4. Bieg Tesco i mały niedosyt

Na ostatnie dwa miesiące postanowiłam odpuścić zupełnie starty, by skupić się głównie na treningach do półmaratonu. Tak brakowało mi tych emocji, że już pod koniec wakacji przebierałam nóżkami i zaczęłam rozglądać się za jakimiś biegami w okolicy. W ubiegłą sobotę trochę przeorganizowałam swoje obowiązki i udało mi się wystartować w 4. Biegu Charytatywnym Fundacji Tesco Dzieciom.



Jak już 2 tygodnie temu pisałam w podsumowaniu sierpnia, bardzo chciałam sprawdzić na jakim poziomie jest moja obecna forma i właśnie start na dystansie 10 km miał mi to wyjaśnić. Niestety nie do końca się to udało. Dlaczego? Na początku wszystko szło po mojej myśli, ale niestety do czasu.

Start był zaplanowany na godzinę 11:00, więc zdążyłam się wyspać i bez pośpiechu dotrzeć na miejsce. Czasem przed treningiem bagatelizuję rozgrzewkę, ale przed takimi biegami zawsze się do niej przykładam poświęcając przynajmniej 10-15 minut na trucht, wymachy, skipy i przebieżki. Tym razem zrobiłam podobnie, co pozwoliło mi bez problemu po wystrzale startera wbić się w odpowiedni rytm i tempo.

Niestety, albo to ja ustawiłam się w nieodpowiednim miejscu, albo inni ludzie, bo właściwie aż do 5 kilometra co chwilę kogoś mijałam. Wyprzedzałam to raz z lewej, to raz z prawej, a zdarzało się nawet i robić krok w tył by kogoś ominąć. Szkoda, że tak niewiele osób pamięta o tym, aby zostawić LEWĄ WOLNĄ. 

Do 5 kilometra było świetnie. Uśmiechałam się, bo biegło mi się lekko i dobrze. Miałam w planie zrobić trening WB2 i jak najbardziej zbliżyć się do 55 minut na dyszkę, ale przy tym całym planowaniu chyba zapomniałam o jednej bardzo istotnej rzeczy – w połowie trasy jest spory podbieg. Górki w moim planie treningowym właściwie nie istnieją. Siła biegowa sama się nie zrobi, ale ja jak to ja, aby to zrozumieć musiałam się na własnej skórze o tym przekonać.

profil trasy i tempo

Zaciskałam zęby, patrzyłam tuż pod nogi, zastanawiałam się dlaczego właściwie nie robię tych podbiegów i marzyłam o tym, by wreszcie zaczął się zbieg. Wbiegając pod górkę straciłam naprawdę sporo, dlatego później zaryzykowałam i ile sił w nogach pobiegłam w dół, by jak najwięcej odzyskać. Teraz myślę, że to mnie ostatecznie dobiło.

Na ostatnich 3 kilometrach myślałam już tylko o mecie. Nogi miałam jak z waty, a wszystko potęgowały odparzone stopy. Zauważyłam, że od kiedy staram się biegać ze śródstopia ten problem często mnie spotyka przy większych prędkościach. Na parkrunowych piątkach mniej więcej na czwartym kilometrze czuję piekło pod stopami, a tutaj po 7 km miałam wrażenie, że biegnę po rozżarzonym węglu.

fot. datasport

Przecież się nie zatrzymam, powtarzałam. Więc tak naprawdę pozostało mi tylko zacisnąć pięści i lecieć do przodu. Starałam się przyśpieszyć ile mogłam, ale nie bardzo byłam w stanie. Ósmy kilometr ciągnął się w nieskończoność do tego stopnia, że chciałam zamknąć oczy i otworzyć je jak zegarek oznajmi 9 km.

Na ostatniej prostej nawet nie wiem czy kogoś mijałam. Nie wiem czy ktoś mnie wyprzedzał. Nie wiem, kto co do mnie krzyczał. Przed oczami miałam tylko metę. Przekroczyłam linię, zatrzymałam się i złapałam barierki. Trochę mi zajęło nim doszłam do siebie.

Normalnie z wyniku 55m:40s byłabym zadowolona, ale mając w pamięci pierwsze 5 kilometrów i późniejszą górkę, która wyssała wszystkie moje zapasy energii pozostał niedosyt. Stąd mój późniejszy smutek. Doskonale wiem, że stać mnie na więcej. Mierzę wysoko, dlatego wyciągam wnioski i przy najbliższej okazji się jeszcze odegram.


Z perspektywy biegacza Bieg Tesco oceniam bardzo pozytywnie. Organizatorom nie mam nic do zarzucenia, choć trasa przez Kładkę na samym początku to według mnie bardzo nietrafiony pomysł (korek i brak możliwości wymijania). Dodatkowo ogromną atrakcją, której zupełnie się nie spodziewałam był poczęstunek po biegu – owoce, lody, woda, picie, kiełbaski z grilla i wiele innych smakołyków, a wszystko ot tak, za darmo. Świetnie, ale zastanawia mnie jedna rzecz. Skoro był to Bieg Charytatywny i dochód z niego miał być przekazany na Szpital w Prokocimiu, to czy nie lepiej by było zamiast takiej ilości produktów spożywczych rozdawanych na lewo i prawo (właściwie bez ograniczeń) przekazać dzieciom poświęcone na to środki? Wydaje mi się to logiczne i chyba nie do końca potrafię to wszystko zrozumieć.

Udostępnij ten post

20 komentarzy :

  1. Powtarzałem tyle razy. Bez siły biegowej i podbiegów ani rusz! Teraz własnie przekonałaś się na własnej skórze, że nie kłamałem :) Cóż... jest jeszcze troszkę czasu do półmaratonu to weź się za ten element treningowy bez żadnego marudzenia, będzie moc i będzie osiągnięty cel! Życzę powodzenia! :)

    Co do samego biegu... ah te dobre kaktusy! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W przyszłym planie treningowym na pewno będą uwzględnione podbiegi :) A kaktusy pozwoliły mi się "odrodzić" po biegu :D

      Usuń
  2. odnośnie "lewej wolnej" przypomniałam sobie, że na jednym z moich pierwszych biegów słysząc "lewa wolna" nie wiedziałam czy mam tę lewą zrobić wolną czy może się na lewo przesunąć bo jest wolne miejsce ;)

    to wszystko za darmo to chyba w ramach promocji marki, budowania wizerunku i takich tam. koszt tego wszystkiego dla tych firm był znikomy i wliczony w budżet na akcje reklamowe. a do tego wiele z tych produktów miało stosunkowo krótkie daty ważności i mogłoby nie zdążyć się sprzedać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno w ramach promocji marki, ale nawet jakby był krótki termin przydatności wydaje mi się, że można było z tego lepszą korzyść zrobić. Oczywiście nie narzekam, ale troszkę się to kłóci z nazwą biegu ;)

      Usuń
  3. Dziś zabiłabym kobietę, bo też biedna nie ogarnęła, że w Polsce ruch prawostronny i mogłaby się tej prawej strony chodnika trzymać. Już nawet jej pies uciekł na drugą stronę :D

    Darmowe jedzenie dla Tesco nie stanowiło szczególnych kosztów, a wiedzą, że takie akcje rozchodzą się pocztą pantoflową i pewnie w przyszłym roku pobiegnie jeszcze więcej osób, "bo lody dajo" po biegu. Część z tych produktów nie mogłaby iść jako darowizna ze względu na krótki termin przydatności do spożycia lub warunki przechowywania. Natomiast kasa z pakietów startowych to już konkretna pomoc.

    Finisz na tle pozostałych osób na zdjęciu - bardzo pro :D Gratulacje!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt. O tym, że wiele ludzi nie wie, że w Polsce obowiązuje ruch prawostronny przekonałam się już wielokrotnie. Wszyscy chyba tego nigdy nie ogarną.

      Nie patrzyłam na termin ważności produktów spożywczych, więc jeśli faktycznie taka była data przydatności to mogę to zrozumieć. W pewien sposób to tez promocja i masz racje, ludzie słysząc o wyżerce po biegu, na przyszły rok przyjdą znowu, więc kasa zebrana będzie większa ;)

      Usuń
  4. Wiesz często jest tak, że ludzie po raz pierwszy biorą udział w zawodach i nie wiedzą o "biegowej etykiecie". A często są po prostu złośliwi i mają w nosie innych (mam nadzieję że tych jest jednak mniej ;-P)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biegowa, niebiegowa. Wydaje mi się, że to naturalne, że ruch jest prawostronny nie ważne, czy jadę rowerem, pieszo czy biegnę ;)

      Usuń
    2. no nie wiem. zauważyłam, że jak biegam bardzo często mijam innych biegaczy z przeciwka, którzy biegną moją prawą (czyli swoją lewą). myślałam, że to przypadek, ale zwróciłam uwagę i nie. ludzie biegają lewą stroną. aż się zaczęłam zastanawiać, czy może skoro pieszy na drodze powinien iść lewą stroną, to biegacz na chodniku/alejce analogicznie również biegać lewą.

      Usuń
    3. Dziwne, ja lewą stroną biegam po ulicy. Na ścieżkach zwykle staram się trzymać prawej strony :)

      Usuń
  5. Gratuluję walki do końca. Biegi charytatywne mają swój niepowtarzalny urok.Te owoce, lody, kiełbasa być może miały stanowić zachętę do biegu, większą frekwencję i co za tym idzie wyższe wpływy z imprezy. Gdyby organizator chciał przekazać tą żywność na szczytne cele prawdopodobnie musiałby zapłacić od tego solidny podatek (witamy w Polsce!) więc był to jedyny sposób, aby pośrednio wesprzeć cel. Nie wiem, tak tylko zgaduję

    OdpowiedzUsuń
  6. Najlepiej się uczyć na własnych błędach, poprawisz i będzie dobrze :) fajnie, że się nie poddałaś i dociągnęłaś do mety!

    OdpowiedzUsuń
  7. Aż musiałam sprawdzić na mapce, gdzie była ta prawie-już-legendarna górka.
    A co do tego, którą stroną kto biega - wydaje mi się, że na imprezach charytatywnych jest tak dużo ludzi, którzy nie startują regularnie, że nie ma co od nich oczekiwać, że będą znali "nasze zasady". Wydaje mi się, że jeśli ktoś nie wie, jak się zachować, to po prostu wychodzi z założenia, że szybsi pobiegli przodem, a skoro cała droga jest zarezerwowana dla biegaczy, to po co się ściskać na jednej połowie...
    Tak czy siak, gratuluję udanego biegu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, górka stala się legendą :D

      Na dystans 10km wydaje mi się, że zdecydowały się osoby które już troche biegają (był też krotszy bieg do wyboru 3,4km), a że tym razem dosyć mocno zdenerwowalo mnie to ciągłe zwalnianie, mijanie, wyprzedzanie to o tym napisalam. Może akurat, jakiś biegacz w przyszłosci zwróci na to uwagę ;)

      Usuń
  8. Czytając Twoją relację prawie się popłakałam, też nie lubię tkiej sytuacji. Mam nadzieję, że w przyszłym biegu wszystko potoczy się tak jak sobie wymarzyłaś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak nie na tym, to na innym pójdzie wszystko dobrze :D

      Usuń
  9. Ruch prawostronny obowiązuje wszędzie, kiedy jedziesz rowerem, na rolkach, kiedy idziesz chodnikiem czy biegniesz, a ludzie nadal tego nie rozumieją..

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz! To dla mnie dodatkowa motywacja ;)