Personal best - najlepszą nagrodą

Lubię wspominać swoje początki, bo bardzo szybko sprowadza mnie to na ziemię. Taki mały powrót do przeszłości skutecznie wprowadza stan równowagi w mojej aktywności fizycznej.


W zeszłym roku nie mając zegarka z GPSem biegałam i jeździłam na rolkach dla przyjemności. Owszem mierzyłam sobie czas i rysowałam trasę, ale wszystko to było bardzo orientacyjne. Cieszyłam się bardziej z tego, że z tygodnia na tydzień potrafię przebiec więcej kilometrów, niż że daną trasę pokonuję szybciej. To było na swój sposób piękne.


Nie trudno się domyślić, że z czasem zapragnęłam więcej. W zimie 2013/2014 pożyczyłam telefon i już mogłam dokładniej mierzyć czas. Od tego momentu się zaczęło. Nie potrafiłam rozpocząć biegu dopóki nie pojawiły się aktywne satelity, a już broń boże przebiec się bez telefonu. To była ciągła pogoń za życiówkami i pełnymi kilometrami. Wszystko trwało przez całkiem długi okres i byłoby dobrze, jednak w pewnym momencie przestały pojawiać się nowe rekordy. Śmieję się teraz do siebie, gdy to piszę, ale naprawdę tak było - tragedia!


Średni czas na kilometr mnie nie zadowalał, gdy biegałam za wolno czy za mało też było źle, gdy się zatrzymywałam jeszcze gorzej. Kilka podobnych sytuacji, a ja zupełnie straciłam ochotę na bieganie.

Na szczęście zaczęłam szukać złotego środka. Nauczyłam się wyciągać wnioski i szybko wprowadzać je w życie. Tym sposobem pojawiło się kilka biegów bez GPSa, z czasem z GPSem ale bez wirtualnego trenera, kolejne treningi dużo wolniejszym tempem, bez stresu i z uśmiechem na twarzy. Zauważyłam, że bieganie sprawia mi jeszcze większą przyjemność niż na początku. Nie potrzebowałam nowych życiówek, bo to co robiłam dawało mi radość. Za każdym razem wracałam szczęśliwa do domu nie mogąc doczekać się następnego treningu. Tak też przebiegałam kilka tygodni, a wczoraj właściwie przypadkiem zbliżyłam się do magicznej granicy 55 minut na 10km.


Bieg był bardzo zwyczajny. Zaplanowałam sobie trasę na 13km i po prostu zaczęłam biec. Po mniej więcej 6. czy 7. kilometrze pomyślałam, że skoro tak dobrze mi się biegnie, to spróbuję nieco przyśpieszyć. Nogi same mnie niosły, a ja zwiększałam tempo aż do samego końca. Mówię Wam, dla takich chwil warto biegać.


Nowy wynik dodał mi tylko sił do działania. Wcale nie mam zamiaru się ścigać i zabiegać za wszelką cenę o kolejne życiówki. Skoro odzyskałam harmonię to niech tak pozostanie. Uwierzcie, nie ma nic lepszego niż radość z każdego treningu.
Czytaj dalej

Parkrun Kraków #13 - radość biegania

Cotygodniowy udział w biegach parkrun stał się już dla mnie tradycją. Sobota, 9.00 rano, krakowskie błonia to moje ulubione rozpoczęcie weekendu.


Ostatni był wyjątkowy na wiele sposobów. Po pierwsze ze względu na jubileusz (rok istnienia parkrun Kraków), zorganizowany z tego powodu piknik na mecie, wręczenie medali w klasyfikacji ogólnej, piękna, iście wakacyjna pogoda i wreszcie moje racjonalne podejście do biegania.

W ostatnią sobotę uzyskałam jeden z gorszych rezultatów, a wpływ na to oprócz pogody miała też moja ostrożność. Nie chciałam przemęczać kostki, która od czasu do czasu mnie pobolewała, dlatego trasę pokonałam marszo-biegiem uśmiechając się w duchu do siebie. Na wyniki przyjdzie jeszcze czas, więc biegam by biegać i najważniejsza jest po prostu radość. 
 
fot. J.Podgórski
Nauczyłam się czerpać z tego przyjemność. Nie patrzę już tak na czas, nie przejmuję porażkami, po prostu biegam i cieszę każdym przebytym metrem.
 
Tego dnia zrobiono mi też wiele zdjęć, za co serdecznie dziękuję i zamiast rezultatów, słów czy opowiadań, po prostu je Wam pokażę, bo to one najlepiej pokazują atmosferę jaka tam panuje.

   w taki gorąc tylko cień jest zbawieniem     a tu z Mateuszem, którego pozdrawiam!

  jedzenie? zawsze z chęcią :)
                                               
Pewnie zauważyliście, że właściwie na każdym zdjęciu mam uśmiech na twarzy i tak naprawdę ostatnio cały czas się uśmiecham. Życie jest piękne, trzeba umieć to docenić, a bieganie mi w tym tylko pomaga. 
 
      i cała nasza parkrun'owa gromadka
Czytaj dalej

Rest day to też trening


Ile dni w tygodniu ćwiczymy/biegamy zależy tylko i wyłącznie od nas. Im częściej coś robimy, przynosi to coraz lepsze efekty. Jednak trzeba pamiętać, że aby osiągnąć zamierzony cel, organizm musi też odpoczywać.


Dlaczego odpoczynek jest taki ważny?
Zbyt mało odpoczynku może doprowadzić do przetrenowania. Na początku jest świetnie. Ćwiczysz codziennie, endorfiny szaleją, Ty dajesz z siebie 100%, wyniki się poprawiają, aż wreszcie organizm zaczyna protestować. Wyniki są coraz gorsze, bolące i zmęczone mięśnie nie pozwalają na efektywny trening, codzienne złe samopoczucie, objawy depresji, zwiększone ryzyko kontuzji i urazów. Jednym słowem - nieciekawie.

EK FotoStudio

Jak tego uniknąć?
Przede wszystkim trzeba nauczyć się umiejętnie dobierać treningi pod względem intensywności i nie zapominać o bardzo ważnym dniu jakim jest odpoczynek. Sama już kilka razy się na tym przejechałam, zapominając, że mój organizm to nie maszyna. Nie mogę powiedzieć, że już tego nie robię, ale przynajmniej się staram.

Teraz raz na 7 dni daję mięśniom czas, by zdążyły się odbudować, wzmocnić i przygotować na kolejny intensywny tydzień. Większości osób wystarcza 1-2 dni wolne od biegania czy innych ćwiczeń. U mnie sprawdza się jeden, który najczęściej poświęcam na 20 minutową jogę, rolki, basen, przejażdżkę rowerem czy spacer.

Tego dnia dłużej śpię, spędzam też nieco więcej czasu w kuchni, szukam inspirujących przepisów i przygotowuję nowe zdrowe potrawy. Planuję kolejny tydzień, maluję paznokcie, oglądam zaległe seriale, filmy, fotografuję i czytam książki. Regeneruję nie tylko ciało, ale i umysł. W ten sposób nie tracę motywacji i nabieram jeszcze większej ochoty na kolejne treningi. Moje ciało wraca do pełni sił, bym kolejnego dnia znów mogła działać.

EK FotoStudio

Rest day to jeden z najważniejszych dni w naszym planie treningowym. Jeden dzień wolny w tygodniu pozwala odbudować zapasy glikogenu, zapobiec urazom i zregenerować psychikę. To nieoceniony czas na odpoczynek i odzyskanie sił.

Czytaj dalej

Bieg o Puchar RMF FM

W ostatnią sobotę w ramach Krakowskich Spotkań Biegowych wzięłam udział w Biegu o Puchar Radia RMF FM. Pogoda tego dnia była fatalna, ale czego nie robi się dla biegania.


Pakiet startowy odebrałam tradycyjnie dużo wcześniej i później już z nadzieją na ładniejszą pogodę poczekałam do 12. Niestety deszcz nawet nie miał zamiaru przestać padać, więc nie poddając się pobiegłam na miejsce startu.


Do pokonania było niecałe 3,6 km z Błoń na Kopiec Kościuszki i z powrotem. Trasa początkowo miała być dłuższa o 1km, ale ze względu na warunki pogodowe musiała zostać skrócona.

jestem tam, malutka, ale jestem :D (www.festiwalbiegowy.pl)

Biegło mi się baaardzo dobrze i nawet deszcz jakość specjalnie nie przeszkadzał. Od samego początku nastawiłam się, że biegnę 4fun, bez spiny, wyścigów - dla samej radości. Tak też było. Mimo, że powierzchnia była calutka mokra, lało jak z cebra, woda wlewała się do butów, to cały bieg miałam banana na ustach, a po przekroczeniu linii mety chyba po raz pierwszy w życiu żałowałam, że to już koniec.


Wróciłam do domu kompletnie przemoczona i prawie nie poznałam swoich butów (chociaż już wyglądają jak nowe), ale niestety taką zabawę przepłaciłam chorobą. Teraz, zamiast szykować się na poranny bieg, leżę z gorączką, piekącymi policzkami, katarem i bolącym gardłem w łóżku. Trudno, wspomnień nic mi już nie zabierze :)
Czytaj dalej

Joga - ulubione zestawy

Kiedy kilka tygodni temu napisałam post o łączeniu jogi i biegania napłynęło do mnie mnóstwo próśb o udostępnienie gotowych zestawów z którymi można zacząć jogowanie. Bardzo się ucieszyłam, że aż tyle osób podeszło do tego tematu z tak dużym entuzjazmem. Joga działa fantastycznie na nasze ciało, a do tego niesamowicie odpręża.


Dzisiaj wychodzę Wam na przeciw i przestawiam te filmiki, które lubię najbardziej i albo wykonuję je całe, albo się nimi inspiruję układając swoje.

  • Powitanie Słońca to bardzo popularny układ ćwiczeń, sama często go wykonuję po przebudzeniu, by już z samego rana wprowadzić się w dobry nastrój. Na tym filmiku, każda pozycja jest bardzo dobrze wytłumaczona, więc nie powinniście mieć problemu z poprawnym jej wykonywaniem.



  • Detox Yoga with Adriene - jeden z ciekawszych 20 minutowych zestawów budujących naszą siłę. Często go wykonywałam, zwłaszcza na początku.



  • Post Run with Fiji McAlpine - polecam wykonywać zwłaszcza po bieganiu, albo treningu typowo na nogi. Trwa około 20 minut i zawiera bardzo dużo rozciągania, zwłaszcza ud i łydek. Napięte mięśnie podziękują za ten trening.



  •  Injury Prevention with Fiji McAlpine - układ tych ćwiczeń ma za zadanie zapobiec urazom, zwracając szczególną uwagę na plecy i kolana. To 20 minut dla relaksu i odprężenia.



  • Flow Yoga Class with Fiji McAlpine -  niektóre pozycje w tym filmiku mogą okazać się trudne do zrobienia, ale dzięki temu wiadomo ile jeszcze można osiągnąć i nad czym warto pracować.


  • Gentle Flow Yoga with Yogi Nora - 50 minutowa joga z jedną z moich ulubionych joginek. Nora jest cały czas uśmiechnięta, ma ciepły głos i niesamowicie rozciągnięte ciało. Po takim zestawie poczuć się można jak po wizycie w salonie odnowy.



  • Weight Loss & Balance Workout with Tara Stiles - kolejny 50 minutowy układ pozycji wspaniale odprężających i relaksujących. Tara Stiles nadzoruje 3 kobiety i dzięki temu pokazane są różne warianty tego samego ćwiczenia w zależności od stopnia trudności. Ten zestaw to także okazja na sprawdzenie własnej równowagi. Zdecydowanie mój ulubiony, a gdy klikam "play"- czas mija w szalonym tempie.




Podobnych zestawów jest w Internecie zdecydowanie więcej i jestem pewna, że to tylko kwestia czasu, aż odkryję kolejne perełki. Ostatnio joga towarzyszy mi zdecydowanie częściej i nawet zastępuję nią rozciąganie po bieganiu. Chyba dlatego uśmiech nie znika z mej twarzy. Serdecznie zachęcam Was do spróbowania chociaż jednego z wyżej wymienionych, tylko ostrzegam - to uzależnia! :)
Czytaj dalej

I Gminna "ZaDyszka" o puchar Wójta Gminy Bełchatów

 

Kilka tygodni temu na fejsbukowym fanpage grupy biegowej Spartakus pojawiła się informacja o organizowanym biegu na 10km w pobliżu mojej rodzinnej miejscowości. Raczej nie miałam zamiaru brać w nim udziału, jednak w razie czego zapisałam sobie tę informację w kalendarzu. 


Mniej więcej tydzień przed startem uznałam, że właściwie to czemu nie i zgłosiłam się na Pierwszą Gminną ZaDyszkę. To był trzeci start (a drugi w tym roku), więc podeszłam do niego bardziej na luzie. Nie było już tak wielkiego stresu w nocy czy dzień przed, tylko ekscytacja i szczęście (no dobra, może godzinę przed startem dopadł mnie cykor).

Głównym celem imprezy (poza promocją biegania i zdrowego trybu życia) była zbiórka na cele charytatywne, a zebrana kwota w całości miała być przeznaczona na leczenie chorej na białaczkę mieszkanki gminy Bełchatów.


Jako, że start zaplanowany był dopiero na 13.00, więc pakiet startowy odebrałam kilka godzin wcześniej i tym samym na spokojnie przypięłam sobie numerek w domu. Na miejscu pojawiłam się 20 minut przed rozpoczęciem biegu i ten czas poświęciłam na rozgrzewkę.

Jak się okazało, trasa liczyła trzy pętle (jakieś 3,5km), więc do przebiegnięcia było około 10,5km. Jakoś szczególnie nie przepadam za takim kręceniem się w kółko, no ale taki bieg pewnie łatwiej zorganizować.


Na początku biegło mi się bardzo fajnie, ruszyłam za balonikiem 55 minut i nawet zastanawiałam się czy go nie wyprzedzić. Wydawało mi się, że wciąż biegnę za wolno, jednak gdy pani z endo podała mi czas 4:58m przyszło mi tylko do głowy standardowe "no nie.. znowu za szybko". Trochę zwolniłam 5:23, później 5:33 i już pierwsze okrążenie było za mną.

Gdy pomyślałam, że jeszcze dwa przede mną to nogi zrobiły się momentalnie jak z ołowiu. Kolejne okrążenie biegłam zwalniając już średnio o 10s na kilometr. W międzyczasie porzuciłam myśli o biciu rekordu, czerpałam radość z każdego metra, a także uświadomiłam sobie jak wielki popełniłam błąd (już po raz kolejny) przesadzając z treningami w tygodniu. Przecież nie jestem maszyną i organizm musi odpoczywać. Czy kiedyś wreszcie się tego nauczę?

Postanowiłam wrzucić na luz i spokojnym treningowym tempem, starając się nie przekraczać 6 min/km dotarłam na metę, gdzie czekał już na mnie tata z bratem. 


Udało mi się przebiec 10,5km w czasie 59m:33s. Wiem, że mogło być lepiej, ale mogło być tez zdecydowanie gorzej. Co więcej nie bolały mnie ani kolana, ani piszczele czy stopy. Protestowały tylko i wyłącznie zmęczone mięśnie. 

I Gminna ZaDyszka to kolejne cenne doświadczenie, okazja na wyciągnięcie wniosków i ogrooomny motywacyjny kop.

Jest jeszcze coś. Mega pozytywnego. Magiczna chwila tuż po biegu - dekoracja. Nawet gdy medal to tylko i wyłącznie pamiątka za udział. Chwila trwa kilka sekund, a jest nie do opisania. Banan na ustach, duma rozpiera, endorfiny szaleją i człowiek unosi się nad ziemią. Bajka.


No i sami powiedzcie, czy jest coś, co piękniej ozdobi biegową koszulkę i odsunie zmęczenie na dalszy plan? Według mnie nie.


A wracając jeszcze do organizacji samego biegu...

... było prawie idealnie. Trasa dobrze zabezpieczona, woda sprawnie podawana i to nawet w dwóch miejscach na pętli. Wręczanie medali i wydawanie posiłków bez kolejek. Do tego do wyboru 3 ciepłe dania, w tym jedno wegetariańskie. Gmina świetnie się spisała.

Brakowało mi tylko tabliczek z poszczególnymi kilometrami na całej trasie. Jedynie pierwsze okrążenie miało oznaczenia i gdyby nie endo to ciężko byłoby mi skontrolować swój czas. 

Szkoda też, że kibiców było tak mało. Właściwie tylko w miejscu, gdzie kończyła się pętla zgromadzeni byli ludzie i tam zagrzewali każdego do walki. Według mnie to bardzo istotny element takich imprez. Dzięki temu ciężko jest się poddać i zwyczajne „dalej, dalej!” potrafi dodać skrzydeł. Zdaję sobie sprawę, że to dosyć mała impreza i nie mogę za dużo wymagać, ale miło by było :)


Tak się jeszcze zastanawiam, gdzie tkwi problem, że na takich imprezach biega mi się dużo gorzej, niż podczas treningów. Przecież chyba powinno być trochę inaczej. Zbyt duża presja? Czy jak..

Ah i jeszcze na koniec chciałam podziękować za gratulacje tuż po biegu. Te osobiste, telefoniczne i oczywiście  internetowe. Jesteście wspaniali! ;) 

Czytaj dalej

Kraków, Rolki i My - nightskating (5.05.2014)

Jak już dobrze wiecie (bo niejednokrotnie o tym wspominałam), uwielbiam jeździć na rolkach, a ostatnio spędzam na nich mnóstwo czasu. Rolkowych event'ów nie ma tak dużo jak biegowych, dlatego zorganizowany nocny przejazd ulicami Krakowa okazał się ciekawym urozmaiceniem.


W ubiegły poniedziałek już po raz piąty wzięłam udział w krakowskim nightskatingu. Zaplanowana trasa wynosiła około 18 km, ale ja zrobiłam ich nieco więcej.


Na starcie przy Cichym Kąciku zgromadziło się ponad 700 rolkarzy i tradycyjnie punkt 20:00 ruszyliśmy przemierzać Kraków. Tempo było spacerowe, bez wyścigów, średnio 5:30-6:00 min/km.
Organizacja nie zawiodła. Była muzyka, a także służby porządkowe i medyczne. Wszystko przebiegało na prawdę sprawnie i nawet nie musiałam za dużo hamować.


Punktem kulminacyjnym (jak zawsze) okazał się przejazd przez tunel w okolicach Galerii Krakowskiej. Miałam fajną miejscówkę (prawie na samym przodzie), przez co komfort jazdy był świetny i co najlepsze - udało mi się rozwinąć niezłą prędkość.


Jako, że był to przejazd przebierańców, to dłuższy postój zamiast na Rynku był przy UEK'u, gdzie odbyła się prezentacja osób przebranych i wręczenie nagród za najciekawszy kostium.

Dla niektórych sporą atrakcją podczas nightskatingu jest Rolkowa Ludzka Stonoga, ale dla mnie to właściwie nic szczególnego. Wzięłam w tym udział tylko podczas mojego pierwszego przejazdu i teraz zamiast czekać, aż "impreza" się skończy zwinęłam się wcześniej do domu.


Kolejny przejazd 12 czerwca i może też wezmę w nim udział.. :)

Tutaj znajdziecie relacje z poprzednich edycji:

Czytaj dalej

Parkrun Kraków #12

Po ostatnich parkrun'owych przygodach, miałam trochę wątpliwości co do tego, czy w kolejną sobotę wybrać się na krakowskie błonia. Bałam się kolejnej porażki, choć tak na prawdę w głębi duszy wiedziałam, że to był tylko chwilowy kryzys, ale musiałam sobie to udowodnić.


"złapię ten token, czy nie złapię..." fot. A.Łapczuk-Krygier

Jak postanowiłam, tak zrobiłam i... było bardzo dobrze. Tym razem podeszłam do biegania na luzie, nie nastawiając się na konkretny wynik, po prostu wystartowałam, biegłam przed siebie, nie zatrzymałam się (!!!) i teraz trochę żałuję, że nie przyśpieszyłam wcześniej, a nie na ostatnich 100m (bo miałam siłę) :)


3 maja w parkrun Kraków wzięło udział 61 biegaczy, w tym 16 kobiet, a ja pojawiłam się na mecie jako 7 kobieta uzyskując czas 25m:53s.

Czytaj dalej

Rolkarzu chcesz jeździć dłużej? Dbaj o kółka

Osoby śledzące moje treningi na endomondo bardzo dobrze wiedzą, że poza bieganiem pasjonuję się jazdą na rolkach. Gdy jest piękna pogoda, to prawie codziennie jestem na Błoniach czy w Parku Jordana i śmigam na 8 kółkach.


W dzisiejszym poście chciałam zwrócić uwagę na to, że kółka łyżworolek podobnie jak buty zużywają się, niezależnie od umiejętności rolkarza. Częstość użytkowania ma na to duży wpływ, ale po jakimś czasie i tak każdy zauważy jakieś ubytki.

Moja siostra rolki ma już kilka lat i mimo tego, że nie jeździła w nich jakoś intensywnie to po czasie jazda przestała sprawiać jej przyjemność. Dlaczego? Kółka za bardzo zużyły się z jednej strony i stopy cały czas przechylały się do wewnątrz. Na zdjęciu poniżej bardzo dobrze to widać:


Na szczęście szybko udało się temu zaradzić i wcale nie był potrzebny nowy zestaw kółek, by znów mogła cieszyć się jazdą. Wystarczyło zastosowanie pewnego zabiegu, który każdy może wykonać na własną rękę. 
Potrzebny będzie tylko zestaw kluczy, jakaś szmatka i można działać.



Jak ja to robię?

  • Luzuję śruby przy kółkach rolki i wyjmuję wszystkie kółka z płozy (niektórzy wyjmują wszystkie kółka z obydwu rolek i zamieniają je pomiędzy rolkami, ale ja to robię w obrębie jednej rolki)

 

  •  Układam kółka jedno na drugim, tak by określić zużycie


  • Obracam kółka o 180 stopni tak, by strona bardziej zużyta znajdowała się teraz na zewnątrz



  • Największe kółka umieszczam z przodu i tyłu rolki, a najmniejsze kółka umieszczam w środku (najczęściej jest to tak, jak na poniższym schemacie)


  • Dobrze przykręcam śruby, tak by kółka nie ruszały się, ani nie przesuwały i.. gotowe!


Przekładanie kółek to także świetna okazja na wyczyszczenie sprzętu z brudu, kurzu czy wkręconych włosów. Wszystko zajmuje koło 15-20 minut i wystarczy, by znów móc cieszyć się komfortową jazdą.

Po takiej zamianie, na początku jazda może wydawać się nieco dziwna, ale po chwili jeżdżenia szybko się do niej przyzwyczaja. Oczywiście nie zawsze taki zabieg wystarczy, czasem konieczna będzie wymiana kółek, ale w większości przypadków okaże się bardzo pomocny.


PS. Dzisiaj o 20.00 przejazd nocny na rolkach w Krakowie, wybiera się ktoś? : )
Czytaj dalej

Podsumowanie miesiąca i plany na maj 2014

Wraz z nadejściem maja kolejne plany, marzenia i świeże spojrzenie na przyszłość. Lubię gdy rozpoczyna się miesiąc, bo to świetna okazja na zweryfikowanie swoich postępów.


Co wydarzyło się w kwietniu?

- dwa razy pobiegłam w krakowskim biegu parkrun (#10, #11)
- najlepszy czas na 5km - 25m:40s
- najlepszy czas na 10 km - 56m:49s
- nowa życiówka na 1 km - 4m:23s
- najdłuższy przebiegnięty dystans - 15 km
- pokonałam około - 114 km biegając i 118 km jeżdżąc na rolkach
- przejechałam dwa półmaratony na rolkach (relację z pierwszego z nich znajdziecie tutaj)
- na aktywność fizyczną poświęciłam w przybliżeniu 28h

(kliknij na obrazek, aby powiększyć)



  
Czy zrealizowałam wszystkie plany na kwiecień?

- wprowadziłam regularne treningi, ale bez konkretnego planu
- przejechałam półmaraton na rolkach i to nawet dwa razy
- przygotowałam portfolio
Podobnie jak w poprzednim miesiącu nie udało mi się zrealizować wszystkiego. Mam tu na myśli picie wody z cytryną na dzień dobry i pisanie pracy magisterskiej. Cytrynę nie zawsze mam w domu, a pisanie czegoś, co nie wiąże się z zainteresowaniami i przyszłością jest dosyć trudne. Rekordów na 5K i 10K nie było, ale nie przejmuję się, zmieniłam nastawienie (o czym pisałam tutaj) i wiem, że wszystko przyjdzie w swoim czasie.

 Porównanie marca z kwietniem:


W bieganiu tylko jedna mała zmiana o której wspominałam wyżej (poprawiony czas na 1 km o 10s). Na rolkach już trochę nowości - 0,7km więcej przejechane w godzinę, 1m:12s lepiej na 10km i nowe zakładki: 20 km w 1g:20m:01s i półmaraton w 1g:24m:43s.

 Moje plany na maj: 

- rozbudowanie tygodniowego kilometrażu
- więcej treningów szybkościowych
- powrót do robienia pompek
- maj miesiącem nie słodzenia herbaty
- pisanie pracy magisterskiej (!)
- zdjęcia, zdjęcia, zdjęcia (apartem, nie telefonem!)
 
A na koniec zestawienie kwietniowych zdjęć:

od jakiegoś czasu mam instagrama,  możecie mnie obserwować @keepdreamsclose
Czytaj dalej