Zegarek z GPS, a biegacz


Ponad dwa lata regularnych treningów, lepsze wyniki i wyższe poprzeczki. Bieganie z dnia na dzień stało się moją pasją. Zaczęłam coraz częściej inwestować w buty i strój, ale ciągle brakowało jednej rzeczy – zegarka z GPS.



Na swoje pierwsze biegi zabierałam zwyczajny zegarek ze wskazówkami, głównie dlatego, że nie miałam innego. Często też przed wyjściem z domu zerkałam tylko na godzinę, brałam ze sobą mp3 i po powrocie obliczałam orientacyjny czas spędzony poza domem. Dążyłam do przebiegnięcia jak najdłuższego dystansu (który wcześniej skrupulatnie wyznaczałam na google maps), więc informacja o dokładnym czasie była mi zbędna. 

Po kilku miesiącach biegania zmieniły się moje preferencje i cele, dlatego zaczęłam dokładniej rejestrować swoje treningi. W tym celu pożyczyłam telefon z GPS i co jakiś czas na endomondo pojawiały się nowe pucharki. Podobało mi się. Co prawda, na sygnał często musiałam czekać nawet do 10 minut, a zaznaczana trasa częściej przypominała zygzaki niż prostą, to jednak motywacja rosła. Tuż przed swoim pierwszym półmaratonem zmieniłam telefon, kupiłam opaskę do biegania i od tego czasu już na każdy trening zabierałam telefon dbając o to, by w odpowiednim momencie wcisnąć start i stop.

Wraz z początkiem 2015 roku muzyka przestała być nieodłącznym elementem moich treningów. Doceniłam wygodę biegania bez opaski na ramieniu, więc telefon coraz częściej zostawał w domu. Chcąc mieć jakąś dokładniejszą informację o swoim treningu kupiłam pierwszy zegarek ze stoperem i od tej pory biegałam już tylko z nim.


Brak zapisu GPS nie był dużym problem, ale czułam się trochę tak, jakbym cofnęła się w czasie. Ponownie po powrocie do domu wyznaczałam przebiegniętą trasę na google maps, dodawałam czas z zegarka i w ten sposób analizowałam treningi. Nie trudno się domyślić, że z czasem coraz bardziej brakowało mi dokładnych informacji o swoim biegu. Owszem, bywały dni, że zabierałam ze sobą telefon (głównie z zamiarem zrobienia później zdjęcia), ale za każdym razem tak mi przeszkadzał, że już po pierwszym kilometrze żałowałam swojej decyzji. 

Przełom nastąpił podczas jednego z treningów interwałowych, gdy opaska z telefonem zsuwała mi się właściwie przy każdym szybszym powtórzeniu, a ja zamiast skupić się na utrzymaniu odpowiedniego tempa i poprawnej postawy poprawiałam etui. Decyzję podjęłam właściwie już podczas tego biegu, więc późniejszy zakup zegarka z GPS był tylko formalnością. I tak też, wraz z początkiem kwietnia 2015 roku stałam się szczęśliwą posiadaczką Garmina Forerunner 220. Od tej pory jest on moim nieodłącznym towarzyszem treningów i nie wyobrażam sobie obecnie lepszego narzędzia treningowego.

Nike Girl

Po prawie 4 miesiącach użytkowania mogę stwierdzić, że pieniądze przeznaczone na zakup Garmina były jednymi z najlepiej zainwestowanych w moim życiu. Komfort biegania z zegarkiem jest nieporównywalny. Oprócz tego, że mam dokładny zapis trasy, widzę poszczególne międzyczasy to mogę kontrolować tempo na każdym etapie biegu. Wyraźnie widzę swoje postępy i wiem co jeszcze mogę poprawić. 

Bardzo zależało mi na tym, by mój zegarek miał opcję mierzenia tętna. Swój obecny plan opieram w dużej mierze właśnie na nim i okazuje się, że to naprawdę działa. Zapis HR okazuje się bardzo przydatną informacją, chociażby po to, by uniknąć tzw. „zajechania” organizmu. Pasek na klatce piersiowej w niczym mi nie przeszkadza, a podczas biegu praktycznie o nim zapominam. Chciałam też, aby dostępna była możliwość układania własnych interwałów zarówno czasowych jak i odległościowych. Przeliczanie czasu jaki pozostał mi do końca powtórzenia mając do dyspozycji jedynie stoper podczas dużego wysiłku często bywa frustrujące. Nie da się również ukryć, że przy wyborze dużą uwagę zwracałam na design. Skoro wydaję prawie tysiąc złotych na zegarek to niech mi się też podoba. Uwielbiam go, jest piękny.

Zegare z GPS

Nie muszę chyba wspominać o kolejnej bardzo istotnej zalecie posiadania zegarka z GPS jaką jest chęć do działania. Z ręką na sercu przyznaję, że odkąd mam Garmina 220 na treningi wychodzę z ogromną radością, a „nie chce mi się” właściwie nie istnieje. Zegarek z GPS dał mi ogromnego kopa motywacyjnego. Zaczęłam poprawiać swoje wyniki, przestałam niepotrzebnie się denerwować na zsuwającą opaskę z ręki i przede wszystkim wreszcie mam kontrolę nad swoim treningiem.

Myślę, że na pewnym etapie biegania, gdy chce się skupić na poprawie wyników zegarek wiele ułatwia. Jest on jak trener cyfrowy wyciągający pomocną dłoń do osiągnięcia Twoich celów. Dzięki niemu mamy dokładniejsze pomiary naszej trasy/tempa/tętna i nieocenioną pomoc w utrzymaniu odpowiedniej intensywności naszych treningów. O komforcie noszenia zegarka zamiast telefonu chyba nie muszę wspominać. Zegarek z GPS to oprócz wygody wielka motywacja. Dla mnie to po prostu strzał w dziesiątkę.

Jesli ktoś ma ochotę zapoznać się dokładniej z funkcjami Garmina Forerunner 220 to w sieci może znaleźć mnóstwo recenzji. Ja mogę polecić te trzy, które bardzo pomogły mi w wyborze:

Udostępnij ten post

25 komentarzy :

  1. Cóż osobiście długo biegałem bez takiego cuda, wystarczył zwykły stoper... dało się? Dało.. nawet potrafiłem trzymać równe tempo! :D i pamiętam ten przełom... i tyle razy powtarzałem, nie bierz tego telefonu na bieg! Po cholerę Ci to endomondo na interwały... to nie słuchała się, skromnym zdaniem znowu wyszło na moje! Taki cyfrowy trener... cóż prawdziwego żywego trenera nigdy nie zastąpi! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dało się dało, ale teraz jest dużo lepiej i co najważniejsze nie zaczynam za szybko, a gdy biegnę za wolno to szybko skoryguję :)

      Trenera może i nie zastąpi, ale doceniam technologię jako dobrego motywatora :D

      Usuń
  2. Cieszę się, że mogłem pomóc w wyborze ;)
    (uzależniony od ruchu) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również się cieszę, że nie zawiodłam się :D

      Usuń
  3. Chciałabym takie cudo, niestety 1000 zł wydane na hobby w tym momencie nie leży w moim zasięgu, ale kto wie, może w przyszłości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że w hobby warto inwestować o ile nie jest to tzw. chwilowa zajawka :)

      Usuń
  4. Ja bym powiedział, że to naturalny proces ewolucji biegacza. Czyli stoper lub zwykły zegarek, potem bieganie z muzyką, następnie bieganie z telefonem i endo lub czymś podobnym, rezygnacja z muzyki na rzecz odgłosów natury, i faza końcowa zakup zegarka z gps. Ostatnia faza to ta, która daje swobodę a swoboda to wolność. :) Pozdrawiam do zobaczenia na trasie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba masz rację, choć wielu biegaczy zaczynało już na starcie mając ze sobą cały ekwipunek, ale ja się cieszę, że u mnie potoczyło się właśnie w ten sposób :)

      Swoboda? Kto wie.. co będzie dalej :)

      Usuń
  5. Fajny taki zegarek! Choć biegam rzadko, więc raczej nie zainwestuje w niego ;) Ostatnio też jakoś biegam bez muzyki i lepiej mi tak ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybym sama biegała tylko od czasu do czasu to też nie inwestowałabym w zegarek, no bo po co ;)

      Usuń
  6. Fajna zabawka! :) Szkoda, że taki zegarek to spory wydatek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to tak ze wszystkim, bo gdy się w coś wciągniesz to inwestujesz np. rolki, snowboard, aparat itp. :)

      Usuń
  7. Zegarek stworzony dla Ciebie! (ten fiolet :)
    Pamiętam jak kupiłam/dostałam swojego gremlina. Ależ to była radocha, treningi same się biegały i w końcu nie było tego gadania kobity z endomondo :D
    I też uważam, że warto zainwestować w coś co w pewien sposób ułatwia naszą pasję.
    Jedyne moje "ale" to pasek tętna - rok było OK, a potem nagle zaczął wygryzać mi dziury w ciele. Wystarczy 20 km i spływam krwią... Podłe to to!
    Olga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to widzę, że dokładnie rozumiesz co czuję :D Dla mnie zegarek jest świetny, choć ostatnio coś świruje z łapaniem zasięgu... :)

      Nawet nie strasz, że po roku u mnie będzie to samo z paskiem do tętna.. :( Póki co przebiegłam 25km najwięcej z nim i było git, no i tylko raz mi spadł.
      Jestem dobrej myśli :D

      Usuń
  8. Zegarek to (obok butów) chyba najlepsza biegowa inwestycja. TYLE zmienia, nie trzeba się martwić o baterię w telefonie, z reguły się nie zacina, tak jak endo na telefonie potrafi i o wieeele łatwiej jest po prostu piknąć lapa, zamiast odblokowywać telefon i dopiero później w nim coś dziubać.I mówię to ja, Małga biegająca z gremlinem 210, który ma najbardziej podstawowe funkcje z możliwych.
    Piękny masz ten zegarek!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam jak zimą bałam się, że mi braknie baterii (bo jak wiadomo, gdy jest spory mróz to nagle telefon się niesamowicie szybko rozładowuje), a mój jakże wspaniały bieg niezostanie zapisany ;( A tak serio, dziwie się, że dopiero po dwóch latach w niego zainwestowałam :D

      Usuń
  9. Google maps. Hehe, sama używałam do wyznaczania trasy i nie ukrywam, że niekiedy zdarzy mi się jeszcze użyć jeżeli wybieram się gdzieś na inne ścieżki i chcę orientacyjnie wiedzieć ile to będzie km :D
    A co do zegarka to na początku sama nie byłam do niego przekonana dopóki nie dostałam i wtedy zobaczyłam faktycznie jaka to wygoda :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! Ja tak często robię, gdy planuje niedzielny długi bieg i nie chcę za bardzo kręcić się tymi samymi ścieżkami :D
      A taki zegarek dla biegacza to świetny prezent, choć spory wydatek, jednak prędzej czy później okaże się po prostu niezbędny :D

      Usuń
    2. Prawda :D Mój tata sam uważał że to jest nienormalne wydawać tyle pieniędzy na zegarek. Nie wiem co go skłoniło, aby taki prezent mi podarować xd A teraz w dodatku sam przychodzi pożyczać :D

      Usuń
    3. Sama tak myślałam jeszcze z pół roku temu, a później rzeczywistość okazała się inna :D

      Usuń
  10. A pulsometr działa Ci bezproblemowo? Od kilku dni sama jestem posiadaczką tego cudeńka i mam spory problem z pulsometrem. Sytuacja wygląda tak, że po zwilżeniu paska i założeniu go, garmin nie może się z nim połączyć, caly czas jest"wyszukiwanie czujnika", po czym wyskakuje informacja, że aby nawiązać połączenie, należy założyć czujnik tętna. Trochę mnie to martwi, ponieważ z poprzednim garminem nie miałam takich problemów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziwne, bo ja nie mam najmniejszego problemu z połączeniem zegarka z pulsometrem. Łączyłam go nawet z pulsometrem nadgarstkowym i też wszystko poszło szybko i sprawnie. Może warto oddać go na gwarancję?

      Usuń
  11. Dziękuję Ci za odpowiedź ;) Pewnie tak się z tą gwarancją skończy... Próbowałam zadzwonić do pomocy Garmina, mają przerwę świąteczną. Mam za sobą kilka treningów z nim i nie mam żadnych zastrzeżeń, fajnie się sprawduje, tylko ten pulsometr. Jeszcze raz dzięki. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To na pewno jakaś wada fabryczna, bo połączenie zegarka z pulsometrem to dosłownie sekundy :)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz! To dla mnie dodatkowa motywacja ;)