Parkrun Kraków #12

Po ostatnich parkrun'owych przygodach, miałam trochę wątpliwości co do tego, czy w kolejną sobotę wybrać się na krakowskie błonia. Bałam się kolejnej porażki, choć tak na prawdę w głębi duszy wiedziałam, że to był tylko chwilowy kryzys, ale musiałam sobie to udowodnić.


"złapię ten token, czy nie złapię..." fot. A.Łapczuk-Krygier

Jak postanowiłam, tak zrobiłam i... było bardzo dobrze. Tym razem podeszłam do biegania na luzie, nie nastawiając się na konkretny wynik, po prostu wystartowałam, biegłam przed siebie, nie zatrzymałam się (!!!) i teraz trochę żałuję, że nie przyśpieszyłam wcześniej, a nie na ostatnich 100m (bo miałam siłę) :)


3 maja w parkrun Kraków wzięło udział 61 biegaczy, w tym 16 kobiet, a ja pojawiłam się na mecie jako 7 kobieta uzyskując czas 25m:53s.

Udostępnij ten post

25 komentarzy :

  1. Czas rewelka! :) Pozazdrościć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie lepszy.. tylko wreszcie muszę się przełamać : )

      Usuń
  2. gratuluję. ja jak zwykle za szybko wystartowałam i musiałam się później kilka razy zatrzymać. chciałabym w końcu kiedyś przebiec parkrun jak człowiek bez zatrzymywania się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. moim priorytetem jest się nie zatrzymywać i ciągle z tym walczę, jeśli się zatrzymam to bieg spisuję na straty...

      ps. chyba Cię widziałam w sobotę, choć nie jestem pewna :P

      Usuń
    2. też właśnie chciałabym przebiec bez zatrzymywania się. szczególnie, że wiem, że potrafię. oczywiście, że potrafię przebiec 5 km bez zatrzymywania się. tylko na parkrunie mi nie wychodzi.

      też Cię widziałam, ale jakoś tak wstydziłam się podejść :P

      Usuń
    3. też mi kiedyś nie wychodziło, ale to chyba presja czy coś.. ale da się zwalczyć ;)

      Ty chociaż wiesz jak wyglądam :P

      Usuń
  3. No i pięknie, fantastyczny czas;-) Ja wczoraj pierwszy samotny bieg po skręceniu (samotny znaczy bez psa). Wyszłam z domu z założeniem biegnę dla biegania i staram się już nie przeplatać biegu marszem. Chodź noga trochę pobolewała 4km w 27 min zrobione gładko z uśmiechem na twarzy ;-) A o to przecież chodzi;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I bardzo dobrze, takich biegów potrzeba jak najwięcej :) Noo.. a Ty to ostrożnie z tym bieganiem jeszcze, jak zaboli to nie przeciążaj :)

      Usuń
    2. Wiem, wiem, ale wiesz jak to jest. Ciało mówi "spokojnie, nie rozpędzaj się" a serduszko "dawaj, dawaj" ;-)

      Usuń
    3. a no tak jest, ale rozsądek tutaj musi być na pierwszym miejscu - zwłaszcza u Ciebie :)

      Usuń
  4. Piękny wynik,gratuluję!:) I widzisz,mówiłam że będzie dobrze:) :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. taak, wiem kochana :) ah te wzloty i upadki.. :D

      Usuń
  5. Pięknie zasuwasz! Zazdroszczę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tobie to lepiej idzie.. na dłuższych dystansach ;)

      Usuń
  6. Powodzenia w następnych startach, trzymam kciuki i życzę ciągłego progresu :)

    Pozdrawiam
    Albert

    OdpowiedzUsuń
  7. ojacie super czas! :) gratuluję :) pewnego dnia i ja będę takie osiągać :D przynajmniej mam nadzieję ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno będziesz, wystarczy biegać, a postępy same się pojawią :D

      Usuń
  8. Gratuluję czasu i tego, że podjęłaś wyzwanie! Super oby tak dalej :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ktoś mi kiedyś powiedział, że porażka to w rzeczywistości zwycięstwo, tylko odwleczone w czasie. W Twoim przypadku potwierdziło się to w 100%. Gratuluję dobrego wyniku i życzę kolejnych sukcesów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podoba mi się to stwierdzenie. Będę je sobie powtarzać w chwilach kryzysu. Dzięki! :)

      Usuń
  10. Super, gratuluję! Kryzys pięknie zażegnany! Brawo!

    OdpowiedzUsuń
  11. No widzisz? Jeden gorszy dzień nie niszczy kondycji :) Ciekawe czym zaskoczysz na następnym Parkrunie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Następny pewnie dopiero w czerwcu, także dużo się może jeszcze wydarzyć :D

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz! To dla mnie dodatkowa motywacja ;)