Parkrun Kraków #15

Bardzo lubię lipiec o czym wspominałam już w czerwcowym podsumowaniu i w związku z tym postanowiłam od samego początku miesiąca zabrać się za wypełnianie listy lipcowych celów. Dzięki temu mój ulubiony miesiąc zyska jeszcze bardziej w moich oczach i będę miała się czym pochwalić w sierpniu. Muszę przyznać, że jak na razie idzie mi całkiem nieźle i oby tak pozostało.


Jako, że w czerwcu głównie z powodu braku czasu nie miałam możliwości wybrać się na krakowski parkrun, dlatego postawiłam sobie za punkt honoru udział w chociaż jednym biegu w lipcu. Nie do końca wiedziałam ile wolnych weekendów spędzę w Krakowie, więc już przy pierwszym lepszym wykorzystałam okazję i udałam się na sobotnie bieganie.

fot.A.Łapczuk-Krygier

Czas podobnie jak w czerwcu wciąż mnie baaardzo ogranicza (a nawet trochę bardziej), dlatego ten wpis dodaję z dosyć sporym opóźnieniem, ale skoro już powstała taka seria na blogu, to chcę uwieczniać każdy mój "start". Ot taka historia.

Dawno nie biegałam poniżej 5:30/km i zupełnie odzwyczaiłam się od takich prędkości, a dystans pięciu kilometrów raczej tego wymaga, więc i ten bieg był dla mnie sporym wyzwaniem. Na szczęście pogoda była niezła (przynajmniej nie grzało), a ja uzyskałam całkiem przyzwoity czas w okolicach 28 minut. 

Wiem bardzo dobrze, że stać mnie na więcej i problem leży nie tyle co w nogach czy kondycji ale w mojej głowie. Wyjście poza strefę komfortu? Ha.. nie umiem. Jestem dobrej myśli, w końcu jeszcze wszystko przede mną, prawda?

fot.A.Łapczuk-Krygier

Czytaj dalej

Mój pierwszy maraton na rolkach

Do rolkowego maratonu przymierzałam się już od kilku miesięcy. W tym czasie wielokrotnie już przejechałam 21 km i kilka razy ponad 30km. Gdy okazało się, że taki dystans nie jest już dla mnie jakimś większym wysiłkiem postanowiłam podnieść sobie poprzeczkę i jako cel do zrealizowania wybrać maraton. 



Wygospodarowanie odpowiedniej ilości czasu było największym wyzwaniem. Ostatni czwartkowy nocny przejazd na rolkach z serii Kraków, Rolki i My w którym częściowo wzięłam udział wydawał się świetną okazją na przejechanie maratonu, jednak ulewa szybko pokrzyżowała moje plany i po 30 km, trochę zawiedziona wróciłam do domu.

Myślałam, że szybko podobnych okoliczności nie będzie i wymarzonych 42km 195m w najbliższym czasie nie uda mi się przejechać, zwłaszcza, że skupiam się teraz przede wszystkim na bieganiu. Oj jak bardzo się myliłam, bo wczorajszy chłodny sobotni wieczór był po prostu idealnym momentem.


Gdy koło 19.00 zakładaliśmy wraz z chłopakiem na nogi rolki nie wiedzieliśmy jeszcze, że spędzimy na nich 3 godziny. Decyzja zapadła dopiero koło 10-11 kilometra dokładnie wtedy, gdy znaleźliśmy kontynuację ścieżki wzdłuż Wisły. 

Jechało się nią naprawdę fantastycznie. Piękne widoki, cisza, spokój.. jak nie w Krakowie. Do tego gładki asfalt po którym rolki praktycznie same jechały, a ja nawet nie odczuwałam prędkości. Szkoda, że po 18 km w jedną stronę musieliśmy zawrócić, bo właściwie nie było już gdzie jechać. 

W ten sposób mając zrobione 33 kilometry wjechaliśmy na Błonia i nie pozostawało już nic innego jak przejechanie pozostałego dystansu.


Szybko się ściemniało, dlatego ostatnie kilometry przycisnęliśmy robiąc 3 kółka dookoła Krakowskich Błoń, zdobywając przy okazji życiówkę na 10 km (31m:54s), a maraton przejeżdżając w 2g:55m:13s. 

Nawet nie spodziewałam się, że w takim czasie jestem w stanie go zrobić, dlatego jestem naprawdę mega zadowolona. Wiem też, że wynik jest spokojnie do poprawienia o kilka minut, zwłaszcza gdy patrzę na międzyczasy. Mimo wszystko, zdaję sobie też sprawę z tego, że dzięki tym wolniejszym odcinkom dzisiaj nic mnie nie boli, a skutków wczorajszej jazdy właściwie nie odczuwam. Fajna wycieczka i kolejne nowe doświadczenie. Rolki są zdecydowanie świetnym środkiem transportu. 


Spodobało mi się. Nawet przemknęła mi przez głowę myśl o zakupie rolek do jazdy szybkiej, jednak na obecną chwilę priorytetem są te do freestyle'u. Przy okazji, już po raz kolejny udowodniłam sobie, że wszystko jest do zrobienia i właściwie nie ma rzeczy niemożliwych. Najważniejsze to chcieć i solidnie na to pracować.

/E.
Czytaj dalej

Bieganie jest... fajne!

Sport przewija się w jakiś sposób właściwie przez całe moje życie. Na początku wszystko skupiało się raczej na grach zespołowych (głównie koszykówka), basenie, gimnastyce (stanie na rękach, przewroty, skok przez kozła), czy lekkiej atletyce (skok w dal/wzwyż, bieg na 60/100m i pchnięcie kulą). Szło mi w sumie dobrze i najczęściej moje starania były nagradzane szóstką z wfu na koniec. 


Prawda jest taka, że nigdy nie lubiłam długich biegów. Dzień gdy trzeba było przebiec 300m, nie wspominając o 600m był świetnym pretekstem do zapomnienia stroju, nagłej choroby czy bólu głowy/brzucha. Zabawne prawda? Ale tak było, a obecnie po jednym kilometrze nawet jakoś specjalnie się nie zmęczę.

I tak sobie teraz siedzę i myślę, że właściwie to...


fajnie jest... poczuć się wolnym
fajnie jest... dzięki bieganiu uśmiechać się przez cały dzień
fajnie jest... wbiec do tramwaju i nawet nie mieć zadyszki
fajnie jest... rozładować swoje emocje aktywnie, a nie na drugiej osobie
fajnie jest... się zmęczyć, a jednocześnie być szczęśliwym
fajnie jest... poznawać w ten sposób ludzi, z którymi łączy mnie wspólna pasja
fajnie jest... być od biegania uzależnionym
fajnie jest... zarażać bieganiem
fajnie jest... wciąż do czegoś dążyć
fajnie jest... nie bać się pogody
fajnie jest... kochać świat i wciąż go podziwiać
fajnie jest... założyć sukienkę
fajnie jest... biegać w deszczu 
fajnie jest... wejść po schodach na najwyższe piętro
fajnie jest... biegać w zawodach
fajnie jest... podczas biegania dostrzegać to, czego normalnie się nie zauważa
fajnie jest... żyć prawdziwie
fajnie jest... przebiec półmaraton
fajnie jest... dotknąć nieba
fajnie jest... czuć się dobrze we własnym ciele
fajnie jest... mieć energię i dzielić się nią z innymi
fajnie jest... robić coś dla siebie
fajnie jest... frunąć 3 metry nad ziemią, mając grunt pod nogami
fajnie jest... czytać/pisać/słuchać i rozmawiać o bieganiu
fajnie jest... realizować plany
fajnie jest... spełniać swoje marzenia

 
...bo przecież TAK fajnie jest biegać.
Czytaj dalej

Elbrus Ancona

Posty zawierające recenzję butów do biegania cieszą się największą popularnością na moim blogu, dlatego postanowiłam wyjść Wam na przeciw i napisać o kolejnych w których też biegam (a często o nie pytacie) i są nimi  Elbrus Ancona.



Mniej więcej w okolicach lutego/marca postanowiłam zrezygnować z biegania w Nike Revolution 2 głównie z powodu dziurek jakie zaczęły się tworzyć na wysokości małego palucha, ale także pojawiających się co chwila odcisków i otarć. Odstawiając je oczywistym było, że potrzebuję nowej pary butów do biegania i akurat dzięki cudownemu zbiegowi okoliczności dostałam na maila newslettera z promocją na wyżej wymienione obuwie w sklepie Martes Sport. Opinii o Elbrus Ancona w sieci było niewiele, ale kusząca oferta (wtedy cena poniżej 100zł) i konieczność jak najszybszego zakupu nowej pary mnie przekonała. Postanowiłam spróbować, bo jeśli nie nadadzą się do biegania, to przecież mogę w nich ćwiczyć.


Producent przedstawia je jako lekkie i wygodne buty do biegania. Ciężko się z tym nie zgodzić, bo do tej pory pamiętam chwilę, gdy po raz pierwszy wyszłam w nich pobiegać, to czułam dosłownie, że frunę (mimo, że było koło 5 stopni i lód na zewnątrz). To wszystko za sprawą lekkiej i dopasowującej się do stopy podeszwy z tworzywa EVA. Piankowy materiał wpływa również na amortyzację i działa ona tak jak powinna, gdyż niejednokrotnie pokonałam w nich dystans powyżej 15km (nawet półmaraton w nich przebiegłam) i nie nabawiłam się żadnej kontuzji.


But wykonany jest z siateczkowatego oddychającego materiału, co sprawia, że nawet przy 30 stopniach stopa nie przegrzewa się jakoś specjalnie. Po większych śniegach nie biegałam za dużo, gdyż nie było okazji, ale na oblodzonej i mokrej powierzchni, dzięki podeszwie pokrytej bieżnikiem czułam się bardzo bezpiecznie. Ostre zakręty, przyśpieszenia.. Elbrus Ancona poradziły sobie świetnie!

Z tymi butami polubiłam się bardzo. To, że są leciutkie i mają elastyczną podeszwę sprawia, że biega mi się w nich lepiej niż w Nike, czy Pumach. Wszystkie moje wcześniejsze buty miały twardą i wysoką podeszwę, a o zgięciu jej w sposób jak na zdjęciu poniżej mogłam tylko pomarzyć. Możliwe, że były inspirowane technologią Free.


Na plus zaliczam jeszcze to, że są bardzo wytrzymałe i nie brudzą się tak bardzo. Łatwo je wyczyścić, więc błoto, piach, czy deszcz im jest wcale nie straszny. Przemokły mi wiele razy i nic się z nimi nie stało.

Buty są w różnych wariantach kolorystycznych dla kobiet i mężczyzn. Można je dostać najczęściej w cenie około 130zł, choć cena regularna to podobno 280 zł, ale nigdy ich za tyle nie widziałam w sklepie.

Aktualnie buty mają na liczniku około 350km i właściwie nie widać po nich śladów zużycia. Biega mi się w nich świetnie i w 100% mogę je polecić. Wybiegam w nich jeszcze wiele kilometrów, bo nie mam najmniejszego zamiaru odstawiać ich do szafy, skoro tak mi przypasowały. Dodam, że oprócz biegania, skakałam w nich na skakance, robiłam planki, pompki, jeździłam na rowerze i ani razu mnie nie zawiodły. Spotkałam się w Internecie nawet z opcją tuningowania Elbrusów, by obcas był trochę niższy, ale to już wyższy stopień wtajemniczenia. Szkoda, że to tak mało popularna polska marka, bo buty są naprawdę dobrej jakości.
o rany, kilka zdjęć a tyle wspomnień..  

Inne recenzje butów w których biegałam:
Nike Revolution 2
Kalenji Ekiden 50

Czytaj dalej

Podsumowanie miesiąca i plany na lipiec 2014

Mamy lipiec wreszcie! To mój ulubiony miesiąc i cały rok czekam właśnie na niego. Do tego moje urodziny (z których w sumie już nie powinnam się aż tak cieszyć), lato, kwiaty, wschody i zachody słońca, gwieździste ciepłe noce, zdjęcia, woda, rower, rolki, bieganie... 


Krótkie podsumowanie ostatnich 30 dni i ruszam do przodu, bo w lipcu będzie się działo!

Zatem jak minął mi czerwiec?

Bez życiówek. Był to raczej taki spokojny miesiąc poświęcony na budowanie bazy przed rozpoczęciem przygotowań do półmaratonu. Kilka dłuższych wybiegań i lżejszych treningów. Bez wyścigów, wszystko na luzie. W połowie na kilka dni dopadła mnie choroba, więc byłam osłabiona, ale gdy patrzę na ogólne wyniki to w sumie było całkiem niezłe (szkoda tylko, że w czerwcu nie udało mi się dotrzeć na ani jeden parkrun):

- wzięłam udział w VI Biegu Rekreacyjnym w mojej rodzinnej miejscowości
- ukończyłam osobiste wyzwanie, jakim był Kwietny Bieg dookoła Błoń
- przebiegłam 5km (tempo 6:00) z grupą Night Runners
- najlepszy czas na 5km - 28m:49s
- najlepszy czas na 10km - 59m:12s
- najdłuższy przebiegnięty dystans - 18,4km
- łącznie pokonałam około 134km biegając i 130km jeżdżąc na rolkach
- przejechałam 3 półmaratony na rolkach w tym jeden podczas przejazdu Kraków, Rolki i My
- przepłynęłam 1,4km na basenie
- na aktywność fizyczną poświęciłam w przybliżeniu 33h


Czy zrealizowałam plany na czerwiec?

- kilometraż w granicach 30-40km udało mi się utrzymać przez pierwsze 2 tygodnie, później dopadła mnie choroba i musiałam trochę ograniczyć bieganie
- ćwiczenia na plecy były, trochę więcej jogi, rozciągania i właściwie już nic mnie nie boli
- byłam na basenie, co prawda tylko raz, ale jednak

Maratonu na rolkach nie przejechałam. Chciałam to zrobić w drugiej połowie czerwca, ale osłabienie i przeprowadzka trochę pokrzyżowała mi plany. Nic się nie stało, jeszcze to zrobię. Z rybami w diecie było różnie, ale zdecydowanie lepiej niż wcześniej. Praca magisterska przeciągnie się raczej do września.

Moje plany na lipiec:

- realizacja planu treningowego do półmaratonu (pisałam o tym już w przedostatnim wpisie)
- pobiec w grupie 5:30 z Night Runners (!)
- sobotni parkrun chociaż raz (!!!)
- w miarę możliwości do aktywności fizycznej wplatać pływanie i rower
- wrócić do ZWOW'ów
- podczas ćwiczeń uzupełniających skupić się przede wszystkim na nogach
- mam wiele planów zawodowych i w lipcu to właśnie im chcę poświęcić sporo czasu
- przeczytać wreszcie jakąś książkę i obejrzeć (ambitny) film


A na koniec kilka czerwcowych instafotek:


Czytaj dalej