VI Bieg Rekreacyjny w Bełchatowie

 

Czekałam na ten dzień od miesiąca. Wyobrażałam sobie różne scenariusze, planowałam bieg, składałam playlistę, zastanawiałam się nad strojem i zmieniałam koncepcję wiele razy, ale nawet przez myśl mi nie przeszło, że tego dnia na starcie stał będzie ze mną jeszcze ktoś TAK bliski. Naprawdę, nie spodziewałam się.


Bieg został zorganizowany 29 czerwca z okazji Dni Bełchatowa przez Klub Biegaczy Spartakus i była to już VI edycja. Wszystko zupełnie darmowe, wystarczyło przyjść w dniu zawodów, zapisać się i pobiec. Chyba nie ma lepszego sposobu na zachęcenie do aktywności fizycznej, zwłaszcza, że poza pakietem startowym, na mecie każdy otrzymywał medal i posiłek regeneracyjny.

Pamiętam jak w zeszłym roku zastanawiałam się nad tym startem, jednak nie czułam się jeszcze na siłach. Szkoda, ale przecież dopiero zaczynałam biegać.

W biurze zawodów pojawiłam się kilka godzin wcześniej, by w domu spokojnie przypiąć numerek startowy, zjeść i zabrać potrzebne rzeczy. Tego dnia podczas wypełniania formularza zgłoszeniowego stało się coś niesamowitego - usłyszałam od taty magiczne zdanie, które odmieniło mój dzień. Zwyczajne "a może też bym pobiegł?" sprawiło, że kolejne godziny były jednymi z piękniejszych w moim życiu. Nie musiałam go zachęcać, tylko upewniłam się, czy na pewno chce. Chciał, więc kibicowałam całym swoim sercem.

oprócz numerka, w pakiecie był baton zbożowy Ba!, oshee i mnóstwo ulotek

Zapisałam się na 5km. Bardzo lubię ten dystans, jest krótki i od samego początku dajesz z siebie max. Do tego, właściwie podczas każdego treningu pokonuję zdecydowanie więcej.

Start zaplanowany na godzinę 11.00 trochę się opóźnił, ale na szczęście tylko chwilkę. Zabawne, że prawie do ostatnich minut nikt nie wiedział w którą stronę biegniemy. Gdy spiker wszystko wyjaśnił, wszyscy ustawili się bez problemu na starcie.

Jednocześnie rozpoczął się bieg na 5 i 10 km oraz (!!!) marsz nording walking. Tutaj naprawdę WIELKI minus i właściwie jedyny w całym biegu. Rozumiem, że  osoby z kijkami chcą uzyskać dobry czas, ale według mnie rozważniej by było, gdyby ustawili się na samym końcu, a nie pomiędzy biegaczami, a jeszcze lepiej, jakby wystartowali 2-3 minuty później. Przez to wszystko, pierwsze 100-200m truchtałam sobie za panem z kijkami, bo nie miałam możliwości go wyprzedzić. Pewnie to moja wina, że nie stanęłam gdzieś na początku, ale nie pomyślałam, że tak to będzie wyglądało. 


Miałam w planach biec wszystkie odcinki 5:10-5:20, ale udało mi się to tempo utrzymać tylko przez pierwsze 2 km. Cała trasa wiodła przez las, zero asfaltu, momentami sam piach, do tego wielki podbieg, straszna duchota i.. musiałam po prostu zwolnić. Nie jestem w ogóle przyzwyczajona do biegania w takich warunkach. Lasami czasem biegam, ale raczej wolno, po górkach niewiele (chyba, że to podbiegi), a w upały wcale, bo wybieram dni chłodne, wczesne godziny poranne, albo późne wieczory.  

Uzyskany czas zamyka się granicach 28-29minut. Oficjalne wyniki jeszcze nie są podane, ale nie jest to aż takie istotne. Nie mogę też tego startu porównywać do parkrunowych biegów, gdyż odbywają się one w 100% po asfalcie, a odcinki pod górę są niewielkie. Fakt, nie jestem zadowolona, ale to kolejne ważne dla mnie doświadczenie. Wiem nad czym muszę pracować i na czym się skupić. Na przyszły rok mam ambitne plany i chcę trochę powalczyć.


Mój tata też przebiegł i co więcej, nawet nie był ostatni. Gdy odebrałam medal wróciłam się po niego i ostatnie kilkaset metrów biegliśmy razem. Był zadowolony, walczył, dostał medal i mam nadzieję, że na tym się nie skończy. Jestem z niego dumna. To właśnie On sprawił, że do końca dnia unosiłam się 100m nad ziemią. Co więcej, obiecał, że za rok też wystartuje!


Taki leśny bieg ma swój urok. Brakowało trochę kibiców, ale okrążenie po bieżni tuż przed metą to wynagrodziło. Trasa była bardzo dobrze oznaczona, a najbardziej podobały mi się tabliczki z motywacyjnymi tekstami typu "Jeśli już się zdecydowałeś, to walcz do końca". To coś, dzięki czemu się nie poddałam. 


Klub Spartakus wykazał się świetną organizacją. Sprawne wręczanie medali, woda po biegu do woli, ciepły posiłek, miła kameralna atmosfera i losowanie nagród (nawet udało mi się dostać kilka drobiazgów). Gdyby nie zgrzyt na starcie, byłoby idealnie. Imprezę wpisuję na stałe do kalendarza, to jest już pewne.


Na koniec chciałam jeszcze pozdrowić Sebastiana z bloga Seba Biega, który rozpoznał mnie i podczas rozgrzewki podszedł do mnie na chwilkę pogadać. To miłe :)

Udostępnij ten post

36 komentarzy :

  1. Gratuluję Wam obojgu!
    Moi rodzice, niegdyś bardzo aktywni, już nie biegają, ale często biorą udział w marszach Nordic Walking - jestem z Nich strasznie dumna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i tak ma być! Ważne, że ciągle coś robią, a to jest najważniejsze. Moi za to najczęściej na rowerach jeżdżą i dużo spacerują :)

      Usuń
  2. Wow.
    Nie wyobrażasz sobie, z jakim bananem na twarzy czytałam ten post! Gratuluję eksplozji pozytywnej energii, które aż zmieniają ludzi dookoła :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rany, nie spodziewałam się, że to aż takie emocje wywoła :D Cieszę się, meeega!

      Usuń
  3. teraz już wiem, co czuł mój tata. bo u nas było odwrotnie. to on mnie namówił na bieganie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na pewno również był taki szczęśliwy jak ja ; )))

      Usuń
  4. gratuluję Kochana! nawet po takim biegu wyglądasz pięknie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 5km to nic takiego, po większym dystansie nie jest już tak kolorowo ;D

      Usuń
    2. Ty to już wprawiona jesteś :D ja po 4km nie wyglądam szczególnie atrakcyjnie :D

      Usuń
    3. To też zależy od pogody, ale pomyśl sobie jak wyglądam po 15km.. :D

      Usuń
  5. Aż mnie ciarki przeszły:) Ale fajnie czytać o czymś takim,że bliscy wspierają Cię w tym co robisz. Aż łezka się w oku ze wzruszenia zakręciła:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale super !!! Zaczytałam się, uśmiech z twarzy mi nie schodził. Gratulację dla Ciebie i dla Taty - podziwiam że się zdecydował :) Bełchatów mam niedaleko i mam nadzieję w przyszłym roku pobiec.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że tak moja relacja na Ciebie wpłynęła : )) Dziękuję w moim i taty imieniu, sama go wciąż podziwiam :D

      Wpadnij koniecznie, ale jeszcze w listopadzie organizowany jest bieg na 5 i 15km : )

      Usuń
  7. szczegolne gratulacje naleza sie tacie!! :) Tobie oczywiscie jak zwykle takze :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tato zdecydowanie zasłużył : )) dzięki!

      Usuń
  8. Dziękujemy za miłe słowa. Gratulujemy Tobie i tacie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Na wstępie ogromny szacunek i wielkie brawa dla Twojego taty. Bieg łatwy nie był i tym większe słowa uznania. Oczywiście dla Ciebie również wielkie gratulacje!
    Miło było się w końcu poznać i zamienić kilka słów. Mam nadzieję, że widzimy się na "Bełchatowskiej Piętnastce"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że się widzimy! Nie mogłabym przegapić takiego wydarzenia :D

      Usuń
  10. Bardzo podoba mi się twój blog! :)

    Jeśli chcesz możesz wpaść na mojego blogi:
    nutkaciszy.blogspot.com
    truskawkowa-fiesta.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Brawo dla Ciebie, a przede wszystkim dla taty!!!! ;-)) To fantastyczne, że zarażasz miłością do biegania;-) Nie ma chyba fajniejszej choroby niż biegowa;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj masz rację. Taka choroba, to jak nie choroba ;D

      Usuń
  12. Gratuluję Tobie i tacie! :)
    Co do zmiany nawierzchni to również ją odczuwam, nawet przy moich małych amatorskich biegach ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :)
      Wiadomo, że po asfalcie biega się duużo szybciej, niż po lasach :)

      Usuń
  13. To rzeczywiście niesamowicie pozytywne, kiedy bliscy zaczynają zarażać się naszą pasją.

    OdpowiedzUsuń
  14. Na wstępie...GRATULUJĘ!!! Tobie i Twojemu TACIE! Spisaliście się świetnie!

    Wiem, jak się czułaś, bo mój tata też kiedyś ni tego ni z owego powiedział, że pojedzie poćwiczyć ze mną. A prowadziłam wtedy zajęcia fitness dla kobitek - tata przysedł do pierwszego szeregu..i ćwiczył! :) Czasami może mu nie do końca wszystko wychodziło..ale i tak byłam z niego bardzo dumna ;] Muszę przyznać, że dzielnie przychodził póżniej na zajęcia.. :)

    Pozdrawiam,
    Pestka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz, a dzisiaj z kolei zapytałam taty czy pojeździ ze mną na rowerze i byłam pewna, że powie "nie" i wiesz co? Chciał! Przejechaliśmy wspólnie 18 kilometrów : )))

      Usuń
  15. Gratuluję, Tobie i oczywiście Tacie. :)
    Super, że Twój Tata się zdecydował. :) To wyjdzie mu tylko na zdrowie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że tak : )) A dzisiaj na rowerze jeździliśmy razem : ))

      Usuń
  16. Brawo, dla Ciebie i dla Taty! Ale fajnie, nie dziwię się Twojej radości!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz! To dla mnie dodatkowa motywacja ;)