Podsumowanie miesiąca. Plany na kwiecień 2016

Bieganie, pierwsze wiosenne starty, poprawa wyników, nowy rekord życiowy i nawet miejsce na podium. Marzec był trochę szalonym miesiącem, zarówno pozytywnie jak i negatywnie. Kolejne 31 dni za mną i cały czas działam, bo jestem już dużo, dużo dalej niż jeszcze miesiąc, czy dwa temu. 


Marzec w skrócie:
- wybiegane 187 km
- poprawiony rekord na 10 km - 46:24
- pływanie raz w tygodniu
- gimnastyka, joga, a nawet rolki
- ponad 22 godziny poświęcone na aktywność fizyczną

ważniejsze treningi

Dwa starty tydzień po tygodniu pokazały mi, że to co robię ma sens. Postęp jest spory i czasem mnie samej jest ciężko uwierzyć, że jeszcze rok temu biegałam prawie 10 minut wolniej. 

W Myślenicach chciałam w pewnym sensie sprawdzić na czym stoję, a bieg w Zelowie miał to tylko potwierdzić. Udało się. Biegi skończyłam mocniejsza psychicznie, uzyskałam fajne wyniki, nową życiówkę na 10 km i pierwsze podium w kategorii. To wszystko odbiło się trochę na długich wybieganiach, choć te starałam się inaczej nadrabiać w tygodniu. Zaprzyjaźniłam się również z rolką i piłeczką do masażu. Po każdym treningu rozciągałam i rolowałam mięśnie. Przynosiło to ulgę i przyspieszało regenerację.

Gorszych chwil w miesiącu nie brakowało. Zdarzały się nieudane treningi, skończone trochę przed czasem, ale jest to po prostu normalne. Staram się nie patrzeć wstecz, tylko robić swoje.


Co w kwietniu?
Miesiąc zacznę półmaratonem w najbliższą niedzielę. Zupełnie go nie planowałam, ale trafił mi się szczęśliwy pakiet startowy i już w najbliższą niedzielę pobiegnę po raz pierwszy w Warszawie. Bardzo się cieszę, bo zawsze chciałam wybrać się na jakiś bieg do stolicy, a zwykle to odwlekałam.

Tydzień później czeka mnie jeszcze jedna połówka, na którą zapisałam się już dosyć dawno. Nie mam wobec niej szczególnych planów, więc będzie po prostu fajnym treningiem w ramach zawodów.

Przede mną ostatnie ważne treningi. Kwiecień to już finisz przygotowań do maratonu, a później już tylko dam z siebie wszystko. Nie mogę się już doczekać.

Udostępnij ten post

18 komentarzy :

  1. Szaleństwo, 46 min - 10 km? Mój rekord to 52 minuty. Życzę powodzenia w półmaratonie, pewnie zrobisz swoją życiówkę, będę trzymała mocno kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj w listopadzie miałam podobny czas na 10 km, więc wszystko przed Tobą ;)
      Przydadzą się kciuki :D

      Usuń
  2. to do zobaczenia w niedzielę :) na ile biegniesz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. planuję 1:45-1:50 w zależności od samopoczucia :)

      Usuń
  3. Przygotowania do maratonu za chwilę wejdą na ostatnią prostą. Super. Będę trzymał kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki wielkie! Wsparcie zawsze się przyda :D

      Usuń
  4. Wow, gratuluję imponującego marca i życzę powodzenia w biegu niedzielnym! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! A w niedzielę to nawet nie było tak źle :D

      Usuń
  5. ale aktywnie! jak zawsze dajesz czadu :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Miesiąc udany :-) Ja w tym miesiącu także życiówki na 10km i w półmaratonie. Trenujemy dalej na Kraków. Pozdrawiam Napibiega

    OdpowiedzUsuń
  7. Nic, tylko trzymać kciuki za dalsze poczynania. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Gratuluję Ci ogromnego progressu i świetnych wyników :) Trzymam kciuki za Twój dalszy rozwój biegowy i udanego kwietnia życzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i wzajemnie! Powodzenia w kwietniu! ;)

      Usuń
  9. Ja narazie zaczynam od 5 km w 30 min.brawo ! Od razu mam motywację by biegać więcej ;) zapraszam od razu na mój blog :
    be-health.blog.pl . Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz! To dla mnie dodatkowa motywacja ;)