Kielecki Bieg Niepodległości - szczęśliwa dyszka na jesień

Odkąd na treningach zaczęłam biegać szybciej niż wynosi moja aktualna życiówka na dyszkę zaczęłam się zastanawiać jaka właściwie byłaby teraz. Wiedziałam, że nie dowiem się tego dopóki nie pobiegnę w jakimś biegu, więc zaczęłam szukać czegoś z atestem w okolicach (albo i nie) na 10 km. Udało się. Chciałam to zrobić na początku listopada, by nie mieszać za bardzo w swoich planach i tak też, zapisując się w dodatkowej turze na 8.Kielecki Bieg Niepodległości zaczęłam wprowadzać swój plan w życie.


fot. Run4fun

To był mój pierwszy bieg na który, aby dotrzeć musiałam najpierw przejechać ponad 100 km. Na szczęście trasa Kraków-Kielce jest dobrze skomunikowana, więc z dotarciem na miejsce nie było najmniejszego problemu. W Kielcach spędziłam 3 lata i perspektywa biegania po uliczkach, po których kilka lat temu codziennie spacerowałam wywoływała u mnie ekscytację. Nie skłamię, gdy powiem, że biegu nie mogłam się zwyczajnie doczekać.

Już od samego startu się uśmiechałam. Z każdym kolejnym kilometrem odkrywałam Kielce na nowo. Mimo, że okolice mniej więcej znałam, to tego dnia wszystko wydawało mi się takie wyjątkowe. Pogoda była wspaniała. Ciepło, może trochę zbyt wietrznie, ale myślę, że do biegania w sam raz.

Mój plan minimum to były 53 minuty, czyli średnie tempo 5:18 min/km. Biegło mi się tak lekko i dobrze, że już po pierwszym kilometrze zweryfikowałam swoje plany i zaufałam samopoczuciu. Było wspaniale. Kilometry mijały, a ja leciałam do przodu. W okolicach 4-5 kilometra trochę zwolniłam. Myślałam, że brakuje mi sił, albo, że zegarek się gubi, bo wbiegam do lasu, ale dopiero po czasie zdałam sobie sprawę, że to jest ten podbieg, który miał być w połowie trasy. Ucieszyłam się, bo jak jest podbieg, to będzie i zbieg, więc okazja by nieco przyśpieszyć. Siódmy, ósmy kilometr... ostatni podbieg i kilometr do mety.  

Ten znów się dłużył.  Park Staszica, gdzie zlokalizowana była meta wydawał się nagle taki ogromny. Zostało 400 metrów do mety, postanowiłam delikatnie przyśpieszyć, by mieć to szybciej za sobą. 300, 200... tuż przed zakrętem zauważyłam Mateusza, który krzyknął mi parę słów, a później już tylko 100 metrów pod górkę i jest! - 52:02


Wynik mnie nieco zaskoczył. Wszystko przez to, że nie potrafię się na tyle skupić, by w trakcie biegu przeliczyć czas jaki osiągnę na mecie, a zwykłe działania wydają się niewykonalne. Stawiałam na czas w okolicach 53 minut, a otarłam się o 51. Biegło mi się naprawdę dobrze. Powiedziałabym, że do tego stopnia, że nawet brak oznaczeń kilometrów na trasie, górki i momentami spory wiatr nie przeszkodził w niczym. Kielecki Bieg Niepodległości oceniam bardzo pozytywnie i jestem przekonana, że jeszcze tu wrócę.

Udostępnij ten post

13 komentarzy :

  1. Odpowiedzi
    1. Chciałabym, by to ta burza się nie kończyła :D

      Usuń
  2. Gorąca z Ciebie dziewczyna jeżeli patrzeć na strój :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Było koło 15 stopni, a podczas szybkiego biegu jest gooorąco :D

      Usuń
  3. To super, że tak super Ci poszło:-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Gratulację :-) Oby tak dalej:-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Strusius Pędziwiatrakus ;-) Brawo!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!1

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hihihi ostatnio jestem w formie :D Dzięki Aniu! :*

      Usuń
  6. No no.! gratulacje. :)) oby tak dalej.

    OdpowiedzUsuń
  7. Widać, że nie byłaś wcale zmęczona, gratuluję kondycji!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko kwestia treningów :) Dziękuję!

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz! To dla mnie dodatkowa motywacja ;)