Biegowe medale - jakie mają znaczenie?

Bełchatowska Piętnastka medal

Obecnie właściwie za każdy ukończony bieg otrzymuje się medal. Taki sam jaki dostanie reszta osób przekraczających metę bez względu na uzyskany czas, miejsce czy włożony wysiłek. Nie ważne, czy wynik jest dla nas tym najlepszym, przeciętnym, czy najgorszym. Wszyscy mamy to samo.


Doskonale pamiętam radość z uzyskania swojego pierwszego medalu. Nie liczył się wtedy czas. Tak naprawdę najważniejsze było to, że ukończę swoje pierwsze 15 km, a na mecie dostanę medal. Pierwszy, wyjątkowy i w nagrodę za włożony wysiłek - trofeum z ogromem wspomnień.

Wraz z upływem czasu i mojego rosnącego zainteresowania bieganiem do jednego medalu dołączał kolejny, później następny i następny, aż zaczęło brakować miejsca na wieszaku. Medal przykrywał poprzedni medal, ilość kurzu rosła, kolekcja się powiększała, a ja zaczęłam zauważać, że to wszystko robi większe wrażenie na znajomych niż na mnie.

Nie zrozumcie mnie źle, uwielbiam piękne medale. Najbardziej zachwycam się tymi kolorowymi (choć w Polsce ich niewiele) z wyróżniającym się projektem i niebanalną wstążką, ale.. jeśli bieg pójdzie po mojej myśli, to nie ważne czy wcześniej medal przypadł mi do gustu czy nie to w tej chwili i tak znaczy dla mnie najwięcej. Zresztą, działa to również w drugą stronę: nawet najpiękniejszy medal wyląduje na dnie pudła, gdy na trasie dałam ciała.

Biegiem na Bagry, Bełchatowska Piętnastka, Cracovia Maraton, Cracovia Halfmaraton, Zelowski Szus o Czółenko
EK FotoStudio
Warto też wspomnieć, że uwielbiam porządek. Zachwycam się minimalizmem, jasnymi przedmiotami i poukładanymi rzeczami, a wielka góra medali trochę się z tym kłóci. Dlatego na wieszaku zostawiłam tylko kilka medali mających dla mnie największe znaczenie, a pozostałe schowałam do ładnego pudełka. Nie było mi szkoda, a nawet odetchnęłam z ulgą. Z kolekcji 31 medali, zostawiłam 7 i nie miałam najmniejszego problemu z wyborem TYCH wyjątkowych. Teraz wystarczy jedno spojrzenie na dany medal, a w głowie pojawia się masa niesamowitych wspomnień...

A jak jest z Wami? Jakie znaczenie mają dla Was medale? Co z nimi robicie? 

Czytaj dalej

Podsumowanie miesiąca. Czerwiec 2016

Tak się cieszę, że już lipiec! Z niecierpliwością czekałam na niego, serio! Wierzę, że ten miesiąc przyniesie mi coś dobrego. Czerwiec tak jakoś od samego początku był nieułożony i nijaki. Brakowało mi w nim planu, systematyczności i chyba zwyczajnie na starcie zbyt szybko go skreśliłam. 



Przez pierwsze 8 dni czerwca nie robiłam nic, bo po prostu nie mogłam. Zwyczajne chodzenie sprawiało mi duży dyskomfort i ból. Po takiej przerwie miałam sporo energii, ale też motywacja gdzieś umknęła. Wpływ na to miał prawdopodobnie zbliżający się półmaraton we Wrocławiu wobec którego miałam jakieś tam plany, a dobrze wiedziałam, że bez treningów nic nie osiągnę. Ostatecznie i tak wyszłam na tym nieźle, bo mimo wszystko 4. Nocny Wrocław Półmaraton pobiegłam tylko 2 sekundy gorzej od życiówki. 

W czasie przerwy sporo czytałam o bieganiu i samych przygotowaniach do maratonu. Postanowiłam wprowadzić trochę zmian i ułożyć nowy plan treningowy, bo bez niego ciężko mi funkcjonować. Jednym z podstawowych założeń w nim jest zwiększenie tygodniowego kilometrażu, dorzucenie podbiegów, a także w miarę możliwości dołożenie kolejnego (5tego) biegowego dnia. Wierzę, że wyjdzie mi to na dobre.

Co prawda od czasu powrotu wybiegałam te 165 km w czerwcu, ale większość treningów odbyło się bez rewelacji. Po prostu coś tam biegałam dokładając kolejną cegiełkę do całości. Może za bardzo przyzwyczaiłam się do nowych rekordów, wspaniałych treningów i szybkich postępów, a trochę zapominając o tym, że w bieganiu trzeba być cierpliwym. 


Czerwiec mnie wiele nauczył, pozwolił wiele przeanalizować, podsumować i dzięki temu mogę ruszyć dalej z nową siłą i wiedzą. Na lipiec póki co nie mam jakichś większych planów poza realizacją obecnych treningów. Lipiec to mój ulubiony miesiąc i zrobię wszystko co w mojej mocy, aby taki pozostał! :)

PS. Zapraszam też Was na instagrama i snapchata (keepdreamsclose) (tam jestem nieco częściej).

Czytaj dalej