Najprostsze lody bez cukru

Ulubiony wakacyjny deser? Odpowiedź jest banalnie prosta – lody. Niestety sklepowe nie należą do najzdrowszych, dlatego czasem warto poświęcić chwilkę i samodzielnie przygotować domowe lody. Te poza tym, że będą świetnym orzeźwieniem, to dostarczą nam niezbędnych wartości odżywczych.


zdrowe lody

Jak tylko mogę staram się ograniczać cukier w swoich posiłkach, aż w końcu (mam nadzieję) wyeliminuję go w 100% . Niestety do lodów mam słabość. Zjedzenie litrowego pojemnika nie jest dla mnie najmniejszym problemem, a w obecną pogodę, gdy za oknem +30 stopni taki deser jest przecież zbawieniem. 

Co potrzebujemy do przygotowania lodów? 

Ulubione dojrzałe owoce. Dojrzałe dlatego, że są najsłodsze i najlepiej się trawią. Przydadzą się także pojemniczki na lody (ja swoje kupiłam w Auchan, ale znajdziecie je również w Ikei, czy innych większych marketach). Jeśli ich jednak nie macie wystarczą najzwyklejsze pojemniczki po jogurtach. 

pojemniczki na lody Auchan

Jakie lody można przygotować? 

  • Musy – zmiksowane mięsiste owoce (truskawki, maliny, banany, jagody, kiwi itd.) z odrobiną wody 
  • Sorbety – zamrożone ulubione soki (pomarańczowe, jabłkowe) 
  • Mleczne – do owoców można dodać mleko, czy jogurt 
  • Z kawałkami owoców – pokrojone owoce wystarczy zalać sokiem/wodą 

owocowe domowe lody

W przygotowaniu lodów ogranicza Was tak naprawdę tylko wyobraźnia. Sama najczęściej miksuję truskawki z odrobiną wody lub banany z mlekiem i dodatkiem masła orzechowego. Latem po treningu taki deser jest po prostu niezastąpiony! 

Czytaj dalej

Tatry/ Nosal, czyli coś na początek

Planując wycieczki piesze po Tatrach poza całodniowym trasami, szukałam też takich idealnych na dzień regeneracji. Czyli coś krótkiego, niewymagającego, ale z efektem wow! Jedną z nich jest Nosal o wysokości 1206 m n.p.m!


Skała na trasie na Nosal

To krótka, ale bardzo przyjemna 4 kilometrowa wędrówka. Różnica wzniesień wynosi około 270 m, a cała pętelka zajmuje nieco ponad godzinę samego marszu. Widoczki zwłaszcza z okolic szczytu naprawdę zapierają dech w piersiach.

szczyt Nosal

Możliwości wejścia na szczyt są dwie: od Tamy pod Nosalem i od Kuźnic. Ta pierwsza jest nieco trudniejsza (od samego początku z dosyć sporą "wspinaczką", aż na sam szczyt), natomiast druga spokojniejsza od Kuźnic przez Nosalową Przełęcz. Sama pętelkę wolę zaczynać od Tamy, aby szybciutko dotrzeć na Nosal, a później już spokojnie schodzić sobie w dół.

szlak turystyczny na Nosal

Ze szczytu rozciąga się piękna panorama na tatrzańskie szczyty, Zakopane i Gubałówkę. Wchodząc na Nosal mamy też chwilami możliwość zasmakowania wysokogórskiej wspinaczki ze względu na momentami strome podejścia (głównie na trasie od Tamy pod Nosalem).

Widoki ze szlaku na Nosal
GoPro Panorama z Nosala

Sama wycieczka na Nosal jest też świetną propozycją dla osób, które dopiero zaczynają przygodę z górami. Trasa jest łatwa, niezbyt wymagająca, a naprawdę widowiskowa. Po prostu idealna, by na dobre zakochać się w górach.

Nosal szczyt

Czytaj dalej

Ja & moje bieganie

W poprzednim wpisie wspominałam o tym, że wciąż kocham prędkość i cały czas gonię za życiówkami. Moim głównym celem od samego początku jest poprawa własnych wyników, jednak już nie za wszelką cenę.


Biegaczka patrzy w stronę zachodzącego słońca

Robię to wszystko dla siebie, własnej frajdy i satysfakcji. Podoba mi się to, jak zmienia się moje ciało, jak ja się czuję i jaki wpływ ma sport na mnie. To, że wyznaczam sobie cele i je realizuje w mniejszym lub większym stopniu. W końcu zrozumiałam, że złość i nakładanie sobie ciągłej presji na wynik wcale nie jest kluczem do sukcesu.

Dobrze pamiętam jak w swojej „ biegowej karierze” miałam momenty, że już same spojrzenie na plan treningowy sprawiało, że nie miałam ochoty go realizować. A chyba nie o to chodzi, prawda?

Uśmiechnięta drużyna ASICS
fot. Kamil Kielan
Na szczęście zmądrzałam. Obecnie wszystko na bieżąco konsultuję z trenerem. Biegam praktycznie codziennie, a mój plan jest nie dłuższy niż 3-4 dni do przodu. Ma opcje modyfikacji, dopasowania do samopoczucia, trybu życia i nagłych wyjazdów. Uwzględnione są też moje ulubione rodzaje treningów, a także i takie, które są ważne, a niekoniecznie je lubię.

Co więcej! Wiem, że nikt nie daje mi gwarancji, że zrealizowanie w 100% planu treningowego oznacza, że odniosę to, co sobie zamierzyłam i na odwrót. Czasem wolę odpuścić trening, wyspać się, poświęcić czas na coś innego, odpocząć, niż na siłę go wykonać. Jestem tylko człowiekiem, to moja pasja, a nie obowiązek.

Jeśli mam ochotę iść na basen to patrzę na swój plan, pytam czy tego dnia będzie okej i idę. Chcę zrobić dwa treningi dziennie - wybieram na to odpowiedni dzień, rodzaj aktywności i je robię. Potrzebuję rozciągania czy jogi również odnotowuję to w kalendarzu. Wycieczka w góry? Żaden problem! Nic nie jest sztywne. W życiu wszystko szybko się zmienia, a po co się w ten sposób ograniczać.

Dziewczyna na Hali Gąsiennicowej

Efekty? Czysta, spokojna głowa. Lepsze samopoczucie i uśmiech na twarzy. Brak presji, uczucia ciągłego braku czasu, ogromu zadań do wykonania i co gorsza wyrzutów sumienia i „nadrabiania treningów”. Aktywność fizyczna weszła mi już w nawyk na tyle, że odpuszczenie nie jest lenistwem, tylko oznaką, że jeśli nie mam na to ochoty to znaczy, że jej nie mam. 

Dziś kocham bieganie jeszcze bardziej. Uwielbiam swoje treningi i to, jak to wszystko teraz wygląda. Dodać mogę jeszcze tylko tyle, że z dnia na dzień biega mi się coraz lepiej, lżej, a czy to wszystko przełoży się na lepsze wyniki? Pewnie tak, bo wkładam w to dużo pracy i serca, ale jeśli nie, będę próbować dalej i dalej.. :)
Czytaj dalej

Początek przygody z górami

Mountain Girl

Nie wiem jak Wy, ale ja już się dosyć mocno stęskniłam za tym miejscem. Tym razem nie będę nic obiecywać, ale chcę tutaj bywać znacznie częściej. Domenę przedłużyłam, szablon trochę odkurzyłam, bo w końcu jakby nie było to właśnie od tego bloga wszystko się zaczęło :)


Dużo zmieniło. Ja się zmieniłam, moje życie się zmieniło, ale pasja do sportu jest wciąż niezmienna. Kocham bieganie, cały czas gonię za prędkością i życiówkami, jednak z dużo większym dystansem do treningów, szerszym uśmiechem i coraz częściej szukam odskoczni na górskich/trailowych ścieżkach.

Pokochałam góry. Całodniowe wędrówki (zwłaszcza pod górę), niezliczone kilometry i ciągłe przekraczanie własnych granic. I właśnie takie wycieczki staram się coraz częściej wplatać (choć wciąż nieśmiało) w swój plan treningowy. To wszystko nawet niekoniecznie jako konkretna jednostka, ale nieoceniony reset dla głowy. A kiedyś? Góry akceptowałam tylko zimą na stoku mając pod nogami deskę snowboardową. Jednak sporo się zmieniło.

Widok na Babią Górę w Beskidach

Jak to się wszystko zaczęło?

Najpierw była Babia Góra, później spontaniczny zimowy półmaraton w Górach Stołowych, Babia Góra po raz drugi, a gdzieś w międzyczasie pojawił się nieśmiały plan zdobycia najwyższego szczytu w Polsce (Rysy 2499m). Jako, że uwielbiam spełniać marzenia, bardzo szybko przeszłam do działania i mam nadzieję, że już wkrótce ją zdobędę i razem ze zdjęciami o tym wszystkim Wam napiszę!

Ale kontynuując, bo zanim ma miłość do gór na dobre się rozpoczęła to chwilkę to jeszcze potrwało. Myśląc realnie i nie porywając się z motyką na słońce postanowiłam najpierw dać górkom drugą szansę. Na szczęście w Krakowie mamy Lasek Wolski, czyli istny raj dla miłośników trailu właściwie w samym środku miasta.

Widok z Kopca Piłsudskiego
Wszystko poszło już całkiem sprawnie i szybko. Pierwsza spokojna marszo-biegowa wycieczka na Kopiec Piłsudskiego, później druga, trzecia... W międzyczasie pierwsze buty trailowe, a jak się okazało, że w Lasku Wolskim da się biegać bez przerw na marsz, spodobało mi się to jeszcze bardziej. Kolejne były już Tatry. Czerwone Wierchy, Giewont, Kasprowy, Nosal, Grześ, Rakoń, Wołowiec, Rohacz Ostry i... przepadłam.

Te trzy dni w górach plus setki wspomnień, zapierających dech w piersiach widoków wystarczyło, aby utwierdzić się w przekonaniu, że chcę tu wracać znacznie częściej. Jest tyle pięknych miejsc, tyle widoków do zobaczenia, a jeszcze więcej do odkrycia.

Czerwone Wierchy widok z Kasprowego w Tatrach
Gdyby ktoś jeszcze kilka miesięcy temu powiedział mi, że cały dzień będę chodzić, biegać po górach i to wszystko dla przyjemności, na pewno bym nie uwierzyła. A dziś? Dziś chcę jeszcze więcej! No bo właściwie kiedy jak nie teraz?
Czytaj dalej