Rekord i wielkie podsumowanie

    Najwyższa pora podsumować miniony miesiąc i wykonany plan treningowy. Jestem z niego bardzo zadowolona, a efekty przeszły moje najśmielsze oczekiwania (ale o tym niżej). Uwielbiam planować, mieć wszystko pod kontrolą i po raz kolejny przyniosło mi to duże korzyści. Co więcej - ponownie utwierdziłam się w przekonaniu, że wszystko jest możliwe i nie można się poddawać.


     Mój plan tak jak początkowo założyłam trwał niecałe 5 tygodni i miał mnie odpowiednio przygotować do biegu na 10 km. Wzorowałam się na rozpisce pobranej ze strony polskabiega.sport.pl wprowadzając z każdym tygodniem drobne zmiany i dopasowując go do swoich możliwości (jeżeli chcecie zobaczyć jak wyglądał na początku, zapraszam Was do tego posta). Wczoraj go zakończyłam i prezentował się dokładnie tak:

(kliknij, aby powiększyć)
     
    Nie będę opisywać po kolei każdego dnia i treningu, bo robiłam to w osobnych postach w ciągu ostatnich tygodni, także jeżeli macie ochotę poczytać jak on przebiegał, zajrzyjcie do archiwum. Natomiast dzisiaj chcę się skupić na ogólnej analizie i wzrastającej z tygodnia na tydzień formie.

     Pierwsze dwa tygodnie były dla mnie dosyć trudne. Musiałam przestawić się na krakowski tryb życia, ogarnąć przeprowadzkę do tego miasta i poradzić sobie z powracającym wciąż przeziębieniem. Na szczęście te wszystkie elementy nie przeszkodziły mi w walce o marzenia i najzwyczajniej w świecie - treningów po prostu nie mogłam się doczekać. Dodatkowo widok innych biegaczy, podczas moich biegów dodawał skrzydeł. 

     Każdy swój bieg wrzucałam na endomondo (niestety wciąż ręcznie) i zapisywałam w pliku excela, aby wszystko mieć pod kontrolą i bez problemu zauważać postępy, a na te nie musiałam długo czekać. 

     Z tygodnia na tydzień kilometraż się zwiększał - zaczynając od 13 km pierwszego tygodnia, a kończąc na 30 km ostatniego. Podczas pięciu tygodni przebiegłam ponad 114 kilometrów (co już samo w sobie jest rekordem). 

    Kondycja poprawiała się z dnia na dzień, biegało mi się coraz lepiej, dłużej i bez większej zadyszki. To o jakiej godzinie biegam nie ma już znaczenia. Urozmaicone treningi nie pozwalały mi się nudzić, a przebieżki po prostu pokochałam. Zabawy biegowe na początku nie przypadły mi do gustu, ale i te z czasem polubiłam. Jestem pewna, że to właśnie dzięki takim treningom jestem w coraz lepszej formie.


    Rozpoczynając plan treningowy nie spodziewałam się cudów. Od samego początku obawiałam się 10km. Miałam dużo wątpliwości zwłaszcza, że dwóch poprzednich planów nie ukończyłam i ciągle coś stawało mi na przeszkodzie. Nie do końca byłam przekonana czy aby na pewno 10 kilometrów w godzinę to jest to, co uda mi się osiągnąć. Mimo wszystko nie dawałam za wygraną i dzielnie wykonywałam to co było w planie.  

   Dopiero wczoraj, był TEN dzień, gdy tak naprawdę zdałam sobie sprawę, jak bardzo poprawiłam swoją sprawność fizyczną w ciągu ostatnich tygodni - start na 10 km.
   Zaplanowaną skrupulatnie poprzedniego dnia trasę zmieniałam chyba 3 razy. Ciągle mi coś w niej nie pasowało. Identycznie było z godziną biegu - najpierw za wcześnie przygotowany obiad, później za pełny brzuch, a gdy byłam gotowa do biegu zaczęło padać. Przyszło mi nawet do głowy, by przestawić wszystko na poniedziałek, ale zerknęłam na prognozę pogody i okazało się, że koło godziny 19 nie będzie już opadów. Bardzo chciałam pobiec, nastawiłam się mentalnie, czułam wewnętrzną moc, dlatego też uznałam, że poczekałam. 

   O 19:40 ubrana w odpowiedni strój (już po rozgrzewce) ruszyłam przed siebie mając w głowie nowo ułożoną drogę. Lekki chłód, mżawka (jednak padało) i do tego cholerny wiatr nie sprzyjały, mimo to sunęłam przed siebie. Pokonywałam kilometr za kilometrem nie czując zmęczenia. Po 4 km przeszłam do marszu na pół minuty, poprawiając chustkę pod szyją i zmieniając playlistę. W tym momencie zdałam sobie sprawę jak bardzo pada. Spodenki miałam mokre, a z twarzy spływały mi krople deszczu. Trudno, biegłam dalej.. W pewnym momencie tak się zamyśliłam, że nie zauważyłam kałuży, przez co do butów wlała mi się zimna woda. Super - pomyślałam, świetny początek. Nie dałam z wygraną, ruszyłam dalej, tym razem bardziej zwracając uwagę gdzie kładę stopy. Przy 7 kilometrze sprawdziłam czas - 45 minut, czyli 3 kilometry i 15 minut by osiągnąć cel. Trochę zwątpiłam, ale mimo to przyśpieszyłam. Dwa kilometry pokonałam w 10 minut i zostało mi już tylko 5 minut do końca. Czułam się zmęczona, jednak nie rezygnowałam. Znowu przyśpieszyłam - tutaj biegłam już głową, nie nogami.. Zauważyłam "metę" i pobiegłam dałając z siebie wszystko - wyciagam stoper, wciskam stop i co widzę? 

1g:01m:35s.
    
    Radość, śmiech i niedowierzanie. Tylko minuta i 35 sekund więcej niż było w planie! To dopiero sukces! Pobiegłam aż o 14 minut szybciej niż poprzednim razem! Obyło się bez kolki, bolącego kolana i okropnej zadyszki. Udało mi się! Love running!!

 ***
    Dla mnie ten plan okazał się strzałem w dziesiątkę. Mogę go polecić każdemu, kto jest//był na takim samym etapie jak ja. Jeżeli tylko ostatnich miesięcy nie spędziłeś przed telewizorem, potrafisz przebiec 15-20  minut bez zadyszki, a chcesz pokonać 10 kilometrów to ten plan jest dla Ciebie. Oczywiście wszystko trzeba dopasować do siebie, nie przemęczać się i nie zmuszać, jeżeli nie jesteś w stanie. To ma przynieść korzyści, a nie kontuzje. Trening to proces długotrwały i każdy musi dopasować go do swoich możliwości. Na szczęście ja się już tego nauczyłam, ale dopiero po kilku wcześniejszych niepowodzeniach...

 ***
   Skończyłam plan, ale nie myślcie sobie, że osiądę na laurach. Wczorajszy bieg dodał mi jeszcze więcej pewności siebie i pokazał, że dzięki treningom jestem w stanie osiągnąć więcej. Najwyższa pora ruszyć krok do przodu. Mam już małe plany co do najbliższej przyszłości, ale dopiero jak wszystko będzie pewne - dam Wam znać.  

Najlepsze rzeczy spotykają tych, którzy ciężko pracują i nigdy się nie poddają.

Udostępnij ten post

29 komentarzy :

  1. Sukcesy są motywujące, więc na pewno nie spoczniesz na laurach :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow :D gratulacje!! Masz być z czego dumna!! Świetny plan i cudowna końcówka :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję Ci ślicznie! do tej pory ciężko mi uwierzyć.. : ))

      Usuń
  3. gratuluję!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!wiedziałam że dasz radę!!!!:):)

    OdpowiedzUsuń
  4. gratuluję! zrobiłaś ogromy postęp, dobra robota! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Gratuluję Ci! To świetny czas :) Czekałam na tego posta z podsumowaniem ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Gratuluję! A tak na marginesie, to jesteś bardzo ładną kobietą :) Kurczę zazdroszczę urody! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję Ci ślicznie, kochana jesteś! :*

      Usuń
  7. Gratuluję sukcesu!:)
    Świetny czas:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetna robota !!!! bardzo bardzo Ci gratuluję :) I jakoś tak sobie myślę że jeszcze kiedyś spotkamy się na jakimś .... maratonie ? ;))

    OdpowiedzUsuń
  9. Wow świetny czas! :) Gratulacje, teraz zostaje ci tylko półmaraton i maraton :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie mówię nie, choć przede mną jeszcze długa droga.. : ))

      Usuń
  10. Fantastyczny wynik!!! BRAWO BRAWO BRAWO!!! Gratuluję;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nawet nie wyobrażasz sobie jaki banan pojawił się na mojej twarzy, gdy przeczytałam Twój komentarz ;D dziękuję Ci kochana :*

      Usuń
    2. nie ma za co;-) ciężko pracowałaś i udało się ;-) BRAWO!!!

      Usuń
  11. Masz świetną sylwetkę :3
    sama zaczynam ćwiczyć i będę tu chętnie zaglądać ;d
    Obserwuję, miło by było gdybyś się odwdzięczyła :>
    Pozdrawiam ; *

    OdpowiedzUsuń
  12. super:) też uwielbiam plany treningowe, choć u mnie robi się coraz bardziej skomplikowanie:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Gratuluję! Bardzo się cieszę z Twojego sukcesu. ;)
    Powodzenia dalej i dalej w kolejnych wyzwaniach! :*

    OdpowiedzUsuń
  14. GRA-TU-LU-JĘ!!!!!
    co tu dużo będę pisać - jesteś mistrz! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. moja droga - jaki mistrz :D to Ty nim jesteś! :D

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz! To dla mnie dodatkowa motywacja ;)