To się działo naprawdę - mój 2015 rok

Z uśmiechem spoglądam wstecz i wspominam minione 12 miesięcy. Wydarzyło się tak wiele, że nie sposób wszystko spamiętać, jednak najważniejsze fakty są wciąż żywe.



Rok 2015 nie rozpoczął się szczęśliwie. Ból w paśmie biodrowo-piszczelowym nie pozwalał mi normalnie trenować i dopiero pod koniec stycznia mogłam wrócić do biegania. Kontuzja pozwoliła mi wyciągnąć ważne wnioski i dała nieco inne spojrzenie na bieganie.

Zaczynałam praktycznie od zera, ale z innym myśleniem. Wtedy jeszcze tempo poniżej 6 minut na kilometr było dla mnie ogromnym wysiłkiem. Mimo, że miałam świadomość, że kiedyś biegałam szybciej, to cieszyłam się, bo nie musiałam już przerywać biegu marszem.

Prawie miesiąc przerwy bardzo pozytywnie wpłynął na moje myślenie. Zaczęłam bieganie postrzegać nieco inaczej. To był ten czas, gdy bieganie dla samego biegania przestało mi już wystarczać i zapragnęłam  być w tym coraz lepsza.

W między czasie podjęłam też współpracę z Mateuszem. Chciałam, by ktoś miał wgląd w moje treningi, potrzebowałam konsultacji, rady i odpowiedniego wsparcia. Taki układ daje mi dużą motywację i jak się okazuje skutki są bardzo pozytywne. Bardzo dużo mu zawdzięczam.

W 2015 roku startów nie brakowało, ale jest tylko kilka takich, które zapamiętam na długo:


- Półmaraton Marzanny był  moim pierwszym startem w tym roku i jednym z najważniejszych. Mimo, że nie poprawiłam rekordu życiowego, to poprawiłam swoją pewność siebie. Ten start, dał mi ogromną nadzieję na przyszłość.

- Kwietniowy Bieg Nocny to kolejny i tym samym ostatni najważniejszy wiosenny start. Wreszcie coś ruszyło, pobiegłam szybciej niż zwykle, poprawiłam swój czas na 10 km i uświadomiłam sobie, że mogę naprawdę wiele osiągnąć.

- II Cracovia Półmaraton Królewski - największym marzeniem roku 2015 było złamanie dwóch godzin w półmaratonie. Ciągle to nade mną wisiało i bardzo ciężko było mi uwierzyć, że to zrobię. Mimo wszystko nie poddawałam się i już w maju zaczęłam walczyć o swoje. Dzielnie trenowałam przez kolejne miesiące i stopniowo, im bliżej półmaratonu, tym więcej się działo. Zaczynałam biegać coraz szybciej, z większą lekkością i mniejszą zadyszką. Poprawiałam swoje oficjalne i nieoficjalne rekordy, złamałam 25 minut na 5 km, a stojąc na starcie 24 października byłam pewna swego. Spełniłam największe marzenie 2015 roku przekraczając metę z wynikiem 1h:57m:10s.

Kolejne miesiące, to kolejne sukcesy. Nakręciłam się. Nie chciałam zwalniać.

- Na kieleckim Biegu Niepodległości zrobiłam życiówkę na 10 km, którą nieoficjalnie poprawiłam podczas Bełchatowskiej Piętnastki, łamiąc prawie 50 minut na dyszkę.

- Piątki również były dla mnie szczęśliwe. Od listopada regularnie na Biegach Parkrun urywałam kolejne sekundy, osiągając do tej pory najlepszy czas 23m:43s.

Sezon jesienny dał mi ogrom motywacji i jeszcze więcej radości. Dał też świadomość, że jestem w stanie biegać szybciej, mogę przełamywać bariery, a niemożliwe nie istnieje, jeśli tylko włoży się w to odpowiednio dużo serca i wysiłku.


Poza bieganiem pokochałam snowboard i slalom na rolkach. Uświadomiłam sobie jak ważne są treningi uzupełniające, rozciąganie i odpowiednia rozgrzewka. Nauczyłam się odpowiednio trenować i słuchać swojego organizmu. 2015 był dla mnie szczęśliwy, pozwolił spojrzeć na wiele rzeczy z innej perspektywy, nauczył wyciągać wnioski i przekraczać granice. Jestem dobrej myśli i z uśmiechem patrzę na kolejne 12 miesięcy.

Czytaj dalej

6 rzeczy, których nauczyło mnie bieganie

Bieganie nauczyło mnie wielu rzeczy. Nie sposób je wszystkie od razu wymienić, dlatego dziś skupię się na sześciu - dla mnie najważniejszych.



  1. Cierpliwość - dobrze wiem, że nie ma dróg na skróty, a efekty przyjdą z czasem. Raz jest pod górkę, ale później zawsze jest lżej. W chwilach, gdy coś idzie nie po mojej myśli nie poddaję się tylko szukam rozwiązania, podnoszę się i ruszam dalej.

  2. Regeneracja - organizm to nie maszyna, potrzebuje paliwa i regeneracji. Nie da się zrobić dobrego treningu na głodzie, tak samo, jak nie da się efektywnie biegać przy 4-5 godzinach snu.

  3. Liczę się Ja - oglądanie się na innych do niczego mnie nie zaprowadzi. Każdy jest inny, ma inny cel i inny organizm. Jeśli mam do kogoś się porównywać, to tylko do siebie.

  4. Organizacja czasu - trochę to trwało nim się jej nauczyłam, ale przyszło z czasem. Teraz nie mam problemu z pogodzeniem treningów, pracy i życia prywatnego. Na wszystko znajdę czas, jeśli tylko bardzo tego chcę.

  5. Wiara w siebie - pozytywne nastawienie i wiara w to, że się uda bardzo pomaga. Takie myślenie pozwala zwalczyć stres, a często nawet odnieść sukces. Wiem, że jestem w stanie zrobić o wiele więcej niż mi się wydaje.

  6. Marzenia się spełniają - jeśli tylko bardzo chcemy i dążymy do tego całym sercem, to je spełnimy. Dzięki odpowiednim planom i działaniom wszystko jest w naszym zasięgu.

PS. Chciałam Wam życzyć Wesołych Świąt i nie zapominajcie o tym, co ważne. 



Czytaj dalej

#50 Biegów Parkrun - jubileuszowy sukces

Uśmiecham się, gdy wspominam swój pierwszy krakowski parkrun i to przez ile tygodni zwlekałam zanim po raz pierwszy pojawiłam się starcie. To było ponad 2 lata temu, a całkiem niedawno (bo w ubiegłą sobotę) ukończyłam już swój 50 bieg. 


ITMBW
#50 bieg i w nagrodę rekord życiowy!

Parkrun był właściwie moim pierwszym biegiem z pomiarem czasu i największe obawy jakie miałam to takie, że nie przebiegnę 5 kilometrów mimo, że na treningach robiłam to już wielokrotnie. Oczywiście niepotrzebnie się bałam, bo sam bieg był bardzo udany, a atmosfera krakowskiego parkrun tak mi się spodobała, że zostałam już na stałe. 

Podczas tych #50 biegów przeżywałam lepsze i gorsze chwile. Bywały wzloty i upadki. Raz byłam w formie, a raz na dnie, ale mimo wszystko prawie każdy parkrun wspominam dobrze. 

W ciągu ostatnich dwóch lat poprawiłam znacznie swoje wyniki, przebiłam wiele rekordów życiowych, nauczyłam się biegać szybciej i oswoiłam ze startami. Jeszcze całkiem niedawno tempo poniżej 6 min/km było wyzwaniem, a dzięki biegom parkrun stopniowo przesuwałam tę granicę. Pamiętam też jak bardzo marzyłam o zrobieniu 5 kilometrów poniżej 25 minut. Przez ponad rok nie mogłam przekroczyć tej granicy, aż wreszcie ruszyło i w ostatnią sobotę (chyba w nagrodę za te 50 biegów) pękło nawet 24.

parkrun

Przy okazji sobotnich spotkań poznałam wiele wspaniałych osób o podobnych zainteresowaniach. Z wieloma z nich utrzymuję kontakt, wymieniam doświadczenia, biegam i spotykam się. Teraz przychodząc na krakowskie błonia w sobotni poranek czuję się jak w domu. Znajome twarze, uśmiechy i dużo pozytywnej energii unoszącej się wokół.  Parkrun wpisałam już na stałe w swój plan treningowy i często zdarza się nawet tak, że opóźniam weekendowe wyjazdy do domu, by móc przebiec poranne 5 km. 

parkrun

O tym, że warto przychodzić na parkrun nie muszę już chyba wspominać, bo po takiej ilości biegów w jakich wzięłam udział to chyba oczywiste, że warto. Wszystkich serdecznie zachęcam do brania udziału i całym sercem polecam  krakowską lokalizację. Mamy szybką trasę, dokładnie wymierzoną, wspaniałą atmosferę, a na mecie jest nawet czym ugasić pragnienie. Całokształt tworzymy my, ale dużą zasługę mają również koordynatorzy i wolontariusze. Bez nich parkrun by nie istniał.

Parkrun

Często zastanawiam się jak wyglądają trasy i atmosfera parkrun w innych miejscach w Polsce czy na świecie. Do tej pory udało mi się odwiedzić jedynie Highbury Fields w Londynie, ale powoli układam swoją małą listę z kolejnymi lokalizacjami które też chciałabym odwiedzić... :)

fot. A. Łapczuk-Krygier, Richie Krk, A. Golec, fb.com/parkrunkrakow
Czytaj dalej

A w maju pobiegnę w Cracovia Maraton...

Pakiet startowy na Cracovia Maraton dostałam już w sierpniu, ale ostateczną decyzję o tym, że biegnę podjęłam dopiero w listopadzie. Wygrana w konkursie była tak naprawdę dla mnie tylko zachętą.



Wiedziałam, że nie mogę po prostu wstać z łózka i przebiec maratonu. Potrzebuję do tego odpowiedniego przygotowania. Część z Was pewnie pamięta jak kilka miesięcy temu napisałam, że na maraton jest jeszcze za wcześnie (klik). To był czerwiec. Półmaraton wciąż był dla mnie wyzwaniem, a marzenie o złamaniu 2 godzin bardzo odległe.

Od tamtego czasu minęło już prawie pół roku i myślę, że wiele się zmieniło. Dojrzałam, biega mi się dużo lepiej i lżej. Kilkakrotnie poprawiłam swoje rekordy życiowe, przebiegłam półmaraton poniżej dwóch godzin i prawie złamałam 50 minut na 10 km. Teraz, gdy myślę o 20 kilometrach uśmiecham się. Bardzo lubię ten dystans.


Dlaczego maraton?
Nie dlatego, że inni przebiegli, więc ja też chcę. Nie dlatego, że to już czas, pora czy presja, bo tyle już biegam. Czekałam, bo nie chciałam by maraton był czymś, co skreślę z listy zadań do zrobienia i więcej już do tego nie wrócę. Decyzja o maratonie dojrzewała we mnie długo. Musiałam nabrać pewności siebie, oswoić się z dłuższymi dystansami i nauczyć godzić prawdziwe treningi z resztą swojego życia. Nie chcę też, by maraton oznaczał dla mnie jedynie pokonanie dystansu. Potrzebuję odpowiedniej motywacji, by zrobić to najlepiej jak potrafię. O czasie nie chcę jeszcze mówić, ale myślę, że poprzeczka ustawiona jest na odpowiedniej wysokości, a ja dzięki mądrym i konsekwentnym treningom osiągnę to, co sobie zaplanowałam.

Do maja jeszcze dużo czasu, choć i ten minie pewnie bardzo szybko. Przede mną 21 tygodni przygotowań. Plan jest gotowy, więc cotygodniowe długie niedzielne biegi będą dla mnie codziennością i wcale nie myślę o nich jako o złu koniecznym. Tak naprawdę to cieszę się i nie mogę doczekać pierwszych trzydziestu kilometrów. Chcę przebiec Cracovia Maraton, by znów przesunąć granicę i zrobić coś, czego jeszcze nigdy nie robiłam. Lubię wyzwania i maraton na pewno nim będzie, a przy odrobinie chęci i samozaparcia wierzę, że mu sprostam.


Trzymajcie kciuki!
Czytaj dalej

Podsumowanie miesiąca. Plany na grudzień 2015

Wraz z końcem października odetchnęłam z ulgą. Poprawiłam wszystkie wszystkie swoje wiosenne wyniki i byłam z nich bardzo zadowolona. Stwierdziłam, że skoro tak pozytywnie zakończyłam sezon to teraz mogę odpoczywać. Tak też było - mniejszy kilometraż, więcej odpoczynku, a przy okazji jeszcze kilka miłych niespodzianek.


Październik w skrócie:

- 2 nowe rekordy życiowe, poprawione dwukrotnie (jeden nieoficjalnie)
- 122 wybiegane kilometry
- rower, rolki i kilka wyjść na basen
- dużo jogi i ćwiczeń
- 19 godzin spędzonych aktywnie


Nie przypuszczałam, że listopad będzie dla mnie równie szczęśliwy co październik. W podsumowaniu poprzedniego miesiąca wspominałam, że chciałabym jeszcze poprawić swój czas na dyszkę. Trochę się porozglądałam i udało się - w drugą niedzielę listopada pojechałam do Kielc na Bieg Niepodległości. Do Krakowa wróciłam zadowolona i zmotywowana, bo kwietniowy rekord na 10 km poprawiłam o prawie 3 minuty. Dwa tygodnie później na Bełchatowskiej Piętnastce urwałam (choć nie oficjalnie) kolejne 2 minuty.

Bardzo chciałam też poprawić swój wynik na 5 km. Wiedziałam, że jest taka szansa, bo tempo w okolicach 5 min/km staje się dla mnie coraz bardziej komfortowe, a przecież warto co jakiś czas podnosić sobie poprzeczkę. To też się udało, nawet dwukrotnie.

Przez ostatnie 30 dni ćwiczyłam jogę prawie codziennie. Często trwało to tylko 5-10 minut przed samym snem. Nie liczyłam tego nawet jako trening. Po prostu trochę ruchu dla lepszego samopoczucia, rozluźnienia mięśni i relaksu.

Listopad był dla mnie kolejnym bardzo pozytywnym miesiącem w tym roku.

Plany na grudzień:

Wreszcie podjęłam decyzję nad czym będę pracować całą zimę i wiosnę. Plan został ułożony, a nawet już wstępnie realizowany. Bardzo się cieszę i wisienki na torcie nie mogę się już doczekać. O tym, co wybrałam, na co się zdecydowałam i co mną kierowało podczas podejmowania decyzji - w kolejnym wpisie. 


Czytaj dalej