30 km biegiem - to da się zrobić!

W przygotowaniach do maratonu ważne są długie wybiegania. Niektórzy je lekceważą, ale ja zapisując się na królewski dystans obiecałam, że sumiennie się do nich przyłożę. W ten sposób dam sobie w pewnym stopniu psychiczną pewność, że jestem w stanie to zrobić. 



Przez pierwsze miesiące planu treningowego przygotowywałam organizm do długich wybiegań, starając się robić minimum 20 km co niedzielę. Później stopniowo zwiększałam dystans dochodząc nawet do 25 km. Nie za każdym razem było łatwo, ale przecież nikt nie obiecywał, że tak będzie. Oczywiście z czasem było coraz lepiej, aż wreszcie przyszła pora na jeszcze więcej.

Moja pierwsza próba podejścia do zrobienia 30 km skończyła się po 7 kilometrze i powrocie do domu ze spuszczoną głową. Wtedy trochę zwątpiłam w swoje możliwości i w to, że przebiegnę maraton. Mimo to nie poddałam się. Wyciągnęłam wnioski i postanowiłam spróbować ponownie za kilka tygodni. 

Wybrałam konkretną niedzielę, dzień wcześniej zaplanowałam ciekawą, ale bezpieczną trasę, tak by ostatnie kilometry były już blisko domu. Kupiłam też pas z bidonem, aby nie krążyć wokół "punktu z wodą" i izotonik. Rano na godzinę-dwie przed biegiem zjadłam śniadanie, poinformowałam rodziców gdzie będę i kiedy wrócę, naładowałam telefon, zadbałam o odpowiedni ubiór, wzięłam słuchawki i wyszłam z domu.

Tempo jakie chciałam utrzymać to okolice 6:00 min/km w zależności od samopoczucia. Wszystko bez szarpania tempa, bo tego dnia najważniejsze były kilometry. Zwykle na długie biegi biorę też pulsometr, by później trochę rzeczy jeszcze przeanalizować, ale często wiąże się to u mnie z dodatkowym dyskomfortem i otarciami na klatce piersiowej, dlatego tym razem z niego zrezygnowałam. Uznałam, że pas z pełnym bidonem oraz saszetka na telefon to wystarczające obciążenie.

rozkład tempa

Podczas biegu piłam po kilka łyków co 5 km. Starałam nie przejmować się dystansem jaki mam do pokonania, tylko cieszyć z każdego minionego kilometra. Trasę specjalnie wybrałam tak, aby punkt kulminacyjny (Zbiornik Wodny) był w okolicach 16-17 km od domu, bo gdy już odbiegnę na tyle daleko to nie będzie mnie kusiło, by skrócić trasę. Głównym założeniem było przebiec cały dystans od A do Z. Wiedziałam, że gdy już się zatrzymam, to później nie ruszę dalej i nawet mimo ładnych widoków, duszy fotografa chcącej zatrzymać w kadrze każdą piękną chwilę, nie zrobiłam tego. Droga powrotna minęła mi już bardzo szybko. Siły faktycznie rozłożyłam na tyle dobrze, by cały czas utrzymywać podobne tempo. Dopiero przy 25 kilometrze poczułam niepokój, bo wkraczałam w nieznane. Nigdy nie przebiegłam więcej, stąd pojawiły się obawy, ale było naprawdę dobrze - zrobiłam to! Zatrzymałam się, załapałam oddech i pomyślałam "Kurcze, to da się zrobić!".


Jestem zdania, że 30 kilometrowy bieg podczas przygotowań, to jedno z ważniejszych wyzwań, któremu powinien sprostać każdy przyszły maratończyk i naprawdę warto się do tego odpowiednio wcześniej przygotować (treningowo i psychicznie). Przez te 30 kilometrów bolało mnie chyba wszystko, ale ból szybko mijał i po chwili znów było dobrze. Jedyny prawdziwy dyskomfort jaki odczuwałam to odciski. Po 20 kilometrze miałam ich już naprawdę mnóstwo, ale starałam się o tym nie myśleć i aby zająć czymś myśli słuchałam muzyki. Cały czas biegłam przed siebie, co jakiś czas kontrolowałam tempo, liczyłam kilometry do kolejnego "punktu z wodą" i.. uśmiechałam się. Serio! Pozytywne nastawienie i wiara w to, że się uda w moim przypadku była bardzo ważna. Teraz wiem, że wystarczy odpowiednio trenować, uwierzyć, że to wszystko jest zrobienia i po prostu zrobić to. Powtórzę to już pewnie któryś raz, ale serio, nie ma rzeczy niemożliwych, jeśli się czegoś bardzo chce :)

Udostępnij ten post

33 komentarze :

  1. Wow, szacunek :) Mój rekord to 18km przed sezonem chorobowym, na maj planuje 20.. ale nie trenuję do żadnych zawodów, realizuje plan bo lubię obmyślić wszystko wcześniej. Powodzenia w dalszych przygotowaniach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie zawody to największa motywacja do treningów, dlatego bardzo Cię podziwiam! :)

      Usuń
  2. Gratulacje:) Co do biegania takich dystansów przed maratonem, to nie końca prawda. To duże obciążenie dla organizmu, które poza aspektami psychicznymi niewiele wnosi do treningu. Na zawodach to zupełnie inna bajka więc przed maratonem już lepiej nie powtarzaj takiego treningu.
    Tak czy inaczej podziwiam w Twoim podejściu rozsądek, którego tak bardzo brakuje dzisiaj biegaczom amatorom.
    Powodzenia!:)
    K.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Większych głupot nie czytałem. Obciąża? Chyba jedynie męczy. Takich treningów nie jest dużo a są potrzebne. Polecam poczytać literaturę i popatrzeć jak trenują ludzie, którzy mają dobre wyniki.

      Usuń
    2. Kasiu, myślę, że są różne szkoły i różne podejścia. Większość planów treningowych przygotowujących do maratonu zawiera 30 kilometrowe wybiegania (czasem nawet dłuższe), raczej nie bez powodu.

      Ufam w 100% osobie, która mnie przygotowuje do maratonu i wierzę, że takie treningi mają sens. Dodam, że po biegu nie czułam się jakoś specjalnie wymęczona, gdyby nie odciski byłoby naprawdę dobrze. Kolejnego dnia mogłam normalnie realizować swój trening, a w czwartek bez problemu zrobiłam trening szybkościowy. Minął tydzień, a ja jestem wciąż w dobrej formie :)

      Usuń
  3. Wielkie brawa! 30 km to jest coś :D możesz być z siebie dumna :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Gratuluję Kochana! Wszystko da się zrobić, trzeba tylko chcieć. ;)
    Masz piękne czasy kilometrowe, aż zazdroszczę, bo ja takich na 5 km nie mam. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, wiesz? Jeszcze rok temu nie byłabym w stanie uwierzyć, że kiedyś pobiegnę tak 30 kilometrów :D

      Usuń
  5. Brawo!! Ja także wczoraj pierwszy raz uporałem się z 30 km. Nie było tak źle, jeszcze trochę czasu do maratonu wiec jestem dobrej myśli. POWODZENIA

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozytywne nastawienie przede wszystkim! :)

      Usuń
  6. No pięknie! I jaki ładny czas :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Na pewno są różne szkoły i dziękuję za Twoja normalna odpowiedz:))Co do komentarza Mateusza,to napiszę tylko tyle,że przez tego typu autorytatywne i nieuprzejme wypowiedzi w ogóle odechciewa się cokolwiek komentować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy okazji Twojego komentarza, przejrzałam trochę literatury i poszperałam po Internecie, faktycznie wiele osób odradza biegi dłuższe niż 150 minut, choć wydaje mi się, że wszystko zależy też od organizmu i jego możliwości regeneracji. Dla mnie 30 km bieg był bardzo ważnym etapem treningu i chętnie go jeszcze choć raz powtórzę przed maratonem :)

      Usuń
  8. Fajne równe tempo. Pomyślałaś pod koniec treningu, że do maratonu brakowałoby już tylko 12 km? Masz racje, to da się zrobić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pod koniec treniengu? Nie.. dopiero jak już leżałam na łóżku z czekoladą w ręku :D

      Usuń
    2. Niech zgadnę - zjadłaś całą? ;)

      Usuń
  9. Wszystko da się zrobić, bo ten nasz strach i upór siedzi tylko w głowie ;-) Pięknie ;-) Gratulacje pierwszej trzydziestki ;-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jestem pod wrażeniem! Wszystko to co napisałaś nabiera dla mnie nowego wymiaru bo przygotowuję się do półmaratonu i dla mnie odpowiednikiem Twoich 30 km jest 18, które mam zaplanowane na dwa tygodnie przed startem :) Pozdrawiam i życzę powodzenia :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci szczerze, że kiedyś podobnie myślałam czytając przygotowania innych do maratonu. Doszukiwałam się właśnie inspiracji w swojej drodze do połówki. Trzymam kciuki za Ciebie! :)

      Usuń
  11. Odpowiedzi
    1. Oj, nie takie trudne jak się okazuje :) Dziękuję ;)

      Usuń
  12. Wielkie rzeczy się dzieją i chociaż podglądam po cichu i anonimowo to wyjść z podziwu nie mogę!
    Jesteś wielką motywacją - jesteś wytrwała i zawsze masz mnóstwo energii żeby się nią podzielić z innymi. Niezmiernie przyjemnie jest obserwować Twoje postępy i czerpać z nich pozytywne wibracje.
    Nie pozostanie mi nic innego jak tylko zobaczyć na Cracovii Twoje plecy! :)
    To będzie zajebisty maraton! :)
    Pozdrawiam ciepło, Olga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przede wszystkim bardzo się ciesze, że tutaj zaglądasz. Brakuje mi Ciebie w blogosferze, bo kto jak kto, ale to właśnie Ty baaardzo mnie inspirowałaś :)
      Po cichu liczę, że spotkamy się na CM choć na chwilkę!

      Usuń
  13. O jejku! 30km? Podziwiam Cię i gratuluję! Dla mnie 10km wydaje się być poza moim zasięgiem :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Gratulacje! Piękny dystans :) Mnie też czeka przed-maratońskie 30 km i nie mogę się już doczekać.
    Mam pytanie - jak wyglądało z baterią w Twoim garminie po tym prawie 3-godzinnym biegu? Pamiętasz ile procent zostało? Mam ten sam model i zastanawiam się, jak zachowa się właśnie na maratonie i czy jest sens wyłączać pikanie i wibracje, żeby dłużej podtrzymać go przy życiu :)
    P.S. Gratuluję też nowej życiówki na 10K, widziałam zdjęcie na instagramie, jesteś po prostu genialna! :) Mocno trzymam kciuki za Twoje kolejne sukcesy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego co pamiętam baterii było jeszcze sporo. Zawsze mam włączone wibracje (dźwięku nie używam) i nigdy nie miałam problemu z rozładowującym się zegarkiem, więc myślę nie ma sensu się bać. Wystarczy tylko naładować do 100% zegarek i powinno być okej.

      Bardzo mi miło, że mi kibicujesz :) To wszystko kwestia odpowiednich treningów, wiary i chęci :) Dzięki! :)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz! To dla mnie dodatkowa motywacja ;)