Rest day czyli regeneracja

Bywają dni, a nawet tygodnie, gdy nie narzekamy na brak motywacji czy chęci do działania. Wtedy najczęściej wciskamy w swój plan treningowy jak najwięcej aktywności fizycznej, bo wciąż nam mało, a zapominamy o jakże istotnej rzeczy jaką jest regeneracja.


Running Girl

Dobrze ułożony plan oprócz dni typowo treningowych powinien zawierać też dni poświęcone na regenerację. Przy moich 4 dniach biegowych i minimum dwóch z treningami uzupełniającymi, zawsze jeden, a zdarza się nawet, że dwa dni w tygodniu poświęcam właśnie na odpoczynek.

Są również sytuacje w których po prostu odpuszczam, bo jestem bardzo zmęczona. Organizm woła o przerwę, więc mu ją daję. Nauczona doświadczeniem, nie chcę robić już niczego na siłę. Myślę, że już dosyć dobrze poznałam swój organizm i wolę reagować wcześniej, dzięki czemu cały czas mogę się cieszyć aktywnością fizyczną.

Jak wygląda mój REST DAY?

SEN - to własnie on jest podstawą regeneracji. Wystarczająca ilość snu (w moim przypadku minimum 7h) pozwala mięśniom odpocząć i zresetować umysł. Dla mnie sen jest priorytetem i staram się tego nie zaniedbywać. W dni odpoczynku zwracam na to szczególną uwagę.

AKTYWNOŚĆ - rest day wcale nie musi oznaczać leżenia cały dzień na kanapie (choć oczywiście może), ale warto spróbować aktywnego odpoczynku. Niektórzy praktykują biegi regeneracyjne, ja zdecydowanie bardziej wolę spacer, relaksującą jogę czy spokojną jazdę na rolkach. Dobór aktywności, która może urozmaicić dzień wolny zależy najczęściej od poziomu sprawności fizycznej.


Warto słuchać swojego organizmu i szybko reagować. Wiem, że trening jest bardzo ważny, ale brak równowagi pomiędzy regeneracją, a treningiem raczej nie może skończyć się dobrze. W końcu ostatnią rzeczą jakiej chcemy jest przetrenowanie i/lub kontuzje/urazy.

Czytaj dalej

Snowboard - na stokach Chopoka

Latem w górach bywam rzadko. Owszem, widoki robią wrażenie, ale samo chodzenie nie sprawia mi jakiejś szczególnej radości. Kocham morze, wodę i zwykle tam się kieruję, gdy jest ciepło. Zimą natomiast mogłabym w górach zamieszkać, a każdą wolną chwilę spędzać na stoku jeżdżąc na snowboardzie.



Tegoroczny sezon narciarsko-snowboardowy rozpoczęłam na stokach w Słowacji. Wybierając Jasną Chopok kierowaliśmy się tym, o co w Polsce wciąż niestety trudno. Duża ilość dostępnych tras, ich długość, różnorodność terenu i brak lub niewielkie kolejki do wyciągów.

Chopok jest bardzo rozbudowanym i nowoczesnym ośrodkiem narciarskim. Znajdziemy tam ponad 40 km tras zjazdowych o różnych poziomach trudności, a także strefy freeride dla miłośników adrenaliny.

Na snowboard wybraliśmy się w pierwszym tygodniu stycznia. Prognozy zapowiadały duże opady śniegu, które niestety się nie sprawdziły, ale mimo to, nie chcąc zmieniać planów, pojechaliśmy na Słowację nastawiając się na świetną zabawę.


Jako, że ośrodek jest naprawdę spory, to pierwszy dzień poświęciliśmy na "rozpoznanie terenu". Przejechałam trasy o różnych poziomach trudności od niebieskich po czarne, wjechałam gondolą na szczyt góry Chopok, skąd widoki robiły ogromne wrażenie, ale późniejszy zjazd czarną trasą nie należał już do najprzyjemniejszych.  Tego dnia wywróciłam się tyle razy, że po 4 godzinach miałam już kompletnie dosyć. Oprócz tego, że organizm nie był przyzwyczajony do takiego wysiłku, to głównym powodem niezadowolenia była niewielka ilość naturalnego śniegu, przez co właściwie każdy upadek kończył się bardzo boleśnie.


Drugiego i trzeciego dnia wiedziałam już po jakich stokach chcę jeździć. Wybrałam ulubione trasy i tak spędziłam kolejne dni zjeżdżając głównie niebieskimi i czerwonymi szlakami. Upadków było zdecydowanie mniej, a prędkość i przyjemność z jazdy coraz większa.

mapka Chopok stok
trasy zjazdowe Chopok

Ośrodek Jasna - Chopok Niskie Tatry to świetne miejsce na zimowy wypad. Duża dostępność tras i bardzo dobrze zorganizowana infrastruktura narciarska sprawia, że zarówno początkujący jak i zaawansowani snowboardziści i narciarze znajdą coś dla siebie. Kolejek do wyciągów praktycznie nie ma, a jeśli są, to czekanie zajmuje maksymalnie 5 minut. Warto pamiętać, że na Słowacji wyciągi czynne są od 8:30- 15:30 ze względu na brak sztucznego oświetlenia na stokach (na Chopoku tylko dwie trasy są oświetlone).


Z chęcią wrócę do Jasnej, bo jest to miejsce, gdzie można poszusować do woli, nacieszyć się widokami i zdobyć nowe umiejętności. Co prawda ceny są dużo wyższe niż w Polsce, ale mając do wyboru krótkie trasy i oczekiwanie 15-20 min w kolejkach na wyciąg, a ciągła jazdę po urozmaiconych ścieżkach, wybieram Słowację. Dodam jeszcze, że planując taki wyjazd warto mimo wszystko poczekać na prawdziwą śnieżną zimę, tak aby każdy ewentualny upadek kończył się w miękkim puchu, a radość z jazdy była jeszcze większa.
Czytaj dalej

A w 2016...

Początek roku to poza podsumowaniem całego minionego roku również czas na planowanie. Plany na 2016 powoli układam sobie w głowie. Lubię to robić, dla mnie to coś jak robienie porządków, tylko nie w mieszkaniu, a w życiu.



Rok temu wyznaczyłam sobie 7 punktów, które chciałabym zrealizować w 2015. Część wykonałam, a części nie. Nie żałuję, bo to były tylko punkty wyznaczające drogę. Z czasem niektóre stały się ważniejsze, a inne mniej. Cały czas skupiałam się na tym, na czym chciałam, wyznaczając priorytety. W ten sposób osiągnęłam to, co sobie wcześniej zaplanowałam.

W tym roku do planowania podchodzę nieco inaczej. Postanowiłam wyznaczyć dwa najważniejsze kierunki pod którymi na bieżąco dopasowywać będę swoje mniejsze lub większe cele w zależności od okoliczności. Taki system powinien się sprawdzić, a ja każdego dnia będę wiedziała do czego dążę.


Na czym się skupię w 2016 roku?


MARATON - do maja to właśnie on będzie zaprzątał mi głowę, zrobię wszystko co w mojej mocy, by przygotować się odpowiednio



FOTOGRAFIA - praca bardzo pomaga mi realizować i rozwijać te umiejętności, ale chcę by aparat częściej towarzyszył mi również w czasie wolnym


To są dwa najważniejsze punkty. Jestem przekonana, że nie stracą na ważności i cały rok będą mi towarzyszyć, a co się w między czasie wydarzy... będę informować na bieżąco.
Czytaj dalej

Myszka Minnie na Krakowskim Biegu Sylwestrowym

Co roku oglądałam zdjęcia z Biegu Sylwestrowego i co roku z zazdrością spoglądałam na piękne stroje i wszechobecny sylwestrowy nastrój. Postanowiłam, że skoro mam już okazję w nim wziąć udział to chciałabym pożegnać Stary Rok w jakimś przebraniu.



Jako, że właściwie to był mój pierwszy bieg na 5 km po utwardzonych ścieżkach, z pomiarem czasu i medalem na mecie to pomyślałam sobie, że będzie świetną okazją by się pościgać. Tłum biegaczy, hejnał, po nim wystrzał ze startera, Rynek, krakowskie Planty, kibice na trasie (oj mają moc) i róża na mecie to dobra motywacja, aby wykrzesać z siebie jeszcze więcej. 

Biorąc pod uwagę przebranie bardzo zależało mi, aby mój strój nie krepował ruchów, był prosty w wykonaniu i łatwy w rozpoznaniu. Po kilku godzinach szukania, kompletowania, przerabiania i sprawdzania stroju udało mi się zostać na kilka godzin Myszką Minnie.


To był mroźny, choć słoneczny dzień. Tym razem wyjątkowo nie stresowałam się samym startem, tylko tym, że strój nie wypali. Bałam się, że opaska do której przymocowane zostały uszy wraz z kokardką nie pozwoli mi na (szybki) bieg, spadnie w trakcie, albo będzie się przesuwać. Na szczęście już podczas rozgrzewki okazało się, że wszystko gra, więc stojąc na starcie byłam o to spokojna. 

Plan na ten bieg był bardzo prosty - biec od startu do mety ile tylko sił w nogach. Tak właściwie nie miałam nic do stracenia. Wiedziałam, że jeśli się nie uda, to okazji na poprawę wyniku na biegach parkrun będę miała jeszcze mnóstwo, ale mimo wszystko spróbować zawsze warto. Jak się okazało, takie podejście zdało egzamin w 100%. Po pierwszy raz w życiu biegłam tak szybko, że nie mogłam uwierzyć w to, co na ekranie pokazuje mi zegarek i co najważniejsze, czułam się naprawdę dobrze. Co jakiś czas słyszałam przemiłe słowa od kibiców w moim kierunku, które dodawały sił, a słodkie głosiki dzieci krzyczących "Mamo, mamo! Patrz Minnie biegnie" mimowolnie wywoływały uśmiech na twarzy. 


Bieg Sylwestrowy był jednym z fajniejszych biegów w jakich brałam udział. Cieszę się, że z niego nie zrezygnowałam. Metę przekroczyłam uzyskując swój najlepszy dotychczasowy wynik na 5 kilometrów (23:14) i śmieję się, że to właśnie strój Myszki Minnie dodał mi mocy. To był piękny dzień, nie tylko ze względu na rezultat jaki osiągnęłam, ale ogólna atmosfera sprawiła, że lepszego końca roku nie mogłam sobie wyobrazić. 

trener też spisał się na medal, a już niedługo złamie 19 minut, wierzę w to!

fot. Jarosław Piszczek, Ryszard Kułaga 
Czytaj dalej