Biegam bo... ?

    Regularnie biegam od połowy kwietnia, czyli właściwie już prawie 4 miesiące. Już? Byłam święcie przekonana, że jak nic pół roku mam za sobą. Ba! Nawet i więcej. Niby czas szybko leci, a tutaj tak jakby płynie wolniej...


    Naszło mnie na refleksje podczas dzisiejszej sesji treningowej na bieżni - 9x400m. To "tylko" o 400m więcej niż tydzień temu, a już przy pierwszych 400m miałam dosyć. Przy drugim okrążeniu postanowiłam, że zrobię jedno więcej i na tym koniec. Po trzecim zastanawiałam się po co właściwie się męczę, po czwartym uznałam, że jednak jeszcze trochę pobiegnę. Piąte - połowa treningu za mną, szóste - jeszcze 3 do końca.. siódme - dwa... po ósmym miałam dosyć biegu, wmawiałam sobie nawet, że nie znoszę tego robić,  a dziewiąte powtórzenie zrobiłam tylko dlatego, by wykonać plan na dziś...


    Co potem? Stanęłam w rogu boiska by się porozciągać, uspokoić. Ledwo łapałam oddech i wiecie co? W tym momencie zaczęła pojawiać się satysfakcja i ogroooomna radość. Zdałam sobie sprawę, że właśnie po to trenuję. Nie dla fajnej sylwetki, nie po to utrzymać stałą wagę, ale właśnie po to, by po każdym biegu od stóp do głów wypełniało mnie szczęście.

Jestem zadowolona z tego co robię, mimo, że postępy nie są aż tak widoczne - to i tak mnie cieszą.

    Nie wiem, czy kiedykolwiek przebiegnę maraton, nie wiem nawet czy połowa jest dla mnie osiągalna. Co więcej boję się startów na 5 i 10 kilometrów z obawy, że nie podołam.. Ale wiem jedno - na pewno nie zrezygnuję z tego co lubię...


Udostępnij ten post

25 komentarzy :

  1. świetne podejście!
    takie bieganie i w ogóle jakakolwiek aktywność powinna być sprawiać nam przyjemność i powinniśmy robić to, bo lubimy, a nie dla tego, że musimy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj rozumiem to szczęście, satysfakcję z biegu:-) Kocham biegać i to daje mi radość z życia, wyciszam się w trakcie biegu, myślę nad niektórymi sprawami i patrze na nie z innej perspektywy:-)

    OdpowiedzUsuń
  3. O tak, to jest sedno chyba każdej aktywności fizycznej. Zmęczyć się, stracić wszystkie siły, paść po treningu - i pozwolić uwolnić się endorfinom :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Doskonale znam ten stan: wydaje Ci się że ledwo żyjesz a tuż po treningu czujesz, że możesz wszystko.
    Nie obawiaj się startów w zawodach. Może na początek wybierz sobie jakiś bardziej lajtowy "event" coś w stylu She Runs the Night albo The Color Run - to bardziej zabawa niż poważne ściganie a przekonasz się że dajesz radę. Powodzenia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. coś lajtowego na początek to chyba faktycznie najlepsze wyjście ;) pomyślę, dzięki!

      Usuń
  5. maraton, dyszki, piątki, połówki nie są wyznacznikami biegania, to tylko cel do którego się dąży, gdy już zwykłe treningi to za mało:) nie wszyscy biegacze muszą brać udział w zawodach i to nie oznacza,że są gorsi czy lepsi, zawody kształtują charakter, uczą oj uczą wiele :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale zawody jakby nie patrzeć są prawie dla każdego jakimś tam marzeniem.. ;)

      Usuń
  6. Masz rację! Najważniejsza jest satysfakcja z tego co się robi.

    OdpowiedzUsuń
  7. bieganie daje niesamowitą satysfakcję, ale wymaga czasu i cierpliwości:) ważne, że masz z tego radość:)

    OdpowiedzUsuń
  8. ja biegam od maja i dałam radę przebiec She Runs The Night, więc Ty spokojnie pewnie dasz też radę;-) ale muszę przyznać że start na 10km też mnie lekko napawa lękiem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 5 kilometrów na pewno dałabym radę, ale chyba najbardziej boję się swojego wyniku ;)

      Usuń
    2. Pytanie czy warty jest wynik? Skoro bieganie daje ci radość i energię, to nie powinnaś się obawiać tego w jakim czasie przebiegniesz np. te 5km

      Usuń
    3. niby nie chodzi o wynik, ale jednak podświadomie oczekuje się jakiegoś dobrego ;)

      Usuń
  9. Trzeba wierzyć choć przychodzi to tak trudno. Jesteś urodziwą kobietą :)


    Reprezentuje refleksje na temat fit blogów..Liczę na wsparcie, opinie i obecność => www.dzisiejsza-nadzieja.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Jedyne co musisz zrobić to wyrzucić obawy do kosza, kiedy pomyślisz, że może się nie udać, pomyśl też jak potężną satysfakcje będziesz miała po ukończeniu biegu na 5, 10, 21 czy 42, a radę zawsze dasz co do tego nie ma wątpliwości :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Rozumiem te uczucia, aż za dobrze. Jest złość, nienawiść do wszystkiego, chęć poddania się. Ale wystarczy zacisnąć zęby, żeby poczuć tę błogą satysfakcję.
    "Ból jest przejściowy, duma trwa wiecznie".
    Tak jak pisze Moni - zawody to żaden wyznacznik. Są marzeniem, wyzwaniem, jakimś celem. I nie ma się ich co bać. W końcu największe brawa i doping dostają Ci, którzy wbiegają ostatni - bo wygrali ze sobą i swoimi słabościami.

    Zakazuję Ci wstawiania zdjęć swojego brzucha - jest mi potem smutno, że takiego nie mam! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. podoba mi się ten cytat, zapiszę go sobie i będę powtarzać w ciężkich chwilach ;)

      a nad brzuchem najłatwiej mi się pracuje i efekty przyszły szybko :D

      Usuń
  12. mam tak samo :) cztery km... a to jeszcze jeden... już 5... no to szósty i do domu, jest 6, a to jeszcze kawałeczek... ja im więcej km przebiegnę tym mam więcej energii i już mogę biec i biec... a później ta satysfakcja i radość, super sprawa :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Właśnie zaczynam bieganie, póki co na bardzo krótkie dystanse, ale czytanie o twoim sposobie na bieganie jest bardzo motywujące.
    dziękuję!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz! To dla mnie dodatkowa motywacja ;)