się hamowałam, by za nimi nie pognać. Obserwowałam dziewczyny przed sobą i liczyłam po cichu, że je z czasem dogonię.

bieg pamięci żołnierzy wyklętych

Pierwsze 2 kilometry minęły mi bardzo szybko. Trochę asfaltu, ścieżki suche i udeptane, więc mogłam biec. Później było już trochę nierówno, gdzieniegdzie błoto, a wokół lasy i pola. W międzyczasie przestałam ufać zegarkowi, bo pokazywał mi momentami bardzo dziwne wartości. Nie jestem przyzwyczajona do crossowych biegów, dlatego było to dla mnie coś nowego.

Bieg 5 km Tropem Wilczym

Czasem ktoś mnie mijał, czasem ja kogoś. Raz się potknęłam, raz źle postawiłam nogę, a innym razem zaczepiłam włosami o gałęzie. Trasa była bardzo dobrze oznaczona i nawet jak nikogo nie widziałam przed sobą to wiedziałam gdzie biec.

W okolicach 3-4 kilometra czekał na mnie podbieg, więc wtedy nieco zwolniłam. Przede mną była już tylko jedna dziewczyna, której niestety nie zdołałam dogonić, dlatego tylko co jakiś czas oglądałam się za siebie i czekałam na koniec podbiegu, bo później... było już tylko z górki.

running race girl

Ostatnie pół kilometra było bajką. W dół do mety i to po asfalcie. Przyśpieszyłam automatycznie. Nogi już właściwie same biegły, a ja z uśmiechem na twarzy wpadłam na metę.

Kocham biegać po asfalcie, kocham biegi uliczne, ale lubię też próbować nowych rzeczy, a ten bieg zdecydowanie czymś takim był. Byłam drugą kobietą, a to było bardzo miłe uczucie. Wysiłek był spory i cieszę się, że ostatecznie został nagrodzony. Może właśnie dzięki temu wyróżnieniu jeszcze kiedyś spróbuję swoich sił w biegach crossowych, mimo tego, że jak na razie pod uwagę biorę tylko te uliczne.

podium running race
fot. mba-studio Stalka
Bieg Żołnierzy Wyklętych w Kamieńsku to był darmowy, mały kameralny bieg na 150 osób. Organizatorzy zapewniali koszulki, medale na mecie, posiłek, statuetki dla pierwszych trójek i losowanie upominków wśród wszystkich uczestników. Mimo, że bieg nie miał pomiaru czasu to pakiety startowe szybko się rozeszły i właściwie każdy nie mógł się doczekać tej niedzieli.

Byłam bardzo pozytywnie zaskoczona organizacja całego biegu. Nie spodziewałam się nawet, że przy darmowym pakiecie startowym biegacz tak dużo może otrzymać. Grupa biegowa Aktywni Kamieńsk włożyła w to przedsięwzięcie naprawdę dużo pracy i serca - aż chce się tam wracać i biegać!

running trophy


Czytaj dalej

Liga Biegowa i nagroda za systematyczność

Wirtualna rywalizacja, punkty, klasyfikacje, nagrody i dodatkowa motywacja. Każdy biegacz może wziąć w tym udział, jeśli tylko startuje w zawodach. Liga Biegowa, bo to o niej mowa, nagrodziła moją biegową systematyczność w 2016 roku właściwie za darmo!


ranking srebrny medal

O co chodzi?

Liga Biegowa to projekt dla biegaczy, który powstał w 2015 roku. Po zarejestrowaniu się na portalu LigaBiegowa.pl zbieramy punkty za starty w biegach na dystansach 5 km, 10 km, półmaraton i maraton. Każdy osiągnięty wynik jest przeliczany na punkty według określonych przeliczników, a te są sumowane i decydują o naszej pozycji w trzech rankingach: złotym, srebrnym i brązowym. 

Klasyfikacja jest roczna i na początku kolejnego roku zostają przyznawane za nią cenne nagrody. Zabawa jest zupełnie darmowa, a dzięki niej możemy porównywać się z biegaczami z całej Polski. Szanse na wygraną są spore, a najważniejsza w tym wszystkim jest systematyczność.

Podsumowanie w liczbach sezonu 2016

O Lidze dowiedziałam się od znajomych, którzy bawili się w to już w 2015 roku. Długo się przed nią broniłam, bo wydawało mi się, że rejestracja jest bardzo skomplikowana, a okazało się, że wystarczy założyć konto, podać dane, startować i reszta dzieje się właściwie automatycznie.

Po zaakceptowaniu wszystkich swoich dotychczasowych biegów okazało się, że jestem bardzo wysoko. Biegałam właściwie co tydzień w biegach Parkrun Kraków i co jakiś czas przychodziłam na cotygodniowe biegi ITMBWieczorem organizowane przez mój klub. Do tego zaplanowane starty i wystarczyło, by zająć wysokie miejsca w rankingach:

  • 7 miejsce w Rankingu OPEN kobiet

Rezultaty Liga Biegowa

  • 6 miejsce w rankingu OPEN kobiet na 5km

Liga Biegowa rezultaty

  • 15 miejsce w rankingu OPEN kobiet na 10km

Liga Biegowa rezultaty

  • 2 miejsce w rankingu K20 za które zostałam ostatecznie nagrodzona (bo tutaj zajęłam najwyższe miejsce)

Rezultaty Liga Biegowa

W Lidze Biegowej jest oczywiście dużo więcej rankingów, ale wymieniłam tylko te, w których byłam dosyć wysoko. Wszystko traktuję jako dobrą zabawę, rodzaj darmowej wirtualnej gry w którą nie muszę się, aż tak bardzo angażować, a ostatecznie i tak daje to sporą satysfakcję, tworzy archiwum startów, a także najlepszych wyników osiągniętych w całym sezonie.

Dodam, że nie robiłam nic na siłę, nie jeździłam specjalnie na biegi, by nabijać punkty do Ligi. Regularnie trenowałam i gdy mi pasowało to startowałam. Czasem dawałam z siebie 100%, a czasem po prostu realizowałam trening w ramach biegu. Koniec końców jak się okazało - moja systematyczność została bardzo fajnie nagrodzona.

Okulary Oakley


Czytaj dalej

Podsumowanie miesiąca. Styczeń 2017

Tak się cieszę, że już luty, bo początek stycznia był dla mnie jakimś kompletnym nieporozumieniem. Mnóstwo pracy, brak chęci do czegokolwiek, fatalna pogoda, a przez to coraz większa liczba odpuszczanych treningów. Czułam się z tym źle, dlatego pod koniec miesiąca postanowiłam to zmienić i wreszcie zaczęło się coś dziać!


imbw kraków

Styczeń był ubogi w treningi. Zwłaszcza początek. Nie bardzo wiedziałam co mam biegać, co chcę biegać i czy faktycznie tego potrzebuję. Skupiłam się na innych rzeczach, zajęłam prywatnymi sprawami, a bieganie zostawiłam "na potem" i "gdy będą chęci". Tym sposobem wybiegałam w tym miesiącu tylko 179 kilometrów, z czego ponad 100 w ciągu ostatnich 10 dni.

running girl

Tak jak już wspomniałam, pod koniec miesiąca zaczęło się coś dziać. Poza tym, że zaczął mi ciążyć temat zbliżającego się wiosennego maratonu, to czułam się naprawdę źle odpuszczając kolejny tydzień typowe treningi. Większość z Was wie, że lubię mieć wszystko poukładane, obrany cel i znać sposób na poprawę wyników. Miałam też wrażenie, że od jakiegoś czasu stoję już w miejscu, a tego uczucia bardzo nie lubię. Postanowiłam coś zmienić i swoje treningi powierzyłam innej osobie. Od teraz mam trenera i myślę, że to była jedna z najlepszych decyzji w ostatnim czasie.


Jako, że zima trwa w najlepsze, to w styczniu nie mogło zabraknąć wyjazdów na snowboard. W ostatnim czasie miałam sporo okazji, dlatego gdy tylko mogłam to z nich korzystałam. Poza fantastyczną zabawą, jest to świetny pretekst, by wyjechać w góry i spędzić czas na świeżym powietrzu odrywając się od codzienności.

deska snowboardowa Burton

Co w lutym?
Obecnie czekam na każdy trening z niecierpliwością i zwyczajnie nie mogę się go doczekać. Chciałabym, aby cały miesiąc właśnie taki był, a ja z ogromem motywacji odkreślała dzień za dniem w swoim kalendarzu.

Asics Frontrunner


Czytaj dalej