17. Uliczny Bieg "Bełchatowska Piętnastka"


Decyzja o wzięciu udziału w tym biegu długo we mnie dojrzewała. Początkowo była ekscytacja, a im bliżej dzień startu, tym większy stres, niepewność i dziwne myśli. Wszytko tak naprawdę sprowadzało się do jednego -  co będzie jak dobiegnę ostatnia? Przecież mogłabym tę niedzielę spędzić pod kocem, z ciepłą herbatką w ręku, dobrym filmem czy książką. Ale nie! Przecież zachciało mi się biec tego dnia 15 kilometrów przy ledwo plus 5°C. Oczywiście każdą taką czarną myśl próbowałam jak najszybciej od siebie odgonić, co wcale nie było takie proste, jednak warto było.

pierwszy medal - nieopisana radość

Dzień wcześniej przygotowałam sobie strój sportowy, ułożyłam playlistę z samymi energetycznymi kawałkami i po gorącej kąpieli położyłam się spać. Co to była za noc! Budziłam się co godzina, przekręcałam z boku na bok, nie mogłam usnąć.. raz było mi gorąco, później znowu zimno.. masakra. Rano z kolei brak apetytu, bolące gardło i bóg wie co jeszcze..

O 9.00 pojechałam z tatą po odbiór pakietu startowego, by uniknąć późniejszych kolejek i zbyt długiego czekania na rozpoczęcie. Wszystko poszło sprawnie, dostałam numerek startowy, worek do depozytu, napój energetyczny, parę ulotek i upominek w postaci lampki na szyję (przydatny gadżet, w sam raz do biegania nocą). 

By zmniejszyć stres (oraz z ciekawości) przejechaliśmy się po trasie biegu, która była świetnie oznakowana. Oprócz znaków pionowych, pojawiły się również strzałki na jezdni informujące gdzie trzeba biec, a gdzie skręcić. Poszczególne kilometry również miały odpowiednie oznaczenie. Po takiej "wycieczce" byłam pewna, że nie zginę, ale jeszcze nie do końca przekonana czy dam radę.

do pokonania były 3 takie okrążenia
   
Później powrót do domu, jeden lekki posiłek, trochę wody, przebranie się, wyczyszczenie butów (haha :D), ulubiona fryzura, zorganizowanie fotografa (w tej roli mój brat), kibiców (rodzina) i byłam gotowa.

Dotarliśmy akurat na rozgrzewkę prowadzoną przez bardzo sympatyczną panią. Tutaj również nic nie zawiodło - dobrze dobrane ćwiczenia, dołożyłam później tylko krótki truchcik i wymachiwanie ramion, by nie zmarznąć.


Zbliżała się 12.00, więc każdy powoli zaczął ustawiać się na starcie. Dopiero wtedy zauważyłam jak jest nas dużo (ponad 700 osób) i wszyscy zgromadzili się tutaj, bo kochają bieganie! Czy to nie wspaniałe? Tyyyle ludzi, jedna pasja...

Moje rozmyślania przerwał wystrzał z armatki, założyłam słuchawki, włączyłam muzykę i zaczęłam biec. Na początku wszyscy w grupie, później wszystko zaczęło się coraz bardziej rozciągać. Trzymałam cały czas swoje tempo, nie przyśpieszałam, mimo, że miałam na to ochotę. Tak też biegłam przed siebie wsłuchując się w dobiegającą do moich uszu muzykę...

 

Połowa okrążenia i czas 00:14:55, przy 4 kilometrze miałam ochotę się czegoś napić, ale wiedziałam, że na 5. będzie punkt z wodą, to też momentalnie odzyskałam siły, pojawiało się coraz więcej dopingujących kibiców, minęłam start/metę z czasem 00:30:42 i w oddali zauważyłam punkt z wodą. Tutaj chciałam się napić biegnąc - tak jak robią to biegacze, ale serio - nie potrafię. Nie wiem jak się to robi. Ja musiałam stanąć by wypić.

fot. Adam Michel
Aaa.. zimna woda wlała mi się do gardła, lekko się zakrztusiłam i bardzo dziwnie poczułam. Uznałam, że bez marszu się nie obejdzie. Minuta i wszystko wróciło do normy. Kolejne kilometry mijały mi bardzo szybko. 7,5 km przebiegłam w 00:46:19, na 8km oddałam tacie rękawiczki, a przy 10 km miałam czas 01:02:32. Po drugim okrążeniu usłyszałam głos taty "jeszcze tylko 5 kilometrów! dasz raadę!!" podniosłam automatycznie głowę do góry, uśmiechnęłam się i już w tym momencie byłam pewna, że przebiegnę.


fot. Adam Michel
Przy kolejnym punkcie z wodą, nie popełniając poprzedniego błędu zatrzymałam się i spokojnie wypiłam. Nawet nie pamiętam kiedy minęłam 11 kilometr. Wiem, że przy 12,5 km był pomiar czasu (01:18:43) i od tego momentu bardzo bolał mnie środkowy palec u lewej stopy. Na 13 km czekali moi rodzice i troskliwy głos mamy "Ewelinko dasz radę? przebiegniesz?", ja z uśmiechem na twarzy dałam im znać, że bez problemu i żeby czekali na mnie na mecie z kurtką i piciem.
Minęłam 14 kilometr..  pozostał już tylko jeden, ale ciągle zwlekałam ze zwiększeniem tempa, dopiero na ostatnich 300 metrach dałam z siebie wszystko (gdzieś w oddali słyszałam głos spikera "piękny finisz!!") i z prędkością światła, wyprzedzając innych wbiegłam na metę.

 
 

Jakaś Pani zawiesiła mi medal na szyi, dostałam butelkę z wodą, tata przyniósł mi kurtkę i powerade'a. Piłam wodę, śmiałam się w duchu i byłam szczęśliwa! Co ja mówię! Dalej jestem! Dałam radę. Wywalczyłam to. Co więcej - obyło się bez bólu kolan i okropnej zadyszki. Jeszcze miesiąc temu nie marzyłam, że przebiegnę 15 kilometrów, a teraz? Myślę o kolejnych startach!

Gdy emocje opadły, dostałam ciepły posiłek porozciągałam się trochę i dostałam sms'a z moim czasem: 01:35:22 - Widzicie? To dopiero sukces! No i nie sprawdził się mój czarny scenariusz - nie dobiegłam ostatnia! : )

 
Musze przyznać, bieg był doskonale zorganizowany. Nie mam najmniejszych zastrzeżeń. Trasa świetnie oznaczona i zabezpieczona. Na punktach odświeżenia nie brakowało wody, opieka medyczna w pobliżu (przy 3cim okrążeniu nawet osobiście pytali się czy wszystko w porządku), szybki odbiór medali, dodatkowa woda dla spragnionych i ciepły posiłek. Czego chcieć więcej? Za rok na pewno znów tam pobiegnę! : )

Udostępnij ten post

29 komentarzy :

  1. Aż się zestresowałam czytając relację :) Gratuluję!:)

    OdpowiedzUsuń
  2. B R A W O !!!!!!! Myślałam wczoraj jak sobie poradzisz !!!!! Ale jesteś dzielna dziewczyna. SUPER !!!! Jeszcze raz ogromnie ale to ogromnie Ci gratuluję !! I tak szczerze to też trochę zazdroszczę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję Ci ślicznie, że myślałaś o mnie, to bardzo miłe! : ))
      i nie ma czego zazdrościć kochana, to jest w zasięgu każdego :D

      Usuń
  3. Gratulacje :))) świetny czas, bardzo obrazowa relacja :) No i naprawdę jak mało kto wyglądasz przepięknie na zdjęciach z biegu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Masz mnie! Aż się popłakałam jak czytałam!!!! Pierwszy oficjalny i poważny debiut za Tobą i wiesz co Ci powiem? Jesteś Mistrzunio :) Teraz medal i numer w ramkę i na ścianę - niech się pięknie prezentuje. Gratuluję biegaczko :)
    A teraz mi zdradź jak to robisz, że na każdym zdjęciu się uśmiechasz?? Ja zawsze mam minę mistrza drugiego planu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale Ty jesteś kochana no naprawdę! : ))) Medal i numer startowy już dumnie wisi u mnie w pokoju. Tak niewiele, a jak cieszy! :D
      A co do zdjęć hm.. szczerze? Właściwie cały bieg miałam banana na ustach - taka radość :D No i wiedziałam też mniej więcej w którym miejscu ludzie je cykają - ot cała filozofia : ))

      Usuń
  5. Gratuluje :)! Wczulam sie w twoja relacje swietnie piszesz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję! bardzo miło mi to czytać : ))

      Usuń
  6. gratuluje!!!jej jestem z Ciebie taka dumna!świetna relacja czułam ten stres i wszystko inne!cudownie że miałaś wsparcie rodziny bo to dużo daje.dałaś radę!!!:)jeszcze raz gratuluje!!!:)
    zmotywowałaś mnie bardzo do aktywności:)
    i jakoś tak fajnie widzieć że pobiegłaś i dałaś radę bo już trochę czytam Twojego bloga i widziałam Twoje przygotowania i cieszę się razem z Tobą wygraną:)(nie wiem czy dobrze ujęłam ale to tak jakby biegł ktoś kogo dobrze znam i mu się udało)haha rozczuliłam się

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję za tak miłe słowa! dla takich komentarzy jak Twój, aż chce się prowadzić bloga, pisać, rozwijać i pokonywać swoje słabości : )) dzięki kochana jeszcze raz! :*

      Usuń
  7. Gratuluję i życzę dalszych sukcesów!!!

    OdpowiedzUsuń
  8. Gratulacje! :) Pierwsze zawody to zawsze stres. Sam nie mogłem spać dzień przed i myślałem cały czas o tym jak to będzie i czy wszystko podczas biegu będzie ok. Na szczęście było i podczas pierwszego startu pobiłem swoją życiówkę na 10km i do tej pory nie mogę lepszego czasu wykręcić. :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o widzisz, no to ładnie - brawo! : ))

      później z kolejnymi startami już jest pewnie inaczej, mniej stresu, nerwów itp. - a pierwszy zawsze pozostaje w pamięci :D

      Usuń
  9. BRAWOOO!!!! Gratulację z całego serduszka;-) widać, że świetnie trenowałaś i byłaś z siebie zadowolona a to najważniejsze ;-) medal piękny a wspomnienia pewnie jeszcze piękniejsze;-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję Ci ślicznie : ))) o tak zadowolenie trwa do dziś :D

      Usuń
  10. Gratulacje ! :D Widać po Tobie, że jak tylko wpadnie się w rytm treningów to i 15 km nie straszne :)
    Ja w Finale WOŚP startuję na 5,5 km- pierwszy bieg i to jaki-charytatywny :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ooo! super inicjatywa! będę trzymać kciuki : )))

      Usuń
  11. gratulacje:)

    to co na wiosnę połówka prawda?
    powodzenia!!

    OdpowiedzUsuń
  12. Gratuluję! Wiedziałam, że dasz radę. ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. podziwiam :) tym bardziej, że chyba najgorsze co można robić to pokonywać po kilka okrążeń, kiedyś słyszałam o półmaratonie gdzie do pokonania było 10 okrążeń masakra

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. powiem Ci, że nie było źle, co więcej Ci najlepsi biegacze chwalili trasę, ze względu na możliwość dobrego rozłożenia sił podczas biegu : )

      a półmaraton z 10 okrążeniami to już lekka przesada...

      Usuń
  14. Całe piękno biegania i startów w jednym wpisie :) Gratulacje raz jeszcze! :))

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz! To dla mnie dodatkowa motywacja ;)