Ja & moje bieganie

W poprzednim wpisie wspominałam o tym, że wciąż kocham prędkość i cały czas gonię za życiówkami. Moim głównym celem od samego początku jest poprawa własnych wyników, jednak już nie za wszelką cenę.


Biegaczka patrzy w stronę zachodzącego słońca

Robię to wszystko dla siebie, własnej frajdy i satysfakcji. Podoba mi się to, jak zmienia się moje ciało, jak ja się czuję i jaki wpływ ma sport na mnie. To, że wyznaczam sobie cele i je realizuje w mniejszym lub większym stopniu. W końcu zrozumiałam, że złość i nakładanie sobie ciągłej presji na wynik wcale nie jest kluczem do sukcesu.

Dobrze pamiętam jak w swojej „ biegowej karierze” miałam momenty, że już same spojrzenie na plan treningowy sprawiało, że nie miałam ochoty go realizować. A chyba nie o to chodzi, prawda?

Uśmiechnięta drużyna ASICS
fot. Kamil Kielan
Na szczęście zmądrzałam. Obecnie wszystko na bieżąco konsultuję z trenerem. Biegam praktycznie codziennie, a mój plan jest nie dłuższy niż 3-4 dni do przodu. Ma opcje modyfikacji, dopasowania do samopoczucia, trybu życia i nagłych wyjazdów. Uwzględnione są też moje ulubione rodzaje treningów, a także i takie, które są ważne, a niekoniecznie je lubię.

Co więcej! Wiem, że nikt nie daje mi gwarancji, że zrealizowanie w 100% planu treningowego oznacza, że odniosę to, co sobie zamierzyłam i na odwrót. Czasem wolę odpuścić trening, wyspać się, poświęcić czas na coś innego, odpocząć, niż na siłę go wykonać. Jestem tylko człowiekiem, to moja pasja, a nie obowiązek.

Jeśli mam ochotę iść na basen to patrzę na swój plan, pytam czy tego dnia będzie okej i idę. Chcę zrobić dwa treningi dziennie - wybieram na to odpowiedni dzień, rodzaj aktywności i je robię. Potrzebuję rozciągania czy jogi również odnotowuję to w kalendarzu. Wycieczka w góry? Żaden problem! Nic nie jest sztywne. W życiu wszystko szybko się zmienia, a po co się w ten sposób ograniczać.

Dziewczyna na Hali Gąsiennicowej

Efekty? Czysta, spokojna głowa. Lepsze samopoczucie i uśmiech na twarzy. Brak presji, uczucia ciągłego braku czasu, ogromu zadań do wykonania i co gorsza wyrzutów sumienia i „nadrabiania treningów”. Aktywność fizyczna weszła mi już w nawyk na tyle, że odpuszczenie nie jest lenistwem, tylko oznaką, że jeśli nie mam na to ochoty to znaczy, że jej nie mam. 

Dziś kocham bieganie jeszcze bardziej. Uwielbiam swoje treningi i to, jak to wszystko teraz wygląda. Dodać mogę jeszcze tylko tyle, że z dnia na dzień biega mi się coraz lepiej, lżej, a czy to wszystko przełoży się na lepsze wyniki? Pewnie tak, bo wkładam w to dużo pracy i serca, ale jeśli nie, będę próbować dalej i dalej.. :)

Udostępnij ten post

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz! To dla mnie dodatkowa motywacja ;)