Bieganie metodą Gallowaya - wspaniały początek [recenzja]


"Bieganie metodą Gallowaya" to była moja pierwsza biegowa książka. To ona zaczęła kształtować moją wiedzę i pozwoliła zaplanować pierwsze treningi. To dzięki niej bieganie stało się moją pasją.



Pamiętam ten moment, gdy zadecydowałam, że najwyższa pora zmienić coś w swoim życiu. Cały czas czułam, że potrzebuję jeszcze czegoś co nada mu większy sens, doda pewności siebie i wpłynie pozytywnie na moją sylwetkę. Któregoś dnia zupełnie przypadkiem trafiłam na ulotkę z promocyjną ceną wyżej wymienionej książki. Pomyślałam "okej, niech będzie bieganie" - impuls, ale pomyślcie jakie przyniósł konsekwencje!

W buty do biegania zaopatrzyłam się mniej więcej pół roku wcześniej i miałam je na sobie może z 3-4 razy. Zwyczajnie nie chciało mi się. Zawsze cechował mnie słomiany zapał, zwłaszcza jeśli chodziło o regularne uprawianie sportu. Tym razem postanowiłam, że będzie inaczej - podejdę profesjonalnie do tematu. 

Książkę kupiłam dokładnie na początku kwietnia 2013 roku, a niecałe 2 tygodnie później rozpoczęłam swój pierwszy plan treningowy. Od tamtego momentu bieganie cały czas napędza moje życie.



Chciałam poradnika, planu i wskazówek dla kompletnego lajka. Nie wiedziałam zupełnie nic o technice biegu, możliwych kontuzjach, butach, rozgrzewce czy rodzajach treningów. Śmiejcie się, ale jeszcze rok temu myślałam, że każdy zorganizowany bieg to maraton(!). Potrzebowałam wiedzy, a "Bieganie metodą Gallowaya" dało mi odpowiedź właściwie na wszystkie pytania.

Jeff Galloway to obecnie 70 letni amerykański biegacz długodystansowy. Mając 18 lat zwyciężył w pierwszym Atlanta Maraton, a w wieku 35 lat przebiegł maraton z czasem 2h:16m (!!!). Dokonał tego wyykonując program treningowy skupiającym się w głównej mierze na odpoczynku, zmniejszeniu tygodniowego kilometrażu i wprowadzeniu długiego biegu co drugi tydzień z przerwami na marsz.

Dlaczego przerwy na marsz?
Galloway tłumaczy, że przeplatanie biegu marszem to świetny sposób na uniknięcie zmęczenia oraz zredukowanie lub całkowite wyeliminowanie ryzyka kontuzji. Dzięki przerwom na marsz można przebiec więcej kilometrów i dłużej pozostać w ruchu. Przykładowo zamiast biec 8 km, można zrobić 13km taktyką 3min biegu/1min marszu. Odczucie zmęczenia będzie takie samo, a pokonany dystans pozwoli na spalenie większej ilości kalorii i wpłynie pozytywnie na wydolność.

Przyznam, że na początku było to dla mnie trochę głupie. Chciałam biegać, nie maszerować, jednak doskonale zdawałam sobie sprawę, że 5-8 minut ciągłego biegu to dla mnie wyczyn. Przebiegnięcie 10km? Marzenie (oj gdybyście zobaczyli mój uśmiech w momencie, gdy to napisałam).

Książka pomogła mi nie tylko przebiec swoje pierwsze 10km, ale zasiała ziarno z którego wykiełkowała prawdziwa biegowa miłość. Nauczyłam się tego jak ważny jest odpoczynek, odpowiednie planowanie tygodniowego kilometrażu i przede wszystkim czerpanie radości z treningów

Bardzo przydały mi się wskazówki dotyczące prowadzenia własnego dziennika treningowego (Jednym z powodów założenia bloga było właśnie spisywanie swoich treningów, tak bym mogła śledzić postępy, a później wyciągać wnioski. Do tej pory to robię, tylko teraz głównie na endomondo) oraz rozdział dotyczący treningu mentalnego, czyli panowania nad własną psychiką.



W książce nie brakuje gotowych planów treningowych na ukończenie 5, 10 czy 21 km z konkretnym czasem, znalazłam też wiele informacji o fizjologii, poprawnej technice biegu, zapobieganiu i radzeniu sobie z kontuzjami (tutaj wracam praktycznie za każdym razem, gdy coś mnie boli), dopasowaniu tempa, ćwiczeniach wpływających na poprawienie prędkości, przygotowaniach do zawodów, bieganiu w upale i chłodzie, a także zdrowym odżywianiu, doborze obuwia czy bieganiu w ciąży.




To prawdziwe kompendium wiedzy zwłaszcza dla początkującego biegacza, ale i zaawansowany znajdzie w niej coś dla siebie. Sama kilka dni temu posiadając już pewne informacje zdecydowałam się ponownie ją przeczytać, zwracając uwagę zupełnie na inne aspekty niż w momencie, gdy miałam ją w rękach po raz pierwszy.

Jeżeli o mnie chodzi to wciąż chcę dążyć do tego, by przebiec jak najdłuższy dystans bez konieczności zatrzymania się. Po tej lekturze patrzę nieco przychylniej na przerwy w czasie biegu, ale mimo wszystko dużo bardziej satysfakcjonuje mnie ciągły, nawet wolniejszy bieg niż ten z marszem...



...ale kto wie, czy w przyszłości, podczas przygotowań do swojego pierwszego maratonu nie sięgnę po inną pozycję Gallowaya mówiącą o przygotowaniach do królewskiego dystansu.

/E.

Udostępnij ten post

43 komentarze :

  1. O, dobrze, że wspominasz o tej pozycji :)
    Czy te plany treningowe, np. na półmaraton zakładają również start na zasadzie marszobiegu, czy tylko przygotowanie? Pytam, bo bieganie wciąga, październikowy półmaraton w Krk kusi coraz bardziej i szukam sposobu, by nie ignorować zaleceń ortopedy, a móc biec więcej niż 10k..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, start również opiera się tej zasadzie. Co 1,5km od samego początku zalecany jest 15-30 sekundowy marsz, a po 10km jeśli czuje się na siłach można biec do samego końca :)

      Usuń
    2. Muszę kiedyś zrobić taki trening, ciekawa jestem, czy dam tak radę i jak zareaguje kolano. To po wypłacie do księgarni! ;D

      Usuń
  2. ja nie lubię przerw w bieganiu, jednak ja największy swój dystans jaki przebiegłam to 10km :D hehe wiec jakbym miala biec 20 czy 40 to pewnie mowilabym inaczej :D do biegania podchodziłam kilka razy, jak juz to pokochalam to biegalam rok po 6 razy w tyg niestety wykluczyla mnie kontuzja, mam nadzieje ze niedlugo powroce :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie lubię, ale ile ludzi tyle opinii. Jak już wspomniałam robienie przerw nie sprawia mi frajdy, ale jak widać to też sposób :)

      Trzymam kciuki za szybki powrót!

      Usuń
    2. hehe dokladnie tak jak mowisz, kazdy lubi cos innego :)) dzieki kochana :*

      Usuń
    3. Regeneracja jest ważna. Galloway propaguje rewelacyjną metodę, która sprawdza się lepiej od klasycznego "zarzynania się"/ Tak samo jest teraz w każdym systemie treningowym. Przykładowo dla miesięcznego mezocyklu ( trening funkcjonalny poprawiający sprawność ogólną- dla osób pracujących w biurze): trenujemy co drugi dzień. Co drugi trening jest intensywny i trwa pełną godzinę ( w grę wchodzą mocniejsze ćwiczenia na bosu, trx, crossfit, obwód), przeplatamy mocniejsze treningi spokojniejszymi- 30 -minutowymi- fit ball, pilates ( poprawa koordynacji bez spalania tk. tłuszczowej ,czy poprawy parametrów tętna);-))

      Usuń
    4. Tak on wielokrotnie w swojej książce powtarza, że odpoczynek jest bardzo ważny i jak widać przynosi to efekty : )

      Usuń
  3. O właśnie,bardzo by mi si przydała i już zapisałam sobie aby przy najbliższej okazji się za nią rozejrzeć:)

    Zachęciłaś mnie tym opisem do zakupu:) Mogłabyś również napisać jaka jest jej cena?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Regularna cena to 39,00zł, ale zdarzają się promocje i można ją kupić za 30zł ;)

      Usuń
  4. Mam dokładnie to samo, wolę biec wolniej niż maszerować. Ale może w tym tkwi sekret, spróbuję i przeplotę mój trening weekendowo-biegowy takimi marszami. Ciekawe co z tego wyjdzie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama dawno nie biegałam wplatając marsz od samego początku, może i też w któryś dzień spróbuję? :D

      Usuń
    2. Polecam Ci bieg przeplatany marszem z kijkami do nordic walking. Obecnie robi furrorę na treningach personalnych w plenerze. Zapytaj w swoim klubie trenera;-)

      Usuń
    3. Myślę, że kijki dla mnie to już byłaby przesada : )

      Usuń
  5. kurcze, zaczynałam biegać kolejny raz (dosłownie zaczynałam, bo moja biegowa kondycja jest równa zeru, a bieg na 5km to wciąż dla mnie nieosiągalny dystans;)) - miało to być moje ostatnie podejście ale od ponad 3 tygodni jeżdżę po szpitalach z zawrotami głowy, więc wszystkie treningi odstawiłam... i trzeba będzie kolejny raz zaczynać... może taka książka to dobry pomysł i w końcu doczekam się jakichś pozytywnych rezultatów... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. od tej pozycji zaczynałam i faktycznie się sprawdziło, tylko później zapragnęłam więcej i już bez przerw :)

      spróbuj metody marszo-biegowej, dzięki temu na pewno przebiegniesz więcej i może akurat to klucz do sukcesu :)

      Usuń
  6. wydaje się bardzo ciekawa :) osobiście nie biegam szczególnie często, ale gdy to robię, nie jestem w tym jeszcze taka dobra, by nieprzerwanie biec, więc przeplatam bieg marszem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak właśnie większość osób robi, tylko w tej metodzie chodzi o to, by przerwy na marsz robić od samego początku, a nie na zasadzie "biegnę ile mam sił, a gdy mi ich braknie przejdę do marszu" :)

      Usuń
  7. Teraz jestem na etapie czytania wszystkiego o bieganiu, bo moja wiedza jest na poziomie zerowym. Rady zawarte w takich książkach na pewno pomagają się nie zniechęcić, bo samemu to można przesadzić i źle ocenić swoje siły. Ciągle się zastanawiam, czy jak są organizowane biegi na 10 czy 20 km. to tam ludzie też maszerują, czy tylko biegną Ewelinko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama wciąż czytam wiele pozycji o bieganiu, myślę, że to jedno z najlepszych źródeł wiedzy, a dodatkowo po takiej lekturze zawsze mam ochotę wskoczyć w odpowiedni strój i biec przed siebie :D

      Pewnie, że maszerują, na każdym zorganizowanym biegu są ludzie, którzy przechodzą do marszu - to nic takiego :)

      Usuń
    2. No właśnie się zastanawiałam, bo nigdy biegłam w takim biegu, a i nie widział jak inni biegają. To dobrze, bo bałam się że jak kiedyś się zapiszę na jakiś bieg to co będzie jak rady nie dam, ha,ha, takie to problemy początkującego :)

      Usuń
    3. Też kiedyś nie wiedziałam, ale przyszłam pooglądać taki bieg i wszystko stało się jasne : )

      Usuń
  8. Brzmi zachęcająco - każdy początkujący biegacz powinien zasięgnąć takiej lektury, by trenować efektywnie i bezpiecznie.
    Podziwiam determinację i pasję do tego sportu! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książki są dobrym źródłem wiedzy, zawsze gdy chcę się czegoś więcej dowiedzieć to zaglądam do książek ;)

      Usuń
  9. niestety tez nie jestem za tym aby iść wkoncu to ma bieg, ale nie wykluczam takiej mozliwosci jak przyjda dluzsze dystanse ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przy dłuższych dystansach myślę, że ciężko nie przejść do marszu : )

      Usuń
  10. swój pierwszy maraton "przebiegłam" z przerwami na marsz - na początku planowanymi, od połowy już spontanicznymi:) trochę to było inspirowane metodą Galloway'a:) Wiedziałam, że może być mi ciężko biec do samego końca. a dzięki temu, że poczytałam o tej metodzie wiedziałam, że mięśnie po długotrwałym biegu mają problem z chodzeniem ( kto widział "chód maratończyka" po ukończeniu biegu, ten wie o co chodzi;p). Stąd też postanowiłam od samego początku trochę maszerować, żeby później nie musieć dojeżdżać do mety busem:) Dzięki temu dotarłam o własnych siłach do mety i moje marzenie o pierwszym maratonie się spełniło:) Dlatego - chociaż teraz nie stosuję już takiej metody - to uważam, że nie jest ona zła i można po nią z powodzeniem sięgać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim pierwszym maratonie pewnie też nie zabraknie przerw na marsz, zresztą nawet połówkę tak przebiegłam - to jakiś sposób, ale tak jak już pisałam wyżej, dążę do tego by biec cały czas i nie zatrzymywać się, bo to daje mi większą satysfakcję. Mam nadzieję, że wreszcie to osiągnę :D

      Usuń
    2. chcieć to móc, na pewno już niedługo dasz radę!:)

      Usuń
  11. Książki Gallowayów są świetne. Mi osobiście bardzo podobał się Trening Mentalny, dobra książka na pojawiające się czasem wymówki;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właśnie Trening Mentalny z chęcią bym przeczytała, zwłaszcza, że rozdział w tej książce bardzo mi się spodobał :)

      Usuń
    2. Szkoda, że jesteś daleko;-P To bym Ci pożyczyła;-)

      Usuń
  12. Mocno trenujesz :-). Fajny blog. Obecnie trenuję dwie osoby. 2 x w tygodniu robimy trening funkcjonalny na kółkach gimnastycznych , TRX, bosu + mocną motywację mentalną;-)). Pozdrawiam i 3-mam kciuki za maratony!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się, ale przede wszystkim chodzi o to by sprawiało mi to radość :)
      Do maratonów jeszcze długa droga, ale dziękuję!

      Usuń
  13. Ostatnio jak biegłam z psem, musiałam choć na chwilę się zatrzymać, bo towarzysz musiał się załatwić, więc może i dobrze, że zrobiłam marsz. :D Ale te zwierzęta mają instynkt. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. heheheh w pewnym stopniu masz rację, choć metoda Gallowaya zakłada robienie regularnych przerw od samego początku : )

      Usuń
  14. No wiem, wiem. Taki żart to był. :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja tak robiłam, nawet nie wiedząc że to jego metoda :) W internecie znalazłam plan treningowy w którym zaczyna się od 1 minuty biegu i 1 minuty marszu,aż stopniowo wydłuża się bieg. Czy to coś podobnego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten plan pewnie prowadzi do 30 minut ciągłego biegu prawda? :)

      Myślę, że to jest coś podobnego z tym, że wszystkie plany Gallowaya zakładają bieg z marszem od samego początku do końca i nie prowadzą do ciągłego biegu :)

      Usuń
  16. Słyszałam o tej metodzie Gallowaya, ale tyle tylko, że jest coś takiego. Zachęciłaś mnie do sięgnięcia po tę książkę. Może to coś dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi : ) Myślę, że warto zajrzeć do tej książki : )

      Usuń
  17. Ciekawa metoda z tym maszerowaniem, taka energooszczędna :) Na pewno dobrze znać takie techniki bo pewnie w trudniejszych warunkach, albo na ekstremalnie długich biegach może się przydać :) Chociaż ja tak samo jak Ty jestem zwolennikiem ciągłego biegu, jednak satysfakcja jest o wiele większa po przekroczeniu mety :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest duuużo większa. Każdy mój ciągły bieg od początku do końca uważam za sukces i jestem z niego ogromnie zadowolona, nie ważne ile by trwał : )

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz! To dla mnie dodatkowa motywacja ;)