O tym, jak pokochałam Tatry Wysokie

Kiedyś ze zdumieniem słuchałam opowieści o całodniowych pieszych wędrówkach. Podziwiałam wszystkich, którzy weszli na Kasprowy, Giewont czy Rysy. A teraz, po każdym weekendzie spędzonym w górach sama stawiam sobie poprzeczkę coraz wyżej i wyżej.


Panorama z Kościelca, Tatry

Przy okazji tego wpisu, przypomniała mi się historia sprzed kilku lat. Pamiętam, jak w akademickiej kuchni spotkałam chłopaka w koszulce z jednego z krakowskich maratonów. Dla mnie były to totalnie biegowe początki, a sukcesem było każdorazowe wyjście na trening. Wtedy nawet nie marzyłam o królewskim dystansie, jednak tego dnia, wyżej wymieniony chłopak sprawił, że w myślach pojawiło się nieśmiałe „a może ja też kiedyś...”

Dziś, wiem, że wszystko jest do zrobienia. Wystarczy pasja, cel, trochę motywacji i krok po kroku realizacja swoich założeń. Podobnie było właśnie z górami. 

Gdy podczas wędrówki po Tatrach Zachodnich słynną pętlą Grześ-Rakoń-Wołowiec odbiliśmy na Rohacz Ostry moje serce zaczęło bić mocniej. Z każdym krokiem, gdy byłam coraz wyżej, skały stawały się bardziej strome, a na trasie pojawiły łańcuchy poczułam, że jestem tu, gdzie być powinnam. Tego dnia jednak zmęczenie i rozsądek nakazał szybko wrócić, ale już w drodze powrotnej w myślach zaczęłam planować trasy na kolejne wędrówki. 

Szlak na kościelec

Miejscem, które najbardziej chciałam zobaczyć był Kościelec. Wiedziałam, że jest niebezpieczny, że nie ma tam ułatwień w formie łańcuchów, ale czytałam również, że jest tam pięknie.

Trafiliśmy na wspaniałą pogodę. Chmury zatrzymały się na pewnej wysokości tak, że szczyt sięgał ponad nimi. Gdy po dotarciu na górę rozejrzałam się wokół nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Po kilkugodzinnej wędrówce moim oczom ukazał się najpiękniejszy widok jaki kiedykolwiek miałam okazję zobaczyć. To było coś wspaniałego. Magii dodawało jeszcze to, że na Kościelcu przez dobre 10-15 minut byliśmy sami (co w Polskich górach jest niestety rzadkością). Wtedy, gdybym mogła wcisnęłabym stop, aby zatrzymać czas.

Tatry Mountains

Kolejnym punktem wycieczki na ten dzień był Zawrat. Wybraliśmy się tam głównie z ciekawości, nie oczekując zupełnie niczego, ale jednocześnie zdając sobie sprawę z tego, że właśnie stamtąd prowadzi szlak na Orlą Perć, który jest uważany za najniebezpieczniejszy i najtrudniejszy w Tatrach. Jako, że pogoda była piękna, nogi jeszcze świeże, a dzień długi postanowiliśmy to sprawdzić.

szlak na Orlą Perć, Tatry Wysokie

Samo wejście na Zawrat było dosyć męczące i nużące. Na szczęście od momentu pojawienia się łańcuchów stało się momentalnie łatwiejsze, lżejsze i zdecydowanie szybciej mijało. Z przełęczy Zawrat rozpościerał się wspaniały widok na Dolinę Pięciu Stawów, ale moją uwagę przykuwał głównie szlak na Orlą Perć.

Jako, że uwielbiam robić coś po raz pierwszy, spełniać marzenia i przekraczać własne granice - po chwili odpoczynku poszliśmy w tamtym kierunku. 

Zawrat, w tle Dolina Pięciu Stawów

I muszę przyznać (bez chwili zawahania) - przejście przez szlak od Zawratu przez Mały Kozi Wierch, Zamarłą Turnię, aż do Koziej Przełęczy był jednym z najwspanialszych momentów jakie spędziłam w górach. Widoki dosłownie zapierały dech w piersiach. To właśnie tam, czułam, że żyję. Było pięknie. Każdy fragment jaki miałam do pokonania wyobrażałam sobie jako zadanie, które mam do wykonania. To było coś tak niesamowicie ekscytującego, że nawet pisząc to w tym momencie mam podobne odczucia.

Czy było niebezpiecznie? Czy się bałam? Nie, bo byliśmy dobrze przygotowani. Pogoda była idealna, buty dobrze trzymały się grani, a dzięki rękawiczkom nie miałam problemu z trzymaniem się skał, czy łańcuchów. Tego dnia wiedziałam, że robię coś wyjątkowego, a ogrom emocji jaki temu towarzyszył nie sposób opisać słowami. 

Orla Perć, w tle Dolina Pięciu Stawów

I choć tego dnia czas już nas ograniczał i troszkę ze smutkiem wróciliśmy z Koziej Przełęczy do Murowańca to wiem, że to jeszcze nie moje ostatnie słowo.

Wrócę tu, jak tylko najszybciej się da, aby przejść ją całą. Od Zawratu, aż po Krzyżne. Ależ to wciąga!

PS. Podobno... kto podróżuje, żyje dwa razy :)

Udostępnij ten post

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz! To dla mnie dodatkowa motywacja ;)