Rób swoje - życiówki same przyjdą

Ostatnia sobota, to był chyba jeden z piękniejszych dni w tym roku. Wiosnę było już czuć na każdym kroku. Mój organizm chyba też to poczuł, bo z lekkością, zupełnie niespodziewanie wybiegałam sobie nowy parkrunowy rekord, który jeszcze kilka dni później poprawiłam.



W styczniu pisząc relację z Biegu Sylwestrowego cieszyłam się z nowego fajnego wyniku na 5 km (choć nieoficjalnego) i jednocześnie wiedziałam, że zbyt szybko tego wyniku nie poprawię, bo maraton, bo treningi, bo nie planuję startów wcześniej niż w marcu. 

Cały czas robiłam swoje. Co niedziela przykładałam się do długich niedzielnych wybiegań, w tygodniu dużo ćwiczyłam, rozciągałam się i rolowałam mięśnie. Powoli pojawiały się efekty wszystkich treningów tj. jak lepsza wytrzymałość, nieco szybsze tempo i mniejsze zmęczenie. Udało mi się nawet na treningu ponownie złamać 2h w półmaratonie, pobić rekord życiowy z Kielc na 10 km, a także przebiec 20 km w tempie zbliżonym do październikowego półmaratonu. 

fot. R. Kułaga

Zauważyłam, że forma poszła w górę, a tempo poniżej 5 min/km na dystansie 5 kilometrów nie sprawia mi już większego problemu. Treningi jakie wykonuje ułożone są pod maraton, ale widzę znaczącą poprawę również na krótszych dystansach. Doskonałym przykładem jest ostatni sobotni parkrun, kiedy to swój czas z grudnia poprawiłam o ponad 30 sekund zupełnie się wcześniej na to nie nastawiając. Na mecie cieszyłam się, ale nie była to TA radość. Wiedziałam, że nie jest to wynik na miarę moich możliwości. Nie było walki, oddychania uszami i bardzo wysokiego tętna. Zwyczajnie "wyszedł w praniu". Warto też dodać, że 3 dni później uzyskałam podobny rezultat na biegu ITMBWieczorem.


Może jeszcze nie do końca zdaję sobie sprawę ze swoich możliwości. Raczej nie ryzykuję, tylko powoli przesuwam granicę nie wychylając się za bardzo, stąd rekordy pojawiają się ostatnio dosyć często. Są tego plusy i minusy, ale może właśnie takie podejście uratuje mnie na maratonie. Tym postem chciałabym pokazać Wam, że wystarczy tylko spokojnie realizować swój plan, nie poddając się, a życiówki to właściwie tylko kwestia czasu :) 

Udostępnij ten post

28 komentarzy :

  1. Ja zauważyłam, że kiedy trenuję sama na siłowni to zdecydowanie mniej od siebie od siebie wymagam i wolniej przesuwam swoją granicę możliwości. Natomiast kiedy trenuję ze znajomym to on wymaga ode mnie więcej niż wydawałoby mi się, że mogę, a daję radę i jestem zdziwiona, że się da. Trzymam kciuki za sukcesy Kochana :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To też jest prawda. Dużo łatwiej uzyskać lepszy wynik rywalizując z kimś, niż samemu na treningu - zupełnie inna motywacja. Dziękuję! :)

      Usuń
  2. Dzięki za ten wpis :) Przez ostatnich parę miesięcy brakowało mi chociażby tych małych biegowych sukcesów, byłam ciągle na siebie zła, że na zawodach za szybko odpuszczam i nie udaje mi się osiągać dobrych wyników. Ale z perspektywy czasu stwierdzam, że po prostu zbyt mało przykładałam się do treningów, a przecież wyniki same się nie zrobią. Więc teraz będę sobie trenować, a co będzie to będzie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam kciuki, bądź dobrej myśli, a wyniki się pojawią :)

      Usuń
  3. Gratulacje oby tak dalej. :) ja bym chyba nawet 2 km nie przebiegła.:) małymi krokami do przodu.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niecały rok temu powiedziałabym to samo :)

      Usuń
  4. Poczekaj na eksplozję formy na miesiąc przed maratonem. Wtedy dopiero zaczyna się zabawa. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Dodatkowe treningi z ćwiczeniami uzupełniające bieganie są bardzo potrzebne. Widzę to po sobie, dołączyłem do swojego planu pod maraton 2 treningi z ćwiczeniami i zaczynam się mocniej czuć. Trenujemy dalej aby zdobyć ten cel - MARATON. Pozdrawiam i powodzenia w dalszych treningach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie mam tak samo :) Wiem, że robię jeszcze coś więcej niż tylko biegam, więc czuję się pewniej :)

      Usuń
  6. Jejku, jak świetnie, widzę że ostatnio sukces goni u Ciebie sukces, to wspaniałe, gratuluję!
    Robienie swojego, jak pokazuje Twój przykład, naprawdę działa:) I zobacz, biegasz tyle lat bez przerwy, i (tfu, tfu!) ,nadal bez kontuzji i cały czas masz z tego frajdę:) Super:)
    Raz jeszcze gratulacje, takie wypracowane sukcesy cieszą oko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kontuzje były, mniejsze czy większe, ale wyciągnęłam odpowiednie wnioski. Teraz wiem kiedy reagować i jak trenować, by ich nie było :)
      Dzięki wielkie Olu, to bardzo miłe co piszesz :)

      Usuń
  7. Powoli, powoli do celu ;-) Najbardziej Cię cenię za (niestety rzadko spotykane) "zdrowe" podejście. Spokojnie przygotowujesz się do maratonu, po drodze pokonując mnóstwo kilometrów i zawodów, a nie jak sporo osób rzucasz się na głęboką wodę, 42km w 3miesiące ;-P To się chwali ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bieganie nauczyło mnie cierpliwości. Nie ma sensu porywać się na coś, na co nie jestem gotowa. Teraz bardzo dobrze to wiem i zanim się na coś zdecyduję, przemyślę to trzy razy :)

      Usuń
  8. Ja się na szczęście uwolniłam od myśli "bij rekordy". Potem biegałam dla przyjemności i było super. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie właśnie takie bieganie sprawia prawdziwą frajdę i przynosi szczęście :)

      Usuń
  9. Super post. :-) Bardzo motywujący i inspirujący. :-) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. 5min/km WOW! :D Ja tak nie umiem jeszcze haha :D Przebiegnięcie 5km zajmuje mi około 35-40min ;) No ale ja też nie skupiam się na bieganiu, a na ciężarach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko to kwestia treningów. Ty skupiasz się na ciężarach, a mnie zależy na bieganiu i lepszych wynikach :D

      Usuń
  11. Wow, stałe tempo poniżej 5min, szacun.
    Biegam od 2 lat, ostatnio mniej regularnie, głównie dla przyjemności i pięknych widoków. Ale mam chęć lekko podkręcić tempo, bo póki co głownie stawiam na długie wybieganie z podbiegami i zero typowych interwałów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Interwały pomagają wypracować wytrzymałość szybkościową, czyli przyzwyczajają organizm do większych szybkości, więc jeśli wprowadzisz je do planu, na pewno podkręcisz tempo :)

      Usuń
  12. Super! Też się przymierzam do treningów. Chciałabym wystartować w półmaratonie, taki mój cel! ;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  13. piękny wynik :) super, rzeczywiście powiew wiosny zawsze jest taki motywujący i energetyczny :) u siebie też to zauważam i uwielbiam :) oby tylko tak dobre wyniki :) pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Rewelacyjny czas - gratuluje! Może kiedyś spotkamy się na zawodach :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz! To dla mnie dodatkowa motywacja ;)