Koniec planu treningowego, nowy rekord na 5 km!



      Nadeszła wreszcie ta chwila... - ukończyłam swój pierwszy plan treningowy przygotowujący do biegu na 10 km.

   Gdy zaczynałam go 15 kwietnia, nie spodziewałam się rewelacji. Wierzyłam w to, że go ukończę i się nie poddam, ale nie przypuszczałam, że z takim rezultatem!

   Wyniki przeszły najśmielsze oczekiwania, a do tego moja sylwetka zmieniła się zdecydowanie na lepsze. Co prawda, jest jeszcze nad czym pracować, ale jestem na pewno bliżej niż dalej.

    





    Drugim sukcesem dnia dzisiejszego był wynik biegu na 5 km. Tym razem już w sobotę zaplanowałam sobie trasę tak, bym nie miała wątpliwości co do pokonanych kilometrów i żebym się czasem nie pogubiła.


    Bieg niestety nie wyglądał tak jak miał wyglądać. Pierwszy kilometr przebiegłam zdecydowanie za szybko niż powinnam, przez co w połowie trasy byłam już zmęczona. Nie wiem dlaczego tak zrobiłam, ale nogi same mnie niosły, a przecież wielokrotnie czytałam o tym, że pierwsza połowa dystansu powinna być utrzymywana w wolniejszym tempie niż druga. No ale rozum jedno, ambicje drugie.
    Po 3,5 km zaczęło się robić ciekawie. Okazało się, że na odcinku 500m czeka mnie niespodzianka. Ścieżka została tak rozkopana, że wielokrotnie musiałam przeskakiwać, omijać kałuże i uważać, by czasem nie zrobić sobie krzywdy na nierównościach.
    Później został już tylko kilometr do końca. Spojrzałam na zegarek: minęło 25 minut od startu- oho nie zostało mi wiele czasu, by pobiec po rekord. Spięłam się w sobie, przyśpieszyłam i ostatni kilometr pokonałam w ciągu 5 minut. Nie było łatwo. W połowie dystansu chciałam się zatrzymać, ale mając "metę" w zasięgu wzroku nie zwolniłam nawet na chwilkę utrzymując szybkie tempo. Nie wiem skąd miałam tyle siły, ale dzięki temu przyśpieszeniu osiągnęłam satysfakcjonujący mnie wynik
- 30 minut.
    Po powrocie porównałam go z przykładowymi rezultatami zawodów. Teraz wiem, że nie dobiegłabym do mety ostatnia, ale wysoko na pewno bym się nie uplasowała (średnio końcówka drugiej setki).   

    Jako, że ukończyłam swój plan treningowy, najwyższa pora go krótko podsumować i zaprezentować w całości: 


    Było to 13 tygodni niezapomnianej przygody. Tylko w 4 dni (zaznaczone na czerwono) odpuściłam sobie treningi z własnej woli. W pozostałe dawałam z siebie wszystko. 
   Każdego dnia budziłam się radosna i pełna energii. Utwierdziłam się w przekonaniu, że sport dostarcza niesamowitych emocji, dodaje pewności siebie, uskrzydla i... zmienia życie na lepsze. Zrozumiałam jak bardzo ważne jest być konsekwentnym i zdeterminowanym, bo dzięki temu sukces mamy praktycznie gwarantowany i nic nie stoi na przeszkodzie, by spełnić swoje marzenia.
    Wypróbowałam też mnóstwo różnych treningów, dowiedziałam się dużo o poprawności wykonywania ćwiczeń, zdrowym odżywianiu, działaniu mechanizmów w organizmie i...  jeszcze bardziej pokochałam bieganie!

      Muszę też ogromnie podziękować Wam - że tutaj zaglądacie, wspieracie mnie, czytacie moje posty, komentujecie i motywujecie do ciągłej walki o lepszą siebie.  Kochani tyyyle Wam zawdzięczam! ;)


    Z początkiem tygodnia zabieram się za nowy plan treningowy, bo bez planu chyba już nie potrafię funkcjonować :D Skupię się tym razem na ćwiczeniu szybkości na dystansie 10 km. Trening jaki wybiorę również będzie pochodził z książki Jeff'a Gallowaya, bo skoro poprzedni się sprawdził, to czemu by tego nie kontynuować. 
Jak tylko go rozpiszę, na pewno się z Wami podzielę. : ) 




Źródło zdjęć: tumblr.com,  napieramy.pl

Udostępnij ten post

26 komentarzy :

  1. Gratuluję!!!!
    Za Tobą mega aktywne 13 tygodni - jestem pod ogromnym wrażeniem.
    A co do dobiegania na metę na zawodach: mam sąsiadkę, kobitka po 40stce. Zaczęła biegać (jak sama mówi - truchtać) jakiś rok temu. W zawodach bierze udział dla przyjemności, a kiedyś zdarzyło się jej ukończyć bieg jako ostatnia. Powiedziała, że nigdy nie była bardziej szczęśliwa - bo pokonała siebie i swoje słabości!
    Chyba każdy kto biega zna to uczucie. Ja na początku miałam "parcie" na to, żeby ścigać się z innymi. Teraz ścigam się ze sobą - to dopiero jest wyzwanie!
    Mam nadzieję, że bieganie już zawsze będzie sprawiało Ci przyjemność :) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. trochę się obawiam, że gdybym dobiegła ostatnia na metę to tylko bym się zniechęciła do startów.. no ale chyba nie powinno być tak źle, bo przecież bieganie to jest coś co kocham ;)

      Usuń
  2. Wspaniale! Ogromnie gratuluję 10 kilometrów, bo to już nie przelewki ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratuluję nawet ostatniego miejsca:-) najważniejsze jest pokonywać swoje słabości i dążyć do celu. Ulepszać siebie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też dzisiaj zaczynam dyszkę. Do tej pory mój max to 7,5km. Mam nadzieję, że dam radę :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Brawo! Gratuluję ! 10 km to moje marzenie! Do którego powolutku zmierzam, choć może problemem jest to że nie mam żadnego planu treningowego.
    Póki co jestem na etapie 6 km .

    A co do pobijania własnych rekordów - ehh miałam ostatnio to samo - zbyt szybki start który w połowie trasy o mało nie przypłaciłam rezygnacją , ale ale też jakoś dostałam siły pod koniec i zamiast paść na twarz również pobiłam swój rekord (choć jest on daleki od Twojego ;P )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mi co prawda raz udało się pokonać ten dystans i wcale nie było łatwo.. :D

      a rekordy cóż, pewnie i Ty niedługo osiągniesz podobny wynik! :)

      Usuń
  6. Gratuluję 10 km ! Ja na razie robię około 5-6 km, mam nadzieję, że niedługo dojdę do upragnionej dziesiątki :)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Gratuluję Kochana swietnie sobie poradziałaś, Trzymam kcuki za klejne sukcesy:-) Pewnie niebawem maraton:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. maraton to odległe marzenie, póki co zostanę przy 10-15 km :D

      Usuń
  8. No całe szczęście, że doczytałam się na koniec że planujesz podjęcie nowego planu bo już się przestraszyłam, że bloga zwiniesz ... ;) To byłaby dla mnie niepowetowana strata!!!

    OdpowiedzUsuń
  9. Gratuluję, z ogromną przyjemnością czytałam o twoich postępach.

    OdpowiedzUsuń
  10. Gratuluje :) Teraz jeszcze bardziej mi żal, że zostawiłam te buty.
    Co do czasu to poprawisz go. Podziwiam, że korzystasz z planu treningowego, ja nie umiem sobie nic narzucić.
    Wszyscy tak robią, że na początku biegną szybko :) Ja jak biegnę na piątkę, to pierwszy i drugi ciągnę 4.50, a trzeci jakoś wyciskam, a czwarty i piąty klnę na siebie ile wlezie w myślach :) Nawet jak biegnę na dziesięć km to i tak nie potrafię biec powoli na początku. :) Z drugiej strony uważaj, bo od rekordów łatwo się uzależnić. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wydaje mi się, że właśnie dzięki temu, że mam plan udaje mi się robić postępy :)

      a co do rekordów.. już się chyba uzależniłam :D

      Usuń
  11. Gratuluje, życzę kolejnych sukcesów.

    Swoją drogą, mnie też na początek nogi zawsze za szybko niosą :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie i to jest niedobre, bo później nie ma tyle siły na finiszu :(

      Usuń
  12. W 13 tygodni cztery dni bez treningów (kontuzja się nie liczy!)? Jesteś moim mistrzem :) Podziwiam Cię za taką aktywność!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, te 4 dni to właśnie wtedy kiedy nie chciało mi się ćwiczyć ;)

      Usuń
  13. Gratuluję :), od dłuższego czasu czytam Twojego bloga i powiem Ci, że działa na mnie bardzo motywująco. Zainspirowałaś mnie do rzucenia wyzwania samej sobie. Pozdrawiam i życzę dalszych sukcesów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cieszy mnie to bardzo i trzymam mocno za Ciebie kciuki! :)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz! To dla mnie dodatkowa motywacja ;)