Zatrzymać się, by ruszyć dalej

Minął już ponad miesiąc od poprzedniego wpisu, a ostatnie podsumowanie pojawiło się tutaj na początku lipca. Okres wakacyjny, wyjazdy, piękna słoneczna pogoda i trochę większa ilość treningów nie za bardzo sprzyjała pisaniu, a ja też jakoś szczególnie się o to nie starałam...


girl in hat

LIPIEC - SIERPIEŃ - WRZESIEŃ


W lipcu i sierpniu kalendarz treningowy po prostu pękał w szwach. Biegałam nawet 6 razy w tygodniu, czasem zdarzało się, że i dwa razy dziennie. Miesięczny kilometraż przekraczał 250 kilometrów, a mi wciąż było mało. Nie zmuszałam się do treningów. Realizowałam plan i wszystko wychodziło samo. Wstawałam o świcie, by uniknąć upałów, albo tak organizowałam swój dzień, aby późnym wieczorem był też czas na trening.


W ciągu tych trzech miesięcy miałam okazję biegać w przeróżnych miejscach. Przemierzałam warszawskie uliczki...


 ...i odkrywałam tajemniczy lasek Bielański.


Rozkoszowałam się nadmorskim widokiem, poranną bryzą i falującym morzem...


...odwiedziłam moje ukochane bełchatowskie ścieżki i miejsca...


 ...a w pozostałe dni przypominałam sobie jak kocham krakowskie Błonia.
 

Niczego mi nie brakowało. Z uporem dzieciaka określałam kolejne dni w kalendarzu, a zbliżający się z tygodnia na tydzień maraton sprawiał, że wciąż chciałam więcej, szybciej i lepiej.

Później coś we mnie pękło. Oczekiwanych rezultatów nie było, a ja coraz częściej nie widziałam sensu w tym co robię. Przynajmniej raz w tygodniu przerywałam trening, załamywałam ręce, a po policzkach spływały mi łzy. Traciłam wiarę w siebie. Miałam wrażenie, że wszystko co udało mi się wcześniej wypracować po prostu zniknęło. Nie potrafiłam uwierzyć, że te wszystkie sukcesy na wiosnę to prawda. Brakowało mi tej pewności siebie co kiedyś i uporu w dążeniu do celu. Nie potrafiłam do tego wrócić. Zapomniałam o co w tym wszystkim chodzi. Zwyczajnie zagubiłam się.


Aż wreszcie w ubiegłą sobotę coś się zmieniło. 

Będąc częścią damskiej drużyny ITMBW na Biegu Charytatywnym miałam szansę uwierzyć, że wspólnymi siłami możemy coś osiągnąć i pomóc potrzebującym. To był ten dzień, gdy wróciła zagubiona motywacja, chęci i wiara. Mimo rosnącego zmęczenia z okrążenia na okrążenie nawet na chwilę nie pomyślałam, by odpuścić. Robiłam co mogłam i się udało. Byłyśmy najlepszą krakowską damską sztafetą. Wspólnymi siłami wybiegałyśmy 43 okrążenia, które później zostały przeliczone na posiłki dla ubogich dzieci. W drużynie siłą, a razem można naprawdę dużo, dużo więcej.


Może faktycznie, czasem dobrze jest się zatrzymać/przeczekać, a nawet zrobić krok w tył, aby móc później silniejszym ruszyć dalej. 

Udostępnij ten post

10 komentarzy :

  1. Sam potrzebuję jakiegoś wydarzenia, żeby w końcu coś skrobnąć u siebie. Póki co to nic mi się nie chce...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby to wydarzenie nadeszło jak najszybciej! :)

      Usuń
  2. Kurcze 6 dni treningów w tygodniu nawet 2 razy dziennie? Dziewczyno Ty się po prostu zajechałaś i z tego mógł wynikać brak postępów. A gdzie reset i odpoczynek? Ja rozumiem plan ważna rzecz, ale jeszcze powinna być w tym głowa i równowaga. Przede wszystkim równowaga. Musi być czas na wszystko. Bo jak równowagi nie ma to pojawia się frustracja, nie potrzebne nerwy i płacz. Pamiętaj to Ty jesteś dla biegania a nie bieganie dla Ciebie. Ono Cię nie definiuje, żeby bezkrytycznie oddawać mu wszystko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po części masz rację, choć też nie do końca. Często były to po prostu wolne biegi regeneracyjne (które wiele biegaczy stosuje), więc ciężko mówić o zajechaniu organizmu, a dni na odpoczynek również były.

      Może brakowało mi cierpliwości, później chęci.. a że apetyt rośnie w miarę jedzenia to czasem tak jest. Na szczęście teraz wiem, że będzie dobrze :)

      Usuń
  3. Widziałam fotki z Biegu Charytatywnego, daliście czadu!
    A zdjęcia piękne.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zdecydowanie czasem lepiej się zatrzymać i potem ruszyć na nową z większą energią i większymi chęciami :)

    PS. Widzę drobne zmiany na blogu albo wcześniej nie zauważyłam. Jestem mało spostrzegawcza :D Ale ślicznie to wygląda! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tak tez było, poskutkowało :)

      Zmiany na blogu już od jakiegoś czasu, tylko mało pisałam :D

      Usuń
  5. Super motywujący post :) Tak samo jest zarówno z treningami jak i wagą czasami.
    Dodaję do obserwowanych i zapraszam do mnie:
    onlymomcanjudge.blogspot.com
    ;*

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz! To dla mnie dodatkowa motywacja ;)