Myszka Minnie na Krakowskim Biegu Sylwestrowym

Co roku oglądałam zdjęcia z Biegu Sylwestrowego i co roku z zazdrością spoglądałam na piękne stroje i wszechobecny sylwestrowy nastrój. Postanowiłam, że skoro mam już okazję w nim wziąć udział to chciałabym pożegnać Stary Rok w jakimś przebraniu.



Jako, że właściwie to był mój pierwszy bieg na 5 km po utwardzonych ścieżkach, z pomiarem czasu i medalem na mecie to pomyślałam sobie, że będzie świetną okazją by się pościgać. Tłum biegaczy, hejnał, po nim wystrzał ze startera, Rynek, krakowskie Planty, kibice na trasie (oj mają moc) i róża na mecie to dobra motywacja, aby wykrzesać z siebie jeszcze więcej. 

Biorąc pod uwagę przebranie bardzo zależało mi, aby mój strój nie krepował ruchów, był prosty w wykonaniu i łatwy w rozpoznaniu. Po kilku godzinach szukania, kompletowania, przerabiania i sprawdzania stroju udało mi się zostać na kilka godzin Myszką Minnie.


To był mroźny, choć słoneczny dzień. Tym razem wyjątkowo nie stresowałam się samym startem, tylko tym, że strój nie wypali. Bałam się, że opaska do której przymocowane zostały uszy wraz z kokardką nie pozwoli mi na (szybki) bieg, spadnie w trakcie, albo będzie się przesuwać. Na szczęście już podczas rozgrzewki okazało się, że wszystko gra, więc stojąc na starcie byłam o to spokojna. 

Plan na ten bieg był bardzo prosty - biec od startu do mety ile tylko sił w nogach. Tak właściwie nie miałam nic do stracenia. Wiedziałam, że jeśli się nie uda, to okazji na poprawę wyniku na biegach parkrun będę miała jeszcze mnóstwo, ale mimo wszystko spróbować zawsze warto. Jak się okazało, takie podejście zdało egzamin w 100%. Po pierwszy raz w życiu biegłam tak szybko, że nie mogłam uwierzyć w to, co na ekranie pokazuje mi zegarek i co najważniejsze, czułam się naprawdę dobrze. Co jakiś czas słyszałam przemiłe słowa od kibiców w moim kierunku, które dodawały sił, a słodkie głosiki dzieci krzyczących "Mamo, mamo! Patrz Minnie biegnie" mimowolnie wywoływały uśmiech na twarzy. 


Bieg Sylwestrowy był jednym z fajniejszych biegów w jakich brałam udział. Cieszę się, że z niego nie zrezygnowałam. Metę przekroczyłam uzyskując swój najlepszy dotychczasowy wynik na 5 kilometrów (23:14) i śmieję się, że to właśnie strój Myszki Minnie dodał mi mocy. To był piękny dzień, nie tylko ze względu na rezultat jaki osiągnęłam, ale ogólna atmosfera sprawiła, że lepszego końca roku nie mogłam sobie wyobrazić. 

trener też spisał się na medal, a już niedługo złamie 19 minut, wierzę w to!

fot. Jarosław Piszczek, Ryszard Kułaga 

Udostępnij ten post

14 komentarzy :

  1. Ale cudnie wyglądałaś ;-) i gołe łydki!!!! brrrrrr ;-) brawo za wynik ;) z Nowego Roku jest moc ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Aniu! :* A powiem Ci nawet, że było mi ciepło mimo kilku stopni na minusie :D

      Usuń
  2. Gratulacje! Zazdroszczę wyniku :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale uroczo wyglądałaś! :D
    I przede wszystkim gratuluję wyniku. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja nie wiem czy strój Myszki dodał Ci mocy. Ta kokarda wydaje się być dość duża. Na pewno zwiększyła opór powietrza ;)
    Gratuluję nowej zyciówki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę pewnie tak, ale warto też wziąć pod uwagę kibiców, którzy bardzo pozytywnie reagowali na mój strój, co dodawało baaardzo dużo mocy :) Dziękuję!

      Usuń
  5. Ślicznie wyglądałaś :) Gratuluję wyniku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Przebranie na bieg sylwestrowy to był świetny pomysł :D

      Usuń
  6. Przepięknie wyglądałaś! Super pomysł i realizacja!
    Ostatnio noszę się z zamiarem startu w jakimś biegu. Miałam w zeszłym roku brać udział w półmaratonie, bo forma mi na to pozwalała, ale niestety ciąża i komplikacje uniemożliwiły start (mimo wykupionego pakietu), w tym miesiącu wracam do treningów!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Trzymam kciuki za Twój powrót! Półmaratony dają się lubić :)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz! To dla mnie dodatkowa motywacja ;)