#50 Biegów Parkrun - jubileuszowy sukces

Uśmiecham się, gdy wspominam swój pierwszy krakowski parkrun i to przez ile tygodni zwlekałam zanim po raz pierwszy pojawiłam się starcie. To było ponad 2 lata temu, a całkiem niedawno (bo w ubiegłą sobotę) ukończyłam już swój 50 bieg. 


ITMBW
#50 bieg i w nagrodę rekord życiowy!

Parkrun był właściwie moim pierwszym biegiem z pomiarem czasu i największe obawy jakie miałam to takie, że nie przebiegnę 5 kilometrów mimo, że na treningach robiłam to już wielokrotnie. Oczywiście niepotrzebnie się bałam, bo sam bieg był bardzo udany, a atmosfera krakowskiego parkrun tak mi się spodobała, że zostałam już na stałe. 

Podczas tych #50 biegów przeżywałam lepsze i gorsze chwile. Bywały wzloty i upadki. Raz byłam w formie, a raz na dnie, ale mimo wszystko prawie każdy parkrun wspominam dobrze. 

W ciągu ostatnich dwóch lat poprawiłam znacznie swoje wyniki, przebiłam wiele rekordów życiowych, nauczyłam się biegać szybciej i oswoiłam ze startami. Jeszcze całkiem niedawno tempo poniżej 6 min/km było wyzwaniem, a dzięki biegom parkrun stopniowo przesuwałam tę granicę. Pamiętam też jak bardzo marzyłam o zrobieniu 5 kilometrów poniżej 25 minut. Przez ponad rok nie mogłam przekroczyć tej granicy, aż wreszcie ruszyło i w ostatnią sobotę (chyba w nagrodę za te 50 biegów) pękło nawet 24.

parkrun

Przy okazji sobotnich spotkań poznałam wiele wspaniałych osób o podobnych zainteresowaniach. Z wieloma z nich utrzymuję kontakt, wymieniam doświadczenia, biegam i spotykam się. Teraz przychodząc na krakowskie błonia w sobotni poranek czuję się jak w domu. Znajome twarze, uśmiechy i dużo pozytywnej energii unoszącej się wokół.  Parkrun wpisałam już na stałe w swój plan treningowy i często zdarza się nawet tak, że opóźniam weekendowe wyjazdy do domu, by móc przebiec poranne 5 km. 

parkrun

O tym, że warto przychodzić na parkrun nie muszę już chyba wspominać, bo po takiej ilości biegów w jakich wzięłam udział to chyba oczywiste, że warto. Wszystkich serdecznie zachęcam do brania udziału i całym sercem polecam  krakowską lokalizację. Mamy szybką trasę, dokładnie wymierzoną, wspaniałą atmosferę, a na mecie jest nawet czym ugasić pragnienie. Całokształt tworzymy my, ale dużą zasługę mają również koordynatorzy i wolontariusze. Bez nich parkrun by nie istniał.

Parkrun

Często zastanawiam się jak wyglądają trasy i atmosfera parkrun w innych miejscach w Polsce czy na świecie. Do tej pory udało mi się odwiedzić jedynie Highbury Fields w Londynie, ale powoli układam swoją małą listę z kolejnymi lokalizacjami które też chciałabym odwiedzić... :)

fot. A. Łapczuk-Krygier, Richie Krk, A. Golec, fb.com/parkrunkrakow

Udostępnij ten post

8 komentarzy :

  1. To jest aż dziwne, że na parkrun Kraków zaczęłaś przychodzić wcześniej niż ja :D no nic... życzę Ci kolejnej 50! i nie opuszczaj tylu biegów! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz! :D Przyszłabym jeszcze wcześniej, gdybym się tak długo nie zastanawiała :)

      Usuń
  2. Piękny wynik 50 parkrunów ;-) Ogromne gratulacje ;-) Jesteś przykładem biegowego pracusia w realizacji swoich celi ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi to czytać, aż w sumie ciężko uwierzyć, że już 50 się uzbierało :D

      Usuń
  3. Jaki okrągły wynik! Gratuluję! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, za 50 biegów nagrodą jest koszulka :))

      Usuń
  4. 50 parkrun? Pięknie! Mi brakuje jeszcze 13, aby zdobyć 50tkę :P Myślę, że w tym roku uda mi się to osiągnąć, ponieważ nie wyobrażam sobie soboty bez parkrun :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam szczerze, że ja również. Jak sobota, to musi być parkrun :D Teraz czekam na koszulkę ;)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz! To dla mnie dodatkowa motywacja ;)