Przygotowania pod Półmaraton Marzanny cz.6

  Ostatnie dwa tygodnie to chwile przystosowywania się do nowego trybu życia. Na nowo uczę się organizacji czasu, łączenia treningów, pracy, życia prywatnego i dbania o zdrowe, racjonalne odżywianie. Przyznam szczerze, że idzie mi całkiem nieźle, choć jak wiadomo, zawsze mogłoby być lepiej.

   Nie chcę się wdawać w szczegóły, ale czas na przesiadywanie przy komputerze został baardzo ograniczony. Teraz doceniam każdą chwilę i wreszcie zaczęłam myśleć konkretnie o własnej przyszłości. Czuję, że to co robię ma sens.

   Co w kwestii treningów?

   Przestałam trzymać się planu. Straszne prawda? Na dwa tygodnie przed półmaratonem zostawiłam go samego sobie. Może nie porzuciłam, ale stał się dla mnie raczej wskazówką, a treningi zaczęłam organizować według własnej dyspozycji.

   W tygodniu #15 zrobiłam 34,74 km, a już w #16 tylko 22,4km. Wiecie co jest w tym wszystkim najlepsze? To, że wcale nie mam wyrzutów sumienia. Mój organizm odpoczął, wcale nie stracił kondycji, a nawet wspiął się na wyżyny i dwa dni z rzędu przyniósł niespodziankę w postaci rekordów na 5km (jutro wrzucę coś na ten temat) i 10 km (wynik poniżej).

ostatni bieg na 10km

  Wiele też rozmyślałam o moim bieganiu i zdałam sobie sprawę, że w tych całych przygotowaniach trochę się pogubiłam. Endomondo, odliczanie, analizowanie, nieodbyte treningi, w efekcie złe samopoczucie, poczucie winy... mogłabym wymieniać bez końca.

   Uparcie realizowałam plan, czasami zapominając o przyjemności, która owszem była, ale nie taka jaką być powinna.

   Zaplanowane treningi wiele dają i jestem tego świetnym przykładem. Jednak dobrze by było, gdyby to wszystko sprawiało radość, przynosiło satysfakcję, a nie było koniecznością samą w sobie. Wydaje mi się, że w którymś momencie utraciłam to szczęście, alejednak w porę je odzyskałam.


   Do mojej pierwszej w życiu połówki pozostało 12 dni, czyli niecałe dwa tygodnie. Postaram się robić treningi z planu, ale jeśli ich nie zrealizuję, to wybiorę inne. Wiem czego mój organizm potrzebuje, wiem jak działa, chcę biegać, więc wszystko jest pod kontrolą.

  Wcześniej gdy mnie ktoś pytał w jaki czas celuje, to odpowiadałam bez zastanowienia, że 2 godziny. I co? Później pojawiał się stres i przed oczami miałam wizję porażki. Czy dwie godziny to ambitny plan? Nie wiem. Mam wrażenie, że jestem w stanie to osiągnąć, ale teraz daję sobie więcej minut zapasu.
  
w takich miejscach biegam


Stawianie sobie konkretnych celów pomaga w realizowaniu siebie i półmaraton jest tym właśnie dla mnie. Wreszcie do niego dojrzałam i nie mogę się go doczekać.

Nie boję się. Dam radę. Wiem to.

cdn.

Udostępnij ten post

34 komentarze :

  1. Nie ma co się wpędzać w poczucie winy, jesteś świetna!!! trzymam mocno kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. już się nie wpędzam, patrzę na wszystko inaczej ;D dzięki kochana : )

      Usuń
  2. Super post! Najważniejsze to się nie zatracić.. Ja żałuje dnia w którym zainstalowałam aplikacje Endomodo.. Teraz bieganie to już nie tylko forma rekreacji i odpoczynku.. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serio żałujesz? Ja ani przez chwilkę, bo dzięki temu wiem co robię źle, co mogę poprawić i zdecydowanie łatwiej jest mi kontrolować tempo :)

      Usuń
    2. Trochę żałuje, gdyż czasami bardzo wbrew sobie biegam więcej km, bo przecież nie mogę przebiec mniej, niż ostatnio - biegając z aplikacją -.- Wsłuchiwanie się w swój organizm też sprawdzało się w praktyce i sprawiało więcej przyjemności :-)

      Usuń
    3. To prawda, chociaż ja jestem z tych osób co lubią mieć wszystko pod kontrolą, analizować i planować ;) Właśnie dzięki endo zauważyłam większe postępy.

      Usuń
  3. Wymiatasz:) Wierzę że półmaraton pójdzie Ci znakomicie i będziesz z siebie zadowolona jeszcze bardziej:)

    Ale fakt,czasem patrząc tylko na takie aplikacje człowiek zapomina dlaczego tak naprawdę to robi,a przecież chodzi o to żeby czerpać z tego radość:) Sama nieraz za bardzo skupiam się nie na tym co powinnam,ale staram się nad tym pracować:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego trzeba znać umiar i warto raz na jakiś czas wybrać się na taki swobodny bieg : )

      Chociaż ja lubię analizować i czasem robię tak, że włączam aplikację, ale na nią nie patrzę. Najgorsze jednak jest to, że znam mniej więcej długość ścieżek po których biegam, więc i tak podświadomie ustalam kilometry które przebiegnę :D

      Usuń
  4. To po prostu przedstartowy stres się odzywa :) Wiem, mam to samo ;) Zmęczenie sztywnym planem treningowym, trochę mniejsza frajda z biegania itd. Ale pomyśl sobie, że to wszystko robisz w jednym konkretnym celu, który jest już naprawdę bardzo blisko :) A po półmaratonie będzie można się bardziej wyluzować z bieganiem i robić to spontanicznie, bez planu :) Przynajmniej przez jakiś czas, bo potem na pewno pojawią się myśli o kolejnym starcie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno, ja już powoli snuję plany "po półmaratonie". Nie są jeszcze sprecyzowane, ale w jakiś sposób nakreślone :D

      A Ty, nie możesz doczekać się już startu? :)

      Usuń
    2. Po długim wybieganiu trochę się uspokoiłam i nie stresuję się już tak bardzo, także tak, już bym chciała pobiec ;)

      Usuń
    3. No właśnie te długie biegi dodają pewności, no i ćwiczą wytrzymałość. Będzie faaaajnie! :D

      Usuń
  5. Jesteś świetna! Trzymam kciuki za dobry czas :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dasz rade!
    Powodzenia w przygotowaniach :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To już właściwie końcówka przygotowań, ale dziękuję : )

      Usuń
  7. Ja też ani przez chwilę nie żałowałam, że zainstalowałam Endomondo. Ta aplikacja gna mnie do przodu i jak po upływie kolejnego kilometra wskazuje czas, który nie bardzo mi się podoba - to przyspieszam. Taki mój mały napędzacz :-)

    Podziwiam takie osoby jak Ty, które potrafią zaplanować cały trening i go sumiennie realizować. Ja niestety (albo własnie stety) jestem "wolnym strzelcem" i biegam kiedy chcę i ile chcę. Zero planów, a mój półmaraton za niecałe 20 dni. Ale ja nie mam stresu. Nie nastawiam się na określony czas, w którym przebiegnę. Chcę się tym cieszyć :-) Ponoć na warszawskiej połówce ma być masa atrakcji po drodze. I mam tylko nadzieję, że nie poddam się gdzieś po drodze (ale tego wogóle nie przewiduję ;-) )

    Ty robisz mega postępy, już swoje wypracowałaś i widać teraz jest czas na luz :-)

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ale zawsze można jeszcze dołożyć do tzw. pieca. Chociaż teraz czuję mniejszą presję, bardziej potrzebuję radości z biegania i dlatego zepchnęłam plan na dalszy tor.

      Czy czas jest ważny? Kiedyś był ważniejszy, ale wiem, że dam z siebie 100%, a co z tego wyjdzie okaże się już caaałkiem niedługo :D

      Masa atrakcji, czyli co konkretnie? Wiesz coś więcej na ten temat? :P

      Usuń
    2. cyt. "Zespoły muzyczne, bębniarze, cheerleaderki, Dj-e - mnóstwo pozytywnej energii i hucznego dopingu. 21 punktów kibicowania na 21 km trasy. 30 marca Warszawa przywita Was wyjątkowo gorąco!"

      Usuń
  8. Tak to powinna być tylko i wyłącznie przyjemność ;-) Jak już się człowiek zmusza to już nie jest fajnie. Chodź nie ukrywam, że do rozpoczęcia biegania się zmusiłam;-P Ale teraz, jak siedzę z gipsem to nic tylko marzę kiedy założę buty i śmignę;-)

    I ja wiem, że dasz radę! Tak mocno trenowałaś, tak Ci świetnie szło, że Półmaraton będzie Twój;-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężkie treningi nie dają takiej radości, ale późniejsze efekty owszem. Myślę, że warto się czasem zmusić, powalczyć z samym sobą i poprzeklinać na wszystko, żeby później bieganie było jeszcze fajniejsze. Jeżeli miałabym ocenić przyjemność z biegania teraz, a wcześniej - to jest to jak niebo i ziemia :D

      Nie zazdroszczę Ci tej nogi w gipsie, trzymam kciuki żebyś szybko zrzuciła ten "ciężar" z nogi :)

      Usuń
  9. jej, ciekawe czy i mnie uda się kiedyś tyle przebiec :P
    zazdroszczę formy! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na pewno się uda! jeżeli tylko będziesz tego chciała : ))

      Usuń
  10. Nie można się zatracać w przyjemnościach, bo coś co kiedy było przyjemnością może stać się tylko powinnością. Musisz mieć dystans do tego wszystkiego i cieszę się, że się ocknęłaś. :*
    Gratuluję kolejnych, nowych rekordów! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W porę mi się udało, ale wydaje mi się, że to też wpływ zawirowań życiowych. Jest dobrze i jak n arazie tylko cieszę się z tego : )

      Usuń
  11. jejku to już tak blisko! ostatnie dni zazwyczaj wychodzą "poza planem", ważne by totalnie sobie nie odpuścić, bo wielotygodniowe starania ległyby w gruzach... ;) i wiadomo, tak jak wspomniałaś, najważniejsze to czerpać radość z tego co się robi, wtedy rezultaty przyjdą szybciej:) czekam na dalszą część!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, wiem zdaję sobie z tego sprawę i nie chcę odpuszczać. Dobrze, że są weekendy - to one ładują mnie biegową energią :D

      Kolejna część pewnie już za tydzień, a ostatnia.. za dwa :)

      Usuń
  12. Dasz radę na pewno! :) Czekam na jakiś wystrzelony w kosmos czas - 1:45/1:50... Tak jak na Ciebie przystało ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz jak człowieka rozbawić :D O takim czasie nawet nie marzę, ale przynajmniej wiem ile jeszcze jest do osiągnięcia : )

      Usuń
  13. W ostatnie dwa tygodnie już niewiele jest do poprawiania, całą formę zbudowałaś wcześniej :) to nawet może być lepiej jeśli lekko zmieniłaś plan na lżejszy :) także w tym wypadku wyrzutom sumienia "mówię stanowcze nie" :D Przed maratonem ostatni miesiąc jest w zasadzie odpoczynkiem, wszystko wypracowuje się wcześniej :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. skoro tak mówisz.. to pewnie coś w tym jest ; ) nie mogę się już doczekać tego biegu ;D

      Usuń
  14. Strzelisz tą połóweczkę aż się będzie kurzyło! ;)
    myślę, że możesz spokojnie próbować łamać dwie godziny (ja miałam 2:02), najważniejsze to nie zacząć zbyt szybko i trzymać względnie stałe tempo, a reszta przyjdzie sama :)
    Oczywiście będę trzymać kciuki!
    Mi też ostatnio średnio wychodzi bieganie z planem - tu coś przełożę, tu skrócę, wydłużę ale grunt, że nie przestajemy biegać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie mam nadzieję, że nie przesadzę z tempem na początku i na końcówkę starczy mi powera : )
      Mi kompletnie z planem nie wychodzi, ale to wszystko przez to, że od rana do właściwie 19 nie ma mnie w domu, a później nie bardzo mam ochotę gdziekolwiek wychodzić.. przydałaby się bieżnia :D

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz! To dla mnie dodatkowa motywacja ;)