Podsumowanie miesiąca. Plany na maj 2015

 

Znów było dobrze, a nawet bardzo. W kwietniu zrealizowałam swój cel związany z nowym rekordem życiowym. Długo musiałam na niego czekać, ale wreszcie to zrobiłam. Motywacja jest duża, teraz tylko działać, a wiosna to idealny czas na to.



Kwiecień w skrócie:


- jeden bieg parkrun 
- start w Biegu Nocnym i nowy rekord życiowy na 10 km (!!!)
- 167 km biegiem (największy miesięczny kilometraż do tej pory)
- 41 km na rolkach (w tym półmaraton podczas Przejazdu Nocnego)
- 29 aktywnych godzin 




Podobnie jak w poprzednim miesiącu sporo jogi. Skończyłam 30 dniowe wyzwanie, a w maju postaram się coś więcej o nim napisać. Powoli rozglądam się też za jakimś kolejnym jogowym "wyzwaniem", bo to spora motywacja. Dodatkowo pod koniec miesiąca do swojego planu zaczełam wprowadzać trochę ćwiczeń siłowych.


Plany na maj 2015


Przymierzam się do ułożenia nowego planu treningowego, lecz ciągle z nim zwlekam i jak narazie treningi są spontaniczne, ale zawsze przemyślane. W maju planuję dwa starty, jednak jeszcze nie do końca wiem z jakimi założeniami w nich wystartuje.

Dodatkowo Test Coopera na stadionie AWF w Krakowie i jako, że od jakiegoś czasu biegam z garminem, który ma pomiar tętna to chciałabym sprawdzić swój hr max. 

Tyle o bieganiu, ale o rolkach również nie mam zamiaru zapomnieć. 

@keepdreamsclose

/E.
Czytaj dalej

II Bieg Nocny spełnił marzenia

 

Po starcie w wiosennym półmaratonie niemal natychmiast zaczęłam szukać kolejnego celu. Postanowiłam na chwilkę odpuścić przygotowania do dłuższych dystansów i skupić się na zwiększaniu prędkości, bo już prawie zapomniałam jak to jest biegać szybciej.


Biegów na 10km w okolicy i najbliższym czasie było mnóstwo. Po szybkich konsultacjach zdecydowałam się na II Bieg Nocny poprzedzający Cracovia Maraton. Właśnie tam postanowiłam powalczyć o życiówkę, której bardzo potrzebowałam.





Od samego początku byłam nastawiona na walkę o jak najlepszy wynik. Mimo tego, że o swoich zamiarach prawie nikomu się nie chwaliłam, to i tak czułam ogromną presję i dzień wcześniej miałam ochotę zrezygnować z udziału, a po powrocie z pracy po prostu położyć się spać. Totalna niechęć. Na szczęście wszystko minęło kolejnego dnia, a ja najedzona, wyspana i pełna motywacji byłam gotowa bić rekord. 

Przed startem nerwy. Prawie nie docierały do mnie słowa innych ludzi, szum, radosć czy euforia. Całą sobą starałam się skoncentrować na tym, co mnie za chwilę czeka. Jak się później okazało, już po przekroczeniu pierwszego kilometra wiedziałam, że to mój dzień. W końcu biegło mi się nadzwyczaj lekko i przyjemnie. Idealnie. 

Na początku nie patrzyłam na zegarek. Mateusz towarzyszył mi całą trasę i to jego zadaniem było trzymać odpowiednie tempo, a ja miałam tylko biec tuż obok. Kilometry mijały w niesamowitym tempie. Ledwo wybiegłam z Błoń, a za moment byłam na Rynku. Tego odcinka bałam się najbardziej, a wszystko przez złe wspomnienia z jesiennego Cracovia Półmaratonu. Najzabawniejsze jest to, że właśnie tutaj zrobiłam najszybszy kilometr. 

W połowie trasy umieszczono punkt z wodą, który dla mnie mógłby nie istnieć. Nawet nie przyszło mi do głowy, by z niego korzystać. Nigdy nie piłam w takim tempie, a na dystansie 10km wcale nie potrzebuję wody, więc wolałam nie ryzykować zakrztuszenia, czy czegokolwiek innego co mogłoby zaburzyć rytm i oddech. W tym momencie najbardziej skupiłam się na tym, aby się nie wywrócić. Było dosyć ciemno, pod nogami pełno kubeczków, z lewej strony Wisła więc wolałam zachować ostrożność.

trasa II Biegu Nocnego na 10km

Na 7 kilometrze zwolniłam. Zaczęłam odczuwać szybsze niż zwykle tempo, a nogi dawały o sobie znać. Wiedziałam, że muszę przyśpieszyć, choć energii ubywało. Mateusz wszystko kontrolował i powtarzał bym biegła tuż obok niego, a nie za nim i będzie dobrze. Tempo, które miałam utrzymać wynosiło 5:30min/km, więc starałam się tego trzymać ze wszystkich sił. Zegarek bardzo mi w tym pomógł i dodatkowo motywował.

Wolniejsze tempo pozwoliło mi się troszkę zregenerować, więc później już tylko przyśpieszałam. Wbiegając na Błonia i mijając 8 kilometr byłam praktycznie w domu. Po drugiej stronie widziałam metę, była blisko, a wraz z nią moje marzenie.

Cały bieg ustalałam w głowie „punkty kontrolne” i przedostatnim na mojej trasie był Cichy Kącik, bo od tego momentu zostało już tylko 600m. Puściłam nogi, przyśpieszyłam ile tylko mogłam i... po prostu frunęłam w kierunku mety. Wiedziałam, że się uda. Wiedziałam, że będzie dobry wynik, dlatego walczyłam do samego końca.

Na mecie byłam kompletnie zaskoczona. Nie mogłam uwierzyć w to co zrobiłam. Zegarek pokazał mi czas poniżej 55 minut (54:58) – a tego się nie spodziewałam. Wzruszyłam się, emocje były ogromne i gdybym była sama, pewnie nawet zapomniałabym odebrać medal. Wiem, że sobie na to zapracowałam. Rekord nie jest kwestią przypadku, ale wsparcie na trasie miało ogromne znaczenie, bez tego byłoby o wiele trudniej. Dziękuję!

Marzenia się spełniają, jeśli się je odpowiednio pielęgnuje.


Cieszę się, że wreszcie udało mi się pobić rekord na oficjalnym biegu. Do tej pory wszystko działo się na treningach, a podczas startów szło kompletnie nie po mojej myśli. Tym razem było lepiej niż założyłam i mam wynik, na który czekałam tak długo. To ogromna motywacja. Prawdą jest, że ciężka praca popłaca, a treningi NIGDY nie idą w las.

Z okazji Krakowskich Spotkań Biegowych wzięłam udział jeszcze  w kilku imprezach towarzyszących, startując w Biegu Par i Biegu o Puchar Radia RMF FM totalnie na luzie. Natomiast w niedzielę, w roli kibica i fotografa wspierałam znajomych biegnących w Cracovia Maratonie. Mimo tego, że zarówno sobota jak i niedziela minęła w bardzo przyjaznej atmosferze, to najważniejszym i najwspanialszym dniem z całego weekendu był dla mnie piątek.




/E.


Czytaj dalej

Pobij swój rekord - KONKURS

 

Dodając wpisy na fanpage lub pisząc posty na bloga często wspominałam o tym jak dużą satysfakcję i radość sprawia mi bieganie. Nie ważne czy były to niedzielne długie wybiegania,  krótkie intensywne treningi, luźny, relaksacyjny jogging czy zaplanowane biegi w których starałam się dać siebie jak najwięcej. Może i mówiłam czasem o tym, że ostateczny czas pokonanego dystansu nie zawsze ma znaczenie, to mimo wszystko, największą radość ZAWSZE dawało mi pobijanie własnych rekordów i uzyskiwanie coraz lepszych wyników.


O tym jak poprawić swoje wyniki jest dużo różnych wpisów i artykułów w sieci, jednak osobiście najbardziej lubię czerpać wiedzę z książek. Jedną z pozycji, którą miałam okazję niedawno przeczytać jest nowość „Pobij swój rekord – Skuteczne treningi od 5km do maratonu dla ambitnych biegaczy” wydawnictwa Septem.



Autorzy Pete Pfitzinger (jeden z najlepszych maratończyków w historii Stanów Zjednoczonych) i Scott Douglas (felietonista oraz doświadczony zawodnik) stworzyli bardzo rzeczowy i przejrzysty podręcznik  z którego dowiemy się jak mądrze trenować.

Nie znajdziemy tu opowieści o tym jak zacząć biegać, jak dopasować buty do biegania, co założyć na trening czy jak długo biegać by schudnąć. Z tej książki dowiesz się między innymi jak odpowiednio ułożyć  plan treningowy oraz ustalić priorytety, aby poprawić swoje wyniki na wybranym dystansie (od 5 km do maratonu i biegów przełajowych).  Nauczysz się również jak znaleźć równowagę pomiędzy różnymi rodzajami treningów, poznasz odpowiednie dla siebie tempo podczas sesji szybkościowych, nauczysz się zapobiegać kontuzjom i zrozumiesz dlaczego długie biegi są tak bardzo istotne.


Pierwsze rozdziały zawierają przydatną wiedzę na temat fizjologii biegania (pułap tlenowy, szybkość podstawowa, próg mleczanowy, wytrzymałość), a kolejne skupiają się na opisie treningów i na tym, co robić, by osiągnąć zamierzony cel.

Każdy z planów treningowych dopasowany jest do tygodniowego kilometrażu biegacza i zawiera informacje o najważniejszych treningach w danym tygodniu. Harmonogramy dla docelowego dystansu wzbogacono sylwetkami najlepszych światowych biegaczy stosujących zasady zawarte właśnie w tej książce.



Pobij swój rekord -  skuteczne treningi od 5km do maratonu dla ambitnych biegaczy” to również przydatne rady dotyczące taktyki biegu, rozgrzewki, schładzania organizmu czy odpowiedniego podejścia psychicznego.

Myślę, że to jedna z tych książek, która przy odpowiednim zaangażowaniu może wskazać nam właściwą drogę do tego, jak osiągnąć najlepszą formę.

***

17 kwietnia to wyjątkowy dzień dla mnie…


Dzisiaj mijają 2 lata odkąd pojawił się pierwszy wpis na tym blogu. Jest to również szczególna data, bo to właśnie tego dnia (dwa lata temu) wyszłam na pierwszy biegowy trening i tak właśnie zaczęła się moja pasja, która trwa do dziś. To już 24 miesiące, a wciąż pamiętam swoje początki, gdy ledwo truchcikiem dawałam radę przebiec kilometr.

Mamy więc podwójne urodziny - blogowo-biegowe i z tej okazji chciałam Wam bardzo podziękować za to, że ze mną jesteście.  To właśnie w dużej mierze dzięki Wam ten blog istnieje. Dziękuję za każde miłe słowo, za każdą motywację i wsparcie.

Aby pokazać, jak dużo dla mnie znaczycie przygotowałam konkurs, w którym wygrać możecie właśnie powyższą książkę. Nie potrafiłabym nagrodzić tylko jednej osoby, więc mam dla Was trzy sztuki.



KONKURS


Aby wziąć udział w konkursie należy odpowiedzieć na pytanie:

„Z jakiego pobitego rekordu cieszyłeś się najbardziej i dlaczego?”


Odpowiedź należy zostawić w komentarzu pod tym postem 
(podając swój mail kontaktowy) lub (jeśli Ci wygodniej) na facebook’u (tutaj).



Nagrodzone zostaną trzy osoby.

Konkurs trwa do niedzieli - 26 kwietnia, 
a wyniki ogłoszę w tym poście w środę 29 kwietnia. 


Powodzenia!


KONKURS ZAKOŃCZONY!


Dziękuję wszystkim za zgłoszenia!

Książkę “Pobij swój rekord -  skuteczne treningi
od 5km do maratonu dla ambitnych biegaczy”
otrzymują:

• Fido
• Mateusz G.
• Z dziennika dietetyka

Serdecznie gratuluję!

______________

Spodziewajcie się wiadomości w swoich skrzynkach!

/E.
Czytaj dalej

Wyjdź na zewnątrz i zrób to


Co jest najczęstszą przeszkodą w wyjściu na pierwszy trening? Strach? Brak czasu? Leń? Czy jeszcze coś, co nie pozwala Ci ruszyć się z domu?


Zastanawiałam się ostatnio co mnie zmotywowało, co się stało, że rozpoczęła się moja biegowa przygoda, która trwa już prawie dwa lata. Przyczyny mogły być różne, ale wszystko w gruncie rzeczy sprowadzało się do chęci zmiany swojego stylu życia i znalezienia czegoś, do czego mogę dążyć bez względu na wszystko.

Zaczęło się od jednego prostego celu – bieg na 10 km, a reszta potoczyła się już sama, niemal jak lawina poruszająca przy okazji inne dziedziny życia.




Często słyszę:

„Chciałabym biegać, ale nie wiem jak zacząć”
„Za bardzo się męczę” 
„Tak wiem, ale najgorzej jest wyjść” 
„ Ok, od poniedziałku, żeby był równy tydzień” 

Znacie te zdania? Myślę, że od tego czy zaczniemy zależy przede wszystkim to, czy faktycznie chcemy, czy tylko nam się wydaje, że tak jest. Dodatkowo, początkujące osoby planują najczęściej tylko jeden (maksymalnie dwa) treningi tygodniowo, a jak wiadomo - im dłuższą przerwę się zrobi, tym trudniej do danej czynności później wrócić.

Wszyscy mamy dobę trwającą tyle samo i każdy z nas ma swoje obowiązki. Wiem, że bywają tygodnie wypełnione po brzegi i trening wtedy schodzi na dalszy plan, ale są również i takie miesiące, które mijają właściwie na niczym i nim się obejrzymy od ostatniej aktywności minęło już tyle czasu, że znowu trzeba zaczynać od nowa.

Ja również byłam w tym miejscu. Moje pierwsze "treningi" trwały maksymalnie tydzień, a później wracałam do tego co było kiedyś, aż pewnego dnia tak się zmotywowałąm, że nie odpuściłam. Efekt? Kompletnie to pokochałam.




Co jest kluczem do sukcesu? 

Na mnie podziałał odpowiedni plan i na tyle silna wola, by wyjść 3 razy w tygodniu za drzwi. Tak naprawdę nie ma znaczenia jak długo będziesz na zewnątrz, jak daleko pobiegniesz i jak bardzo się zmęczysz. Liczy się to, że wyszedłeś, a tego nigdy nie pożałujesz.

Boisz się, że ktoś Cię zobaczy? 

Aktualnie sport jest na tyle popularny, że raczej nikt nie zwróci na Ciebie uwagi. Wyjątkiem są małe miejscowości, ale czy faktycznie jest się czym przejmować? To dla nas korzyść, a inni.. powinni tylko brać przykład.

Brak czasu? 

Przyznaj się, ile godzin spędzasz przed komputerem, ile czasu robisz tak naprawdę nic narzekając na nudę? Mnóstwo, a możesz to spożytkować na aktywność fizyczną, która momentalnie poprawi samopoczucie. Jestem pewna, że bez problemu wciśniesz ją w swój napięty grafik.


Pamiętajcie o tym, że aby wyrobić w sobie nawyk, daną czynność należy powtórzyć kilkakrotnie. Takie działanie po czasie przynosi pierwsze efekty, a te z kolei są najlepszą motywacją do dalszego działania.

Dla mnie bieganie jest teraz czynnością naturalną, bez której nie wyobrażam sobie tygodnia. Kto by pomyślał? Ale prawda jest taka, że aby coś osiągnąć… po prostu trzeba chcieć.

A jak to było u Was? Co Was zmotywowało do regularnej aktywności fizycznej? A co było największą przeszkodą?

/E.

Czytaj dalej

Podsumowanie miesiąca. Plany na kwiecień 2015

 

Jestem zadowolona. Z marca wycisnęłam maksymalnie ile mogłam, a część nawet przewyższyła moje oczekiwania. Plan dnia nieco się zmienił, dzień jest coraz dłuższy, większość treningów mogę już wykonywać w dzień, więc automatycznie mam chęci na wszystko. Myślę, że jest dobrze.


Marzec w skrócie:


- 3 biegi parkrun i zadowalające wyniki (25 z przodu bardzo cieszy)
- dwa starty: Bieg Tropem Wilczym i Półmaraton Marzanny
- 155 km w biegu (dokładnie tak, jak być powinno)
- prawie 49 km na rolkach (zdecydowanie czuć już wiosnę)
- ponad 30 godzin spędzonych aktywnie (w tym 7 jogi)




Dużo treningów, biegów i mnóstwo jogi. Podoba mi się to, co osiągnęłam w marcu. Rozpoczęłam też 30 dniowy jogowy projekt, o którym na pewno napiszę, gdy go ukończę, bo już przynosi fajne efekty.


Plany na kwiecień 2015


Praca nad szybkością. Nie muszę już tak dbać o kilometraż, bo Półmaraton mam za sobą, jednak 40 km tygodniowo warto utrzymać. Bardzo chcę biegać szybciej i obecnie wszystkie treningi ustawione mam pod kwietniowy start na 10 km. Chcę sobie coś udowodnić i pora to zrobić.

W kwietniu pogoda powinna być bardziej sprzyjająca, więc jazda na rolkach na pewno będzie częściej pojawiać się w moim rozkładzie dnia. Uczę się slalomu, pierwsze kroki już za mną.


@keepdreamsclose

/E.


Czytaj dalej