Joga i bieganie?


Z jogą po raz pierwszy miałam styczność we wrześniu 2013 roku.  Była to przygoda jednorazowa, głównie dla zaspokojenia ciekawości i zakończyła się 20 minutowym epizodem, do którego później już nie wracałam. Teraz wiem, że po prostu wybrałam zły trening.

 

Pod koniec stycznia bieżącego roku zaczęło dokuczać mi uczucie ciężkich nóg. Zdarzało się to niestety najczęściej wtedy, gdy biegałam. Nic nie pomagało, a treningi z dnia na dzień sprawiały mi coraz mniejszą przyjemność. 

Jedną z rad jaką wtedy otrzymałam, było wprowadzenie do swojego planu treningowego jogi. Podeszłam do tego dość sceptycznie, ale postanowiłam spróbować. I tak też, przez cały luty, jeden dzień w tygodniu poświęcałam na godzinną sesję jogi.

Efekt końcowy był taki, że z czasem moje nogi stały się leciutkie jak piórko, a w marcu zaczęłam przebijać swoje wszystkie rekordy. 

Oczywistym jest, że tych wyników nie zawdzięczam tylko i wyłącznie jodze, bo wtedy też dosyć intensywnie trenowałam, ale jestem przekonana, że miała na to duży wpływ.


Dlaczego joga?

Wykonując różnego rodzaju asany (pozycje jogi) rozciągamy mięśnie i ścięgna. Zwiększa się ich elastyczność i znikają przykurcze. Korzystnie wpływa również na naszą postawę, czy utrzymywanie właściwego oddechu. Ćwiczenia jogistyczne pomogą zredukować uczucie bolących stóp czy kolan i skutecznie im zapobiec.

Dzięki jodze zwiększa się pojemność klatki piersiowej, płuc i wzrasta wydolność krążeniowo-oddechowa, co przecież jest dla biegacza bardzo ważne.

Ograniczając swoją aktywność fizyczną tylko do biegania, zapominamy o tym, że należy zadbać również o górne partie ciała. W kształtowaniu mięśni ramion i pleców idealne okazuje się połączenie jogi i biegania.

Jak już wspomniałam joga to nieoceniony ratunek dla naszych poskracanych mięśni. Warto przynajmniej jeden dzień w tygodniu na nią poświęcić. Różnica będzie szybko zauważalna. Już po kilku wykonanych treningach poczujesz jak napięcie maleje, ciało się rozluźnia, mięśnie odzyskują sprężystość, zwiększa się zakres ruchu w stawach i zaczynasz biegać lżejszym krokiem.


Czytaj dalej

Zakwasy. Jak z nimi walczyć?

Do dziś pamiętam swój pierwszy tydzień tuż po rozpoczęciu ćwiczeń, kiedy to postanowiłam zmienić siedzący tryb życia na aktywny. Cierpiałam z powodu obolałych mięśni, a każdy krok, czy nawet wstawanie z łóżka stanowiło dla mnie nie lada wyzwanie. Na szczęście ten etap mam już za sobą, a bolące mięśnie to rzadkość. 


Skąd się właściwie biorą zakwasy? 
Najczęściej powstają na skutek nadmiernego wysiłku, gdy nasz organizm nie jest do niego jeszcze odpowiednio przygotowany. Zazwyczaj borykają się z nimi osoby, które nie ruszały się już od jakiegoś czasu i narzucają sobie dużą intensywność. Odkąd regularnie ćwiczę i stosuję się do kilku istotnych zasad, zakwasów nie miewam właściwie wcale.


Zatem jak sobie z tym radzić? Czy da się uniknąć zakwasów? 
Poniżej zamieściłam kilka sprawdzonych sposobów, które na mnie zawsze działają:

  • Rozgrzewka i ćwiczenia rozluźniające
    O tym chyba nie trzeba przypominać. Właściwe rozgrzanie organizmu i kilka ćwiczeń rozluźniających po treningu to rzecz oczywista.
  • Rozciąganie
    Stretching bezpośrednio po każdym biegu rozluźnia mięśnie, poprawia krążenie krwi, elastyczność i zmniejsza ryzyko kontuzji.

  • Zimna kąpiel (nie gorąca, ani ciepła)
    Zimna woda leczy drobne urazy i przyśpiesza ich regenerację. Może i jest to nieprzyjemny sposób, ale za to przynoszący ulgę w zakwasach lepiej niż jakikolwiek inny środek.
    Sama po każdym biegu stosuję zimny prysznic i odkąd to robię, mięśnie mnie już nie bolą, a na drugi dzień znów mogę dawać z siebie 100%.

  • Nawodnienie
    Woda, która została utracona podczas wysiłku powinna zostać uzupełniona, dlatego bardzo ważne jest aby zadbać o odpowiednie nawodnienie organizmu.

  • Jedzenie po treningu
    Węglowodany* przyjęte do 30 minut po treningu zostaną wchłonięte 3 razy szybciej, niż zrobiłyby to przed nim. Do 90 minut po skończonej aktywności fizycznej mięśnie są bardziej podatne na bodźce, a nasz organizm lepiej się regeneruje. Wprowadzając do organizmu węglowodany nie dość, że przyśpieszymy poprawę kondycji, to następnego dnia będziemy w dużo lepszej formie, niż gdybyśmy tego nie zrobili.

    *wystarczy ok. 100-200kcal (np. kromka chleba, czy garść owoców)


Jeżeli prowadzisz zdrowy tryb życia, uprawiasz regularnie sport to prawdopodobnie zakwasy Cię nie dotyczą. Jednak ja wychodzę z założenia, że zawsze lepiej zapobiegać niż leczyć.

Mam nadzieję, że najważniejsze zasady zostały przedstawione, ale jeśli o czymś zapomniałam - możecie dopisać w komentarzach.
Czytaj dalej