Snowboard początki


Na co dzień biegam. Myślę, że nawet mogę nazwać się biegaczką, bo sport ten uprawiam regularnie, średnio 3-4 razy w tygodniu. Oprócz biegania jeżdżę na rolkach. Teraz zdecydowanie rzadziej, bo aura nie sprzyja, ale w okresie wiosenno-letnio-jesiennym prawie codziennie. Te dwie dyscypliny to strzał w dziesiątkę. Właściwie za każdym razem dają mi uśmiech i satysfakcje. Kto by pomyślał, że znajdzie się jeszcze coś, co już za pierwszym razem skradnie me serce - snowboard.





Marzyłam o tym od dawna. Już w zeszłym roku był to jeden z moich miesięcznych celów. W rodzinie i wśród znajomych raczej nikt nie uprawiał sportów zimowych (nie licząc sanek, kuligów, lepienia bałwanów, bitw na śnieżki czy robienia orłów w śniegu), więc tym bardziej trudno było mi zrealizować swój cel. 

Nart jakoś nigdy nie brałam pod uwagę. Łyżwy są nie dla mnie (kto by pomyślał, skoro tak kocham rolki), a zawsze chciałam snowboard. Na szczęście mój chłopak złapał totalną zajawkę rok temu, zaopatrzył się w sprzęt, nauczył jeździć i został moim instruktorem. 

Początki były bardzo trudne i niezwykle frustrujące. Nie przejechałam 3-4 metrów, a już leżałam. Ciągłe upadki i wywrotki strasznie demotywują. Dobrze, że miałam w sobie tyle samozaparcia i motywacji, że nie poddałam się, bo z każdym zjazdem było coraz lepiej. Nauczyłam się ślizgać na tylnej krawędzi, łapać równowagę, hamować i kontrolować na tyle snowboard, że mniej więcej po 4-5 godzinach potrafiłam przejechać 1,5 km trasę bez lądowania na tyłku/kolanach.




Oczywiście przede mną jeszcze mnóstwo pracy, ale pierwszy (najtrudniejszy etap) mam już za sobą. Trafiłam na świetne warunki do nauki. Miękki śnieg, 4 stopnie, słoneczko i brak tłoku na stoku ułatwił mi wiele. Jednak najważniejsze jest to, by po każdej wywrotce podnieść się i walczyć dalej. Upadków nie da się uniknąć, a grunt to ciągle próbować.  

Wytrwałość to bardzo przydatna cecha.


Jazda na snowboardzie dała mi mnóstwo radości. To świetna zabawa! Podczas wjazdu wyciągiem na górę nie mogłam doczekać się, kiedy znów będę jechała w dół. Mimo tego, że dziś bolą mnie chyba wszystkie mięśnie jakie tylko mam, to już czekam na kolejny snowboardowy wyjazd. Deska to zdecydowanie coś dla mnie! :)


/E.
Czytaj dalej