Highbury Fields Parkrun


Na biegi Parkrun przychodzę od listopada 2013 średnio dwa razy w miesiącu. Bardzo lubię w ten sposób rozpoczynać sobotę, bo wtedy trening biegowy mam już właściwie z głowy, a przy okazji spotykam się ze znajomymi i spędzam miło poranek. Do tej pory za każdym razem biegałam w Krakowie (ukończyłam w sumie 32 biegi), ale cały czas zastanawiałam się jak Parkrun wygląda w innych lokalizacjach. Przy okazji majówki w Londynie miałam świetną okazję się o tym przekonać, odwiedzając Highbury Fields Parkrun.




Pierwszy Parkrun (Bushy) powstał w 2004 roku właśnie w Londynie. Niestety do macierzystej lokalizacji miałam ponad godzinę drogi, a że plany na sobotę zawierały również inne atrakcje, zdecydowałam się na tę najbliżej mnie. (W Londynie nie brakuje Parkrunów. W odległości mniej więcej 15 minut biegiem od miejsca w którym mieszkałam miałam do wyboru trzy różne lokalizacje, a wybierając Highbury Fields Parkrun kierowałam się głównie łatwością trafienia do niego.)

W parku pojawiłam się 15 minut wcześniej, aby spokojnie rozejrzeć się po okolicy i rozgrzać. Zauważyłam, że większość uczestników biegu gromadziło się w mejscu mety, składając swoje rzeczy w "depozycie", a mniej więcej na 5 minut przed 9.00 wszyscy razem (wraz z wolontariuszami i koordynatorami) zaczęli przemieszczać się na start.

Przed samym biegiem jeden z koordynatorów przywitał biegaczy, przedstawia trasę, pozdrawiił First Timer’ow (nowych biegaczy w lokalizacji), osoby spoza UK oraz uczestników mających swój jubileusz – 50, 100 parkrun.

Trasa Highbury Fields Parkrun

Start Highbury Fields Parkrun wyznacza drzewo znajdujące się w południowo-wschodniej części parku w pobliżu tylnej części budynku basenu. Ten bieg jest wyjątkowy, bo składa się z pięciu pętli wokół niewielkiego, ale bardzo urokliwego parku. Trasa, lekko pofałdowana przypomina odwróconą literkę D i przebiega w całości po asfalcie. Wyjątkiem jest meta, która mieści się na trawie i aby do niej dotrzeć wcześniej należy pokonać około 50 metrów.




Pogoda tego dnia była idealna do biegania. 15 stopni, pochmurno i bez wiatru. Nie miałam szczególnych planów na ten bieg. Przyszłam aby się przebiec i sprawdzić jak to wszystko wygląda gdzieś indziej. Jako, że trasa zawierała podbiegi ciężko było utrzymać cały czas równe tempo, więc raz zwalniałam wbiegając pod górkę, a następnie puszczałam luźno nogi i rozpędzałam się w dół. Wszystko razy pięć. 

Bałam się, że takie kręcenie w kółko będzie nudne, ale o dziwo 5 kilometrów minęło bardzo szybko. Już po drugim okrążeniu cieszyłam się, że mam ze sobą zegarek z GPSem, bo dzięki temu byłam pewna, że nie pominę ani jednego okrążenia. W innej sytuacji musiałabym się bardzo pilnować. 

Raczej nie lubię pętli i staram się ich unikać, ale tym razem było bardzo fajnie. Taka trasa ma też swoje zalety, bo dzięki okrążeniom wolontariusze i koordynatorzy mogą nas cały czas dopingować. Możliwe, że to właśnie dlatego czas mija tak szybko. 



Ostatecznie uzyskałam bardzo zadowalający mnie wynik 26:33. Najszybszy mężczyzna przybiegł w czasie 17:21, a kobieta 19:06. W 185 edycji Highbury Fields Parkrun wzięło udział w sumie 146 biegaczy.

Po biegu nie było wody do picia, ani ciepłej herbaty, czego mi trochę brakowało, bo regularnie biegając w Krakowie przywykłam do tego już w takim stopniu, że myślałam, że tak jest po prostu wszędzie. Szkoda również, że grupowej fotki na koniec nikt nie zrobił (albo za szybko się zmyłam).



Podobało mi się. Turystyka parkrunowa to całkiem ciekawy pomysł. Może nie specjalnie, ale przy okazji wyjazdów na pewno będę planować sobotnie starty w biegach parkrun. Właściwie, to już się nie mogę doczekać, gdy odwiedzę kolejną lokalizację.

/E.

Udostępnij ten post

23 komentarze :

  1. O fajowo;-) A musiałaś się u nich jakoś rejestrować, czy z marszu? ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kod uczestnika parkrun, który się dostaje przy rejestracji jest ważny wszędzie :)

      Usuń
  2. bo Was rozpuściłam tą wodą i herbatą ;)
    To nasze lokalne, krakowskie udogodnienie.
    Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj nie da się ukryć ;) Za dobrze mamy z Tobą :)

      Usuń
  3. Też nie przepadam za pętlami, ale jak mus to mus :) bardzo fajna okolica, typowo angielski park :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Londyńskie parki są specyficzne i baaaaaardzo zadbane : )

      Usuń
  4. Fajnie, że zaliczyłaś taki bieg ;d ateż nie lubię biegać w kółko

    OdpowiedzUsuń
  5. Wow, 26:33 to bardzo dobry wynik! Gratuluję :)

    Zapraszam do siebie:
    http://zdrowanacodzien.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Ojej, to musiał być bardzo przyjemny bieg! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Był, był :D Niby parkrun, czyli coś znajomego, a jednak nowe doświadczenie :D

      Usuń
  7. A ja w sumie nawet lubię robić pętle, jakoś szybciej mi mija czas wtedy, bo już wiem co przede mną i zazwyczaj nie zauważam, które to już okrążęnie i zdarza się, że zrobię więcej niż sobie zaplanowałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zalezy od sytuacji w sumie, jednak zdecydowanie wolę trasy bez pętli :D

      Usuń
  8. Ja do tej pory "zbierałam w endomondo" miasta w których biegałam podczas wyjazdów. Niestety w tym roku muszę odpuścić. Ale powiększająca się kolekcja bardzo mnie motywowała

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak robię, bo bardzo lubię biegać w nowych miejscach, jednak nie zawsze jest okazja pobiegać na wyjeździe :)

      Usuń
  9. Też nie lubię pętli, ale są takie miejsca w których jest to znośne. Swoje początki miałam właśnie w parku w którym jako dziecko robiłam pętle na rowerze.... Ach! Wspomnień czar ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też zaczynałam wlaśnie od pętli :D

      Usuń
    2. Też zaczynałam wlaśnie od pętli :D

      Usuń
  10. Świetne fotki, a pętle są super.

    OdpowiedzUsuń
  11. To zapraszam do Lubina na inauguracyjne spotkanie 20 czerwca. Ja zaraziłem się parkrunem w Dartford i stąd parkrun w Lubinie. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz! To dla mnie dodatkowa motywacja ;)