Cracovia Maraton - mój debiut

O tym, jak duże znaczenie w życiu biegacza ma ukończenie dystansu maratońskiego naczytałam i nasłuchałam się wiele, ale dopiero po przebiegnięciu Cracovia Maratonu zrozumiałam tak naprawdę dlaczego.


fot. M. Gałązka

Mój maraton był spełnieniem marzeń, po prostu. Czekałam na niego pół roku, przygotowywałam się, wykonywałam treningi raz z radością, a raz z niechęcią. Były momenty, że chciałam zrezygnować i miałam dosyć, ale i też takie, gdy najchętniej założyłabym buty i od razu pobiegła.

O swoim maratonie nie mogę powiedzieć złego słowa. Podczas biegu nawet przez myśl mi nie przeszły słowa "po co mi to" czy "mam już dosyć". Naprawdę było pięknie, nawet gdy ostatnie 7 km nieco odbiegało od mojej wspaniałej wizji. 

fot. T. Sipiera

Na Rynku byłam mniej więcej godzinę przed startem. To wystarczyło, by spokojnie się przebrać i przygotować do biegu. O sam biegu nie mam za wiele do powiedzenia, bo kilometry uciekały jak szalone, zupełnie nie myślałam o tym ile jeszcze zostało do mety, a każda mijana tabliczka oznaczająca kolejny kilometr była dla mnie miłym zaskoczeniem. 

Większość trasy biegłam z balonikami na 4:00, bo liczyłam na stałe równe tempo, aż do samej mety. Nie chciałam tez biec sama z uwagi na momentami silny wiatr w twarz. Niestety równego tempa nie było, a gdy na Błoniach tempo spadło do 6:00 przy 24 kilometrze postanowiłam zdać się już wyłącznie na siebie. Trochę żałuję, że nie zrobiłam tego wcześniej, ale na przyszłość będę wiedziała, by zaufać tylko sobie lub zorganizować sobie prywatnego pacemakera.

fot. R. Karon

Kolejne 10 km minęło mi równie szybko. Na 30 km miałam mniej więcej minutę zapasu, a zbiegając na Bulwary zorientowałam się też, że zgubiłam agrafkę trzymającą numerek. Prawdopodobnie machnęłam jakoś ręką i odskoczyła. Zmartwiłam się, bo przy większym wietrze trochę to przeszkadzało. Warto też wspomnieć, że w tym momencie przydałyby mi się słuchawki na uszy, bo z każdej strony słyszałam słowa "Teraz zaczyna się prawdziwy maraton", "Teraz będzie najgorzej", "Nie daj się ścianie" i wiele, wiele innych. Szkoda, że większość osób nie zdaje sobie sprawy, że wypowiadając takie słowa sami przyciągają ową ścianę do siebie.

W okolicach 32-33 km popełniłam błąd, który mógł mnie wiele kosztować. Słońce grzało coraz bardziej, robiło się gorąco, usta wysychały, a ja akurat zbliżałam się do kurtyny wodnej. Niepotrzebnie w nią wbiegłam. Organizm doznał chyba małego szoku, ubrania przykleiły się do ciała, a buty zrobiły się mokre. Przy pierwszym okrążeniu, ominęłam kurtynę i tym razem powinnam zrobić podobnie.

fot. R. Kułaga

Cała trasę piłam co 2,5 km, a co 10 km brałam żel. Dzięki czemu nie byłam odwodniona, a energetycznie czułam się naprawdę nieźle. Niestety po 34 km wyszły wszystkie popełnione wcześniej błędy. Pozostałą część trasy pokonałam już w zwolnionym tempie. Źle rozłożone siły i nasilające się zmęczenie sprawiło, że końcówka nie wyglądała tak jak pierwsze 34 km. Mimo to, ciesze się, że stało się to, co się stało. Dzięki temu, że dotarłam do końca jestem silniejsza. 

Przez 42 kilometry 195 metrów nie przeklęłam pod nosem ani razu, może chwilami biegłam bez uśmiechu na twarzy, ale nie miałam dosyć. W głębi duszy cieszyłam się. Maraton to coś niesamowitego, zwłaszcza na końcówce. To tutaj jest szansa zmierzyć się ze sobą, poznać magiczna moc wspierających ludzi i wreszcie na mecie poczuć ogromną satysfakcję.

Na prawdę ciężko mi opisać co czułam przekraczając metę Cracovia Maratonu. Satysfakcja i łzy szczęścia to mało. Mimo kilku popełnionych błędów, jestem szczęśliwa, że to zrobiłam i naprawdę chcę więcej! Teraz wiem, że maraton to nic strasznego. Dla mnie była to najpiękniejsza nagroda i wspomnienia, których nie zapomnę do końca życia.


Na koniec chciałam jeszcze podziękować za ogrom ciepłych słów od Was przed startem, na trasie, na mecie i w sieci. Bardzo się cieszę, że jesteście i dodajecie mi sił. Czuję to wsparcie i to ono niesie mnie nie tylko na biegach, ale też motywuje podczas przygotowań. Dziękuję!

Udostępnij ten post

20 komentarzy :

  1. Moja Droga, z całego serca raz jeszcze Ci gratuluję! Piękny wynik i pięknie, że pierwszy Maraton sprawił Ci aż tyle radości:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Olu! To naprawdę wspaniałe uczucie :)

      Usuń
  2. Serdecznie gratuluję! Piękna sprawa, piękna relacja i przede spełnione piękne marzenie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratuluję pięknego wyniku! Mamy podobne odczucia, już mam ochotę na kolejny start:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Widziałam - pięknie biegłaś!
    Gratuluję:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Gratuluję i życzę dalszych sukcesów.
    Ja też ostatnio biegłam w takim biegu, mimo, że nie zajęłam pierwszego miejsca to byłam mega dumna z siebie, że w ogóle dałam radę przebiec i nie zrezygnowałam. 28 maja mam zamiar pobiec w biegu organizowanym w Gdańsku tak zwanym biegu dla twardzieli, zapowiada się niezapomniana przygoda a dochód z biegu będzie przekazany na cele charytatywne więcej informacji jeśli chcecie to tutaj może ktoś się dołączy http://warriorsrun.com.pl/idea-biegu.html aaa i jeszcze dodam, że uczestnicy będą wykonywali takie zadania, jak kandydaci na członków jednostek specjalnych. Zadania przygotowują byli żołnierze GROM-u oraz weteranami z Afganistanu

    OdpowiedzUsuń
  6. Ogromne gratulacje. Maraton to niezwykłe wyzwanie, ale jednocześnie ogromna satysfakcja. CM był już moim piątym. Bardzo podobało mi się to, że z roku na rok jest coraz więcej kibiców.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to prawda... wszyscy byli zachwyceni ilością kibiców w tym roku ;D

      Usuń
  7. Widziałam Cię na trasie, Cracovia to też był mój debiut. Wspominam go przemiło, zwłaszcza, że "głowa nie pękła"- udało mi się 100% przebiec, chociaż czasami mogłoby być szybciej ;) Ale nadrzędny cel: przebiec i nie zaliczyć ściany- został zrealizowany w całości :) W wodę nie wskoczyłam, chociaż miałam wielką ochotę- w zamian co jakiś czas polewałam sobie kark wodą z kubka i pomagało.

    Pozdrawiam,
    Ewa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo! Gratuluję! Ponoć debiuty pamięta się do końca życia :)

      Usuń
  8. Gratuluję! Zrobiłaś to w pięknym stylu! :)
    Duma <3
    Olga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olga, nawet nie wiesz jak się cieszę, że Cię poznałam! :)

      Usuń
  9. Gratuluję!!! Piękny czas! Przeżycia podczas pierwszego maratonu miałyśmy podobne, też biegło mi się bardzo dobrze i nie miałam żadnych psychicznych załamań po drodze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciesze się, że tak było, bo podobno pierwszy maraton pamięta się do końca życia :D

      Usuń
  10. Był debiut i były miejsca na błędy. Teraz znając Ciebie jeszcze mocniej weźmiesz się do roboty ;-) Już mega jest z ciebie biegaczka (i dodam mądra biegaczka) a przede wszystkim MARATONKA!!!!!!! Brawo!!!!!!!! ;-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz! To dla mnie dodatkowa motywacja ;)