Jogging dzien 30, 9 km



Cel: 9 km
Pogoda: pochmurno, lekki wiatr, 17 oC
Pora: 19:33


Kolejna niedziela, kolejne długie wybieganie i coraz bliżej upragnionych 10 km! : ))
Jak biegało mi się w rodzinnej miejscowości? 
Czy przebiegłam ten dystans?
Było aż tak źle, jak przypuszczałam? 
A może wręcz przeciwnie? 






   Od mojego powrotu do Bełchatowa, bardzo sceptycznie podchodziłam do biegania w rodzinnej miejscowości. Już nie raz Wam wspominałam jak kocham krakowskie Błonia właśnie za klimat, liczbę spotykanych biegaczy, za tę całą atmosferę.. 
Stop! Przecież biegać można wszędzie, a takie narzekania to najczęściej wymówki, albo zwykłe marudzenie. 
Lubię biegać? - Lubię. No to o co chodzi? 
   Na tym zakończyłam swoje rozważania, rozwiałam wszelkie wątpliwości i zabrałam się za planowanie dzisiejszej trasy.
9 kilometrów to już całkiem sporo, a zwłaszcza jak spojrzy się jak to wygląda na mapie:


   Przypomnę Wam, że ciągle biegam robiąc sobie co jakiś czas przerwy na marsz tak jak zaleca Galloway w swojej książce "Bieganie metodą Gallowaya", bo z przygotowanego przez niego planu korzystam.

   Dlatego podczas dzisiejszego biegu, już po 1,5 km zrobiłam sobie pierwszą przerwę i myślałam, że nie pobiegnę więcej. Dopadło mnie straszne zmęczenie. Jednak pomaszerowałam chwilkę i przebiegłam kolejne 1,5 km. Było już znacznie lepiej, ale wciąż to nie ten dający mi radość bieg. 
   Kolejna minuta marszu i przebiegłam dosłownie kilometr i zatrzymałam się. Zaczął mnie boleć lewy bark, do tego po czasie dołączyła się szyja. Przeszkadzało mi to. W głowie miałam pełno myśli "chyba nie dam rady", "co się dzieje?", "dlaczego nie mogę ciągle biec?", "czemu tak szybko się męczę?", "o co chodzi  z tym barkiem?".. ale nie mogłam się poddać. Nie ja. Jestem tak blisko ukończenia planu treningowego. Muszę dać radę! 
   Przemaszerowałam chwilę i znów zaczęłam biec. Najpierw powoli, później delikatnie zwiększyłam tempo i udało mi się przebiec trasę do końca, do tego w całkiem w niezłym tempie. To był ten moment na który czekałam. Czułam, że bieg daje mi wreszcie satysfakcję. Co więcej, po drodze spotkałam kilku biegaczy (!), co dodało mi otuchy (Bełchatów też biega yay!). Dobiegłam do "mety" i zatrzymałam się zadowolona. 
Sprawdziłam czas: 1h 3 min. Nieźle! No i o co było tyle krzyku?


Mój Plan na najbliższy tydzień:

Wtorek, czwartek - bieg po 26 minut, a w niedzielę 9,5 km.
W pozostałe dni dowolne treningi uzupełniające, a w sobotę odpoczynek.
  
  Jutro rozpoczynam 3 miesiąc biegania i muszę przyznać, że nie wyobrażam sobie, że mogłabym z tego zrezygnować. Zresztą to samo dotyczy pozostałych treningów. To już mój nawyk - codzienność, a zmieniające się ciało (na lepsze) jeszcze bardziej napędza mnie do działania.
   
   W najbliższych dniach zrobię kolejne zdjęcie kontrolne i tym razem zmierzę się, bo chcę sprawdzić, czy przekłada się to również na utratę centymetrów, bo moja waga stoi w miejscu. 
  
  Natomiast od poniedziałku postaram zadbać się o swoją dietę. Zrezygnuję zupełnie ze śmieciowego jedzenia, postaram się jeść codziennie dużo owoców, warzyw i pić minimum 1,5 litra wody mineralnej. Dodatkowo odstawię słodycze (lody i ciasta również), na razie na tydzień, a później zobaczę ile będę w stanie wytrwać.


    Przypominam też, że dzisiaj odbyła się kolejna (czwarta) edycja maratonu treningowego blogerek. Zachęcam do wzięcia w nim udziału. Nic nie stoi na przeszkodzie, by wykonać trening jutro (tak jak ja w ramach treningu uzupełniającego), albo w najbliższych dniach. To na prawdę świetna okazja do wypróbowania nowych ćwiczeń.


Źródło zdjęć: tumblr.com

Udostępnij ten post

17 komentarzy :

  1. gratuluję! 9 km to naprawdę sporo i dzielnie dałaś sobie radę! już tak mało dzieli Cię od dyszki :)
    masz świetne podejście więc wierzę że Ci się uda :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję kochana, że jesteś ze mną :)
      sama jestem dobrej myśli, bo to już TAK blisko ;)

      Usuń
  2. Ja również gratuluję wytrwałości i zaciętości :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny wynik! 9 km to już naprawdę coś!
    Zazdroszczę Ci motywacji do biegania. Również chciałabym na nowo zacząć regularnie biegać, jednak nie mam w sobie tyle samozaparcia. Motywacji wystarcza mi jedynie na katowanie się w domu... :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. sama kiedyś nie potrafiłam się zmotywować do biegania, ale po zakupie butów, wybraniu planu treningowego już nie potrafiłam przestać - pokochałam bieganie : )

      PS. ważne, że masz motywacje by w domu ćwiczyć, to się liczy!

      Usuń
  4. Ja miałam wczoraj dokłądnie tak samo jak ty. nie wiem albo zjadłam coś co mnie muliło i nie dawało siły żeby biec albo to siedzialo w mojej głowie lub moje nogi były strasznie zmęczone po całym tygodniu. najpierw nie potrafiłam się rozpędzić a gdy się już rozpędzałam to zaczynałam się jakby dusić nie mogłam oddechu złapać, potem po jakich 7 czy 6 km zaczeły mnie oba kolana boleć jednak dałam rade i przebiegłam 10,15 km co prawda z trzema małymi przerwami ale dałam radę. Nie poddałam się.

    9 km to bardzo ładny wynik :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie myślę, że zjadłam coś zbyt ciężkiego i to mi przeszkodziło. No nic, najważniejsze, że dałyśmy radę : )

      Usuń
  5. 9km to super. Ja jestem strasznie uparta i od razu zaczęłam biegać w ciągu. Strasznie się złoszczę jak mam stanąć, a potem nie mogę ruszyć z miejsca :)
    Zapewne fajnie się spotyka innych biegaczy. Niestety nie mam takiej przyjemności, ale szczęśliwie nie myślę o tym kto się patrzy i jak to wygląda :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Gratuluje 9km, to wspaniale, że mimo niechęci i bolu bieglaś dalej, tylko pogratulować:-) Trzymam kciuki za dietę i wszystie postanwienia:-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Gdy biegnę mam chwilę zwątpienia ok. 5 km wpadam w tryb w którym można by biec wiecznie. Uwielbiam go. Nagle już oddech jest spokojniejszy, nogi niosą same... Cudowne uczucie. No, ale żeby do tego dojść trzeba się przemęczyć. Myślę, że marsz to świetny sposób na mały kryzys. Sama zwalniam do marszu, żeby się napić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w sumie mam podobnie, muszę przebiec kilka km, by później wpaść w rytm :)

      Usuń
  8. ech lody i ciasta są najgorsze :D jestem w stanie nie jesć całej reszty, ale tych dwóch nie umiem wykreślić z listy - no ale się staram :)

    ładnie te 9 km... w tamtym roku próbowałam przebiec 10 też . Udało mi się najwięcej 8 :) w tym roku jakoś niestety odpuściłam bieganie na rzecz siłowni, ale jeszcze do niego wrócę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no najgorsze to prawda.. ale od czego są wyzwania :)

      Usuń
  9. Mnie zawsze pod koniec biegu zaczyna boleć lekko bark, nie wiem o co chodzi ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. prawdopodobnie nie rozluźniamy barków i za bardzo je spinamy :D

      Usuń
  10. Ja już 3 miesiąc się zbieram na swój pierwszy bieg :D Ale jakoś brakuje mi powera :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj słabiutko ;D kochana zamiast się zbierać, najlepiej ubrać się w strój do biegania i wyjść na zewnątrz - później idzie już z górki ;)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz! To dla mnie dodatkowa motywacja ;)